09.07.2024, 10:23 ✶
Doskonale wiedziała, że na słowa ciotki należało brać poprawkę. Uśmiechnęła się jednak szeroko, bo jeżeli chodziło o przyjęcia, to miała wrażenie, że ta zasada nie obowiązywała. Agnes wydawała się nie tylko kochać przyjęcia, ale wręcz nimi żyć. Sęk w tym, że jak sama wspomniała: nie tylko przyjęcia w Londynie ją absorbowały, co było całkowicie zrozumiałe. Gdyby Camille miała więcej czasu lub chociażby cząstkę ciotczynego wigoru i charakteru, to bez wątpienia sama by żyła podobnie.
- Czas zdaje się działać na tworzą korzyść, ciociu. Zupełnie jakbyś go cofała, a jego upływ nie dodawał, a odejmował ci lat - roześmiała się, przenosząc wzrok z Agnes na ruletkę, która została wprawiona w ruch. Jej błękitne oczy śledziły tor kulki, a dłoń pod stołem zacisnęła się mocno na jej własnym udzie. Delacour na ułamek sekundy wstrzymała powietrze, rozchylając pełne usta, gdy kulka zaczęła zwalniać. Nie to, żeby była hazardzistką, bo nigdy nie czuła ciągot do hazardu, ale na Matkę i Merlina - te emocje, ta adrenalina uderzająca do głowy. Doskonale rozumiała każdą osobę, która była nieco słabszej woli: łatwo było wpaść w tę pułapkę. - Nie ja, oczywiście. Plotki zbyt szybko dotarłyby do matki, a sama wiesz, jaka jest.
Wygrała! No, może nie całkowicie, ale przynajmniej częściowo. Oczy kobiety zabłyszczały, gdy obok pojawiły się nowe żetony. Cudowne uczucie.
- Sama wiesz, jaki mam stosunek do małżeństwa, ciociu - mruknęła, przebierając palcami po idealnie okrągłych krążkach. Na moment umoczyła usta w białym winie. Przyjęcia przyjęciami, ale to właśnie porządnego alkoholu jej brakowało w Londynie. Nic nie mogło się równać winom z Francji. - Chociaż mogę ci w tajemnicy powiedzieć, że zaczynam rozważać zmianę swoich poglądów.
Szepnęła konspiracyjnie, wykrzywiając usta w tajemniczym, nieco zadziornym uśmiechu. Jednocześnie zerknęła na Lorien i Roberta-Richarda. Chwilę wpatrywała się w mężczyznę, marszcząc brwi. Jej wzrok odruchowo powędrował na jego dłoń, tę na której wdowcy nosili obrączki. Czy pomyślał o tym, by ją przełożyć, gdy wcielał się w Roberta? Ich spojrzenia na chwilę się spotkały. Camille myślała. Widać było, że się waha, lecz nie zdecydowała się powiedzieć nic, co mogłoby zaburzyć tę fasadę pozorów. Nie dlatego, że była wtajemniczona w podmiankę, lecz dlatego, że nie była pewna co do osoby, która tutaj siedzi. Wyglądał jak Richard, którego znała, lecz Richard nie miał żony. Być może coś kombinował? Nie chciała mącić, więc tylko nieznacznie skinęła głową. Pochwyciła też wzrok mężczyzny, który wcześniej rozdawał jej żetony. Wytrzymała jego spojrzenie, lecz nawet brew jej nie drgnęła. Nawet nie zaszczyciła go uśmiechem, bo... Po co? Zdążyła już się nauczyć, że bycie uprzejmą mogło mieć katastrofalne skutki, jeśli chodzi o kontakty damsko-męskie.
- 10 żetonów na czerwone, ponownie. Po dwa żetony na 12 i 7 - zdecydowała. Miała jeszcze pieniądze, w razie czego pójdzie i wymieni galeony na żetony, a przy okazji uzupełni kieliszek. - Nie ma pani czego żałować, Lorien.
Odezwała się miękko, odrywając wzrok od ruletki. Posłała kobiecie lekki uśmiech.
- Na weselu było pełno zwierząt i cyrkowcy, a między gośćmi latała kura. Można mówić co się chce o bogactwie rodziny Blacków, lecz jeżeli chodzi o przyjęcia, to muszą się jeszcze wiele nauczyć. Słyszałam, że niejaki Atreus Bulstrode wdał się w bójkę z Rosierem. Podobno poszło o kobiece względy - powiedziała niewinnie, delikatnie wzruszając ramionami. Nie przepadała za plotkami, ale rewelacje które im wszystkim sprzedawały nie były plotkami - była tam, widziała na własne oczy. Wszystko było potwierdzone naocznie. - Nasz drogi przyjaciel Anthony Shafiq także miał pewien problem z kobietą podczas przyjęcia, tuż przed krojeniem tortu. Mam wrażenie, że śluby wyzwalają w niektórych pannach... Wiele emocji.
Nie wiedząc czemu, jej wzrok przeniósł się na Sophie i Matthiasa, lecz to młodziutka ruda kobieta stała się obiektem zainteresowania Camille. Biedna Sophie, taka młoda, całe życie było przed nią, a trzymała się kogoś, kto był tak cholernie, uparcie idealny. To nie była wina kuzyna, że jej matka wznosiła go na piedestały, ale Camille nie potrafiła pozbyć się niechęci przez tę całą sytuację. Idealny, obyty, młody, rozsądny. Aż do porzygu, bo był zestawiany z nią: bezdzietną, niezamężną kobietą, która uciekła z Francji do Londynu, by pracować w szpitalu.
Odkryj wiadomość pozafabularną
- Czas zdaje się działać na tworzą korzyść, ciociu. Zupełnie jakbyś go cofała, a jego upływ nie dodawał, a odejmował ci lat - roześmiała się, przenosząc wzrok z Agnes na ruletkę, która została wprawiona w ruch. Jej błękitne oczy śledziły tor kulki, a dłoń pod stołem zacisnęła się mocno na jej własnym udzie. Delacour na ułamek sekundy wstrzymała powietrze, rozchylając pełne usta, gdy kulka zaczęła zwalniać. Nie to, żeby była hazardzistką, bo nigdy nie czuła ciągot do hazardu, ale na Matkę i Merlina - te emocje, ta adrenalina uderzająca do głowy. Doskonale rozumiała każdą osobę, która była nieco słabszej woli: łatwo było wpaść w tę pułapkę. - Nie ja, oczywiście. Plotki zbyt szybko dotarłyby do matki, a sama wiesz, jaka jest.
Wygrała! No, może nie całkowicie, ale przynajmniej częściowo. Oczy kobiety zabłyszczały, gdy obok pojawiły się nowe żetony. Cudowne uczucie.
- Sama wiesz, jaki mam stosunek do małżeństwa, ciociu - mruknęła, przebierając palcami po idealnie okrągłych krążkach. Na moment umoczyła usta w białym winie. Przyjęcia przyjęciami, ale to właśnie porządnego alkoholu jej brakowało w Londynie. Nic nie mogło się równać winom z Francji. - Chociaż mogę ci w tajemnicy powiedzieć, że zaczynam rozważać zmianę swoich poglądów.
Szepnęła konspiracyjnie, wykrzywiając usta w tajemniczym, nieco zadziornym uśmiechu. Jednocześnie zerknęła na Lorien i Roberta-Richarda. Chwilę wpatrywała się w mężczyznę, marszcząc brwi. Jej wzrok odruchowo powędrował na jego dłoń, tę na której wdowcy nosili obrączki. Czy pomyślał o tym, by ją przełożyć, gdy wcielał się w Roberta? Ich spojrzenia na chwilę się spotkały. Camille myślała. Widać było, że się waha, lecz nie zdecydowała się powiedzieć nic, co mogłoby zaburzyć tę fasadę pozorów. Nie dlatego, że była wtajemniczona w podmiankę, lecz dlatego, że nie była pewna co do osoby, która tutaj siedzi. Wyglądał jak Richard, którego znała, lecz Richard nie miał żony. Być może coś kombinował? Nie chciała mącić, więc tylko nieznacznie skinęła głową. Pochwyciła też wzrok mężczyzny, który wcześniej rozdawał jej żetony. Wytrzymała jego spojrzenie, lecz nawet brew jej nie drgnęła. Nawet nie zaszczyciła go uśmiechem, bo... Po co? Zdążyła już się nauczyć, że bycie uprzejmą mogło mieć katastrofalne skutki, jeśli chodzi o kontakty damsko-męskie.
- 10 żetonów na czerwone, ponownie. Po dwa żetony na 12 i 7 - zdecydowała. Miała jeszcze pieniądze, w razie czego pójdzie i wymieni galeony na żetony, a przy okazji uzupełni kieliszek. - Nie ma pani czego żałować, Lorien.
Odezwała się miękko, odrywając wzrok od ruletki. Posłała kobiecie lekki uśmiech.
- Na weselu było pełno zwierząt i cyrkowcy, a między gośćmi latała kura. Można mówić co się chce o bogactwie rodziny Blacków, lecz jeżeli chodzi o przyjęcia, to muszą się jeszcze wiele nauczyć. Słyszałam, że niejaki Atreus Bulstrode wdał się w bójkę z Rosierem. Podobno poszło o kobiece względy - powiedziała niewinnie, delikatnie wzruszając ramionami. Nie przepadała za plotkami, ale rewelacje które im wszystkim sprzedawały nie były plotkami - była tam, widziała na własne oczy. Wszystko było potwierdzone naocznie. - Nasz drogi przyjaciel Anthony Shafiq także miał pewien problem z kobietą podczas przyjęcia, tuż przed krojeniem tortu. Mam wrażenie, że śluby wyzwalają w niektórych pannach... Wiele emocji.
Nie wiedząc czemu, jej wzrok przeniósł się na Sophie i Matthiasa, lecz to młodziutka ruda kobieta stała się obiektem zainteresowania Camille. Biedna Sophie, taka młoda, całe życie było przed nią, a trzymała się kogoś, kto był tak cholernie, uparcie idealny. To nie była wina kuzyna, że jej matka wznosiła go na piedestały, ale Camille nie potrafiła pozbyć się niechęci przez tę całą sytuację. Idealny, obyty, młody, rozsądny. Aż do porzygu, bo był zestawiany z nią: bezdzietną, niezamężną kobietą, która uciekła z Francji do Londynu, by pracować w szpitalu.
17 żetonow: 10 na zakład niski, 4 żetony zakład wysoki, zostają 3 żetony