09.07.2024, 03:34 ✶
– Tak, widać, że ktoś się znał na hafcie. Dałbyś mi może namiary i... ‐ Westchnął ciężko i z frustracji, aż podniósł się ze swojego miejsca na fotelu, by zacząć chodzić po całym salonie w nerwowym rytmie.
Nie miał pojęcia, czy spokojny ton głosu Morpheusa, który gotowy był go wysłuchać, pomagał, czy też wręcz przeciwnie, jedynie utrudniał całą sprawę. Żałował, że znalazł się w tej sytuacji. Żałował, że oni znaleźli się w tej sytuacji, a jeszcze najwyraźniej nie udało mu się zamaskować zmartwień, tak dobrze, jak myślał, że to robił. Anthony przecież wysłał mu list, zaznaczając, że mógł powiedzieć mu o wszystkim. List, na który odpowiedział długo i nie na temat, walcząc przy tym z wyrzutami sumienia. A teraz Morpheus był gotowy go wysłuchać, tylko by usłyszeć od niego, że był przez niego w niebezpieczeństwie.
– Nie wiem – mruknął, nie przerywając swojego chodu, jakby ruch miał mu pomóc wyrzucić z siebie odpowiednio sformułowane zdania. – Powiedziałbym, że mam byłego, do którego nie chcę za nic podchodzić, ale obawiam się, że przez to on pragnie, abyście skończyli w podobnym stanie, jak po upadku z klifu – powiedział w końcu, wreszcie się zatrzymując. Spojrzenie jednak uciekło mu za obramowane bordową zasłoną okno na Londyn. Nie mógł mu pozwolić przybyć do tego miasta.
– Wiesz – zaczął, opierając dłonie na parapecie. – Jak teraz to powiedziałem, to nie wiem, czy to samo w sobie było głupie. To znaczy... Byłem w związku. Z... Kimś kto... Jest niebezpieczny, ale nie wiedziałem wtedy, że on... Na początku wydawał się normalny. Nie sądziłem, że zrobi to co zrobił i planuje zrobić. – Nie było żadnych znaków, których zafascynowany nie widział. Żadnych. – To wampir.
Nie miał pojęcia, czy spokojny ton głosu Morpheusa, który gotowy był go wysłuchać, pomagał, czy też wręcz przeciwnie, jedynie utrudniał całą sprawę. Żałował, że znalazł się w tej sytuacji. Żałował, że oni znaleźli się w tej sytuacji, a jeszcze najwyraźniej nie udało mu się zamaskować zmartwień, tak dobrze, jak myślał, że to robił. Anthony przecież wysłał mu list, zaznaczając, że mógł powiedzieć mu o wszystkim. List, na który odpowiedział długo i nie na temat, walcząc przy tym z wyrzutami sumienia. A teraz Morpheus był gotowy go wysłuchać, tylko by usłyszeć od niego, że był przez niego w niebezpieczeństwie.
– Nie wiem – mruknął, nie przerywając swojego chodu, jakby ruch miał mu pomóc wyrzucić z siebie odpowiednio sformułowane zdania. – Powiedziałbym, że mam byłego, do którego nie chcę za nic podchodzić, ale obawiam się, że przez to on pragnie, abyście skończyli w podobnym stanie, jak po upadku z klifu – powiedział w końcu, wreszcie się zatrzymując. Spojrzenie jednak uciekło mu za obramowane bordową zasłoną okno na Londyn. Nie mógł mu pozwolić przybyć do tego miasta.
– Wiesz – zaczął, opierając dłonie na parapecie. – Jak teraz to powiedziałem, to nie wiem, czy to samo w sobie było głupie. To znaczy... Byłem w związku. Z... Kimś kto... Jest niebezpieczny, ale nie wiedziałem wtedy, że on... Na początku wydawał się normalny. Nie sądziłem, że zrobi to co zrobił i planuje zrobić. – Nie było żadnych znaków, których zafascynowany nie widział. Żadnych. – To wampir.