09.07.2024, 08:59 ✶
Spojrzał na Nicholasa uważnie. Umiesz przekonywać - oczywiście, że umiał. Czy Travers jeszcze w to wątpił?
- Już myślisz o emeryturze? - zapytał z rozbawieniem, kręcąc głową. Nicholas nie był na tyle starszy, by już snuć rozważania o emeryturze. On sam o tym nie myślał, ale z innych powodów: po prostu nie podejrzewał, że kiedykolwiek tej emerytury dożyje. Być może jego sposób życia był więcej niż poprawny, jeśli chodzi o zdrowie, ale ryzyko, które podejmował, sprawiało że Lestrange był niemal przekonany o tym, że nie dane mu będzie dożyć sędziwego wieku.
Chwilę milczał, gładząc kciukiem wnętrze dłoni Nicka. Czegoś ciekawego się dowiesz...
- Może - powiedział niechętnie, puszczając w końcu jego rękę. - Na pewno nie wszyscy przyjdą, to oczywiste. Zbyt duża rodzina i zbyt wiele konfliktów zarówno z jednej, jak i drugiej strony.
Obserwacja innych to był dobry trop, jednak... Jednak wesela rządziły się swoimi prawami. To nie było naturalne otoczenie osób, które mógłby chcieć obserwować. Nie miał pojęcia, jak będzie na weselu Blacków, ale miał wrażenie, że będzie jeszcze więcej pozerstwa, niż zwykle. Lestrange oparł się o kanapę i wbił wzrok w sufit.
- Jeżeli nic tam nie wybuchnie, dosłownie lub w przenośni, to pewnie będę w nocy. Jak rozumiem ty się tam nie wybierasz? - głupie pytanie - podejrzewał że Nicholas prędzej zjadłby swoje buty, niż stawił się na weselu. Obojętnie czyim, chyba że kogoś z własnej rodziny. A z tego co się orientował, to ani Rookwoodowie, ani Blackowie, nie byli jego rodziną. - Ponoć Blackowie uwielbiają czerń, a fakt, że to nie pierwszy ślub Vespery, to śmiem twierdzić, że zrezygnują z klasycznej bieli. Wpasowałbyś się w otoczenie.
Dodał niewinnie, a kącik ust mu drgnął. Wbrew temu co mówił absolutnie nie widział go w scenerii ślubnej.
- Już myślisz o emeryturze? - zapytał z rozbawieniem, kręcąc głową. Nicholas nie był na tyle starszy, by już snuć rozważania o emeryturze. On sam o tym nie myślał, ale z innych powodów: po prostu nie podejrzewał, że kiedykolwiek tej emerytury dożyje. Być może jego sposób życia był więcej niż poprawny, jeśli chodzi o zdrowie, ale ryzyko, które podejmował, sprawiało że Lestrange był niemal przekonany o tym, że nie dane mu będzie dożyć sędziwego wieku.
Chwilę milczał, gładząc kciukiem wnętrze dłoni Nicka. Czegoś ciekawego się dowiesz...
- Może - powiedział niechętnie, puszczając w końcu jego rękę. - Na pewno nie wszyscy przyjdą, to oczywiste. Zbyt duża rodzina i zbyt wiele konfliktów zarówno z jednej, jak i drugiej strony.
Obserwacja innych to był dobry trop, jednak... Jednak wesela rządziły się swoimi prawami. To nie było naturalne otoczenie osób, które mógłby chcieć obserwować. Nie miał pojęcia, jak będzie na weselu Blacków, ale miał wrażenie, że będzie jeszcze więcej pozerstwa, niż zwykle. Lestrange oparł się o kanapę i wbił wzrok w sufit.
- Jeżeli nic tam nie wybuchnie, dosłownie lub w przenośni, to pewnie będę w nocy. Jak rozumiem ty się tam nie wybierasz? - głupie pytanie - podejrzewał że Nicholas prędzej zjadłby swoje buty, niż stawił się na weselu. Obojętnie czyim, chyba że kogoś z własnej rodziny. A z tego co się orientował, to ani Rookwoodowie, ani Blackowie, nie byli jego rodziną. - Ponoć Blackowie uwielbiają czerń, a fakt, że to nie pierwszy ślub Vespery, to śmiem twierdzić, że zrezygnują z klasycznej bieli. Wpasowałbyś się w otoczenie.
Dodał niewinnie, a kącik ust mu drgnął. Wbrew temu co mówił absolutnie nie widział go w scenerii ślubnej.