09.07.2024, 07:33 ✶
Tedy rozmawia z Dorą przy drinkach. Dodatkowy odpis – nie jest to tura.
Thadeus Morgan, przez wszystkich jak Dolina długa i szeroka zwany Tedym, akurat pochylał się nad jakimś drinkiem i wpuszczał do niego kropelkę eliksiru, która zabarwiła napój na zielonkawo. Gdy Dora podeszła, wyprostował się gwałtownie, z miną winowajcy, omal nie strącając drinka niechcący na ziemię. Przedmiotem w szkole, w którym był najlepszy, zawsze były eliksiry, a kiedy tutaj robił te drinki, po prostu nie mógł się powstrzymać przed drobniutkim eksperymentem… chciał tylko nieco wzmocnić efekt w stosunku do tego, który był już gotowy... ale hm, to nie powinno być zielone...
Uznał, że najpierw wypróbuje mieszankę na sobie. Nie powinna być szkodliwa, ale tak na wszelki wypadek.
– Cześć, Dora – przywitał się, trochę spłoszony, i tym że przyłapała go na gorącym uczynku (chociaż nie wiedziała przecież, co robił), i tym, że była ładną, miłą, młodą dziewczyną, a w Dolinie nie było na pęczki ładnych młodych dziewczyn. Nawet zastanawiał się czy jak już zacznie grać muzyka nie przygotować paru drinków na zapas i nie poprosić jej do tańca, bo inne dziewczyny tu były albo ładnych kilka lat starsze, albo zaręczone i wredne. Heather była ruda, więc pewnie zlośliwa. I nie miala duszy, tata tak zawsze mówił o rudych. - Przyszłaś po drinka? Wyszły świetnie, słowo honoru. Wszystkie testowane. Na mnie i niektóre na nim. Co za paskudny wąs, nie? - wyrzucił z siebie, zerkając na Woody'ego, który pomagał przy organizacji imprezy, a którego Tedy nie znał. Był trochę za młody, aby pamiętać Clemensa Longbottoma z Warowni, zwłaszcza że wtedy nie wiedział jeszcze, że jest czarodziejem. - Och... tak, tak, jasne...
Pochylił się ku niej nieco, aby wypowiedzieć parę zdań o przykładowych efektach, a potem zaczerwienił się okropnie i odsunął, jeszcze bardziej spłoszony niż wcześniej.
- To znaczy wiesz, niekoniecznie tobie nalać - wyjaśnił szybko. - Może chcesz zanieść im albo coś. Tak.
Thadeus Morgan, przez wszystkich jak Dolina długa i szeroka zwany Tedym, akurat pochylał się nad jakimś drinkiem i wpuszczał do niego kropelkę eliksiru, która zabarwiła napój na zielonkawo. Gdy Dora podeszła, wyprostował się gwałtownie, z miną winowajcy, omal nie strącając drinka niechcący na ziemię. Przedmiotem w szkole, w którym był najlepszy, zawsze były eliksiry, a kiedy tutaj robił te drinki, po prostu nie mógł się powstrzymać przed drobniutkim eksperymentem… chciał tylko nieco wzmocnić efekt w stosunku do tego, który był już gotowy... ale hm, to nie powinno być zielone...
Uznał, że najpierw wypróbuje mieszankę na sobie. Nie powinna być szkodliwa, ale tak na wszelki wypadek.
– Cześć, Dora – przywitał się, trochę spłoszony, i tym że przyłapała go na gorącym uczynku (chociaż nie wiedziała przecież, co robił), i tym, że była ładną, miłą, młodą dziewczyną, a w Dolinie nie było na pęczki ładnych młodych dziewczyn. Nawet zastanawiał się czy jak już zacznie grać muzyka nie przygotować paru drinków na zapas i nie poprosić jej do tańca, bo inne dziewczyny tu były albo ładnych kilka lat starsze, albo zaręczone i wredne. Heather była ruda, więc pewnie zlośliwa. I nie miala duszy, tata tak zawsze mówił o rudych. - Przyszłaś po drinka? Wyszły świetnie, słowo honoru. Wszystkie testowane. Na mnie i niektóre na nim. Co za paskudny wąs, nie? - wyrzucił z siebie, zerkając na Woody'ego, który pomagał przy organizacji imprezy, a którego Tedy nie znał. Był trochę za młody, aby pamiętać Clemensa Longbottoma z Warowni, zwłaszcza że wtedy nie wiedział jeszcze, że jest czarodziejem. - Och... tak, tak, jasne...
Pochylił się ku niej nieco, aby wypowiedzieć parę zdań o przykładowych efektach, a potem zaczerwienił się okropnie i odsunął, jeszcze bardziej spłoszony niż wcześniej.
- To znaczy wiesz, niekoniecznie tobie nalać - wyjaśnił szybko. - Może chcesz zanieść im albo coś. Tak.