09.07.2024, 10:43 ✶
Czy Camille podejrzewała, że Laurence mógłby mieć jakiekolwiek obiekcje? Cóż, w zasadzie to nie, bo była przyzwyczajona do tego, że dostawała to, co chciała. To, że jeszcze nie dostała Lestrange'a mężczyzna zawdzięczał tylko serii przypadków. I być może temu, że Camille sama nie wiedziała, czy go chce tak na własność, na wyłączność. Ale oczywistym było, że to tylko kwestia czasu, gdy się dowie. Być może dni, być może miesięcy: lecz w końcu podejmie decyzję, chociaż zdawało się, że teraz była wyjątkowo ostrożna w swoich kolejnych krokach. Najpewniej dlatego, że Laurence był dla niej po prostu wyjątkowy. I to nie tylko dlatego, że był inny od mężczyzn, których spotykała na swojej drodze - mu jako jedynemu udało się złamać jej serce.
Gdy zbliżyła się do niego, na jej ustach pojawił się automatyczny uśmiech, którego nie potrafiłaby zamaskować, nawet gdyby chciała. Przy nim część jej barier opadała, kruszyły się bezpowrotnie, mimo że ona sama uparcie twierdziła, że ma nad wszystkim kontrolę.
- Dziękuję - powiedziała cicho, pozwalając na muśnięcie swojego policzka. Drgnęła, gdy zorientowała się, że mimo upływu lat wciąż działa na nią zbyt mocno. - Ty również. Gdybyśmy byli przed Rosierem, zapewne wokół ciebie już ustawiałby się krąg spragnionych wdowca kobiet.
Było w tym stwierdzeniu trochę goryczy, ale i prawdy oraz być może kwaśnej nuty. Wszystko to jednak, co powiedziała, było prawdziwe. Lestrange miał nazwisko, miał pozycję, miał wygląd, miał pieniądze, nie miał żony. Ród już przedłużył, był idealnym kandydatem dla o wiele młodszych niż Camille.
- Wchodzimy? - zapytała, owijając swoją dłoń wokół jego przedramienia. To było w zasadzie pytanie retoryczne, bo nie było powodu, dla którego mieliby tu stać i czekać na nie wiadomo co. Sięgnęła więc do klamki i nacisnęła ją. Drzwi otworzyły się, ukazując im schludne, przyciemnione wnętrze. Nie było tu drobinek kurzu, za to czekały na nich przepiękne stroje. Wnętrze domu mody było dużo bardziej obszerne, niż można było wnioskować z zewnątrz. - Nie myślałeś chyba, że pozwolę ci ubrać garnitur od mugola?
Zapytała rozbawiona, wchodząc do środka. Zadbała jednak o to, by jej głos był ściszony, tak by nikt poza Laurencem nie słyszał jej wypowiedzi.
Gdy drzwi się za nimi zamknęły, Camille rozejrzała się. W środku nie było nikogo. Blondynka zmarszczyła brwi, ale nie wzbudziło w niej to podejrzeń. Podeszła lekkim krokiem do lady i nacisnęła dzwonek.
- Mam nadzieję, że brak powitania oznacza, że właśnie kończy ostatnie poprawki mojej sukni - powiedziała cicho, przebierając palcami po solidnym drewnie.
Gdy zbliżyła się do niego, na jej ustach pojawił się automatyczny uśmiech, którego nie potrafiłaby zamaskować, nawet gdyby chciała. Przy nim część jej barier opadała, kruszyły się bezpowrotnie, mimo że ona sama uparcie twierdziła, że ma nad wszystkim kontrolę.
- Dziękuję - powiedziała cicho, pozwalając na muśnięcie swojego policzka. Drgnęła, gdy zorientowała się, że mimo upływu lat wciąż działa na nią zbyt mocno. - Ty również. Gdybyśmy byli przed Rosierem, zapewne wokół ciebie już ustawiałby się krąg spragnionych wdowca kobiet.
Było w tym stwierdzeniu trochę goryczy, ale i prawdy oraz być może kwaśnej nuty. Wszystko to jednak, co powiedziała, było prawdziwe. Lestrange miał nazwisko, miał pozycję, miał wygląd, miał pieniądze, nie miał żony. Ród już przedłużył, był idealnym kandydatem dla o wiele młodszych niż Camille.
- Wchodzimy? - zapytała, owijając swoją dłoń wokół jego przedramienia. To było w zasadzie pytanie retoryczne, bo nie było powodu, dla którego mieliby tu stać i czekać na nie wiadomo co. Sięgnęła więc do klamki i nacisnęła ją. Drzwi otworzyły się, ukazując im schludne, przyciemnione wnętrze. Nie było tu drobinek kurzu, za to czekały na nich przepiękne stroje. Wnętrze domu mody było dużo bardziej obszerne, niż można było wnioskować z zewnątrz. - Nie myślałeś chyba, że pozwolę ci ubrać garnitur od mugola?
Zapytała rozbawiona, wchodząc do środka. Zadbała jednak o to, by jej głos był ściszony, tak by nikt poza Laurencem nie słyszał jej wypowiedzi.
Gdy drzwi się za nimi zamknęły, Camille rozejrzała się. W środku nie było nikogo. Blondynka zmarszczyła brwi, ale nie wzbudziło w niej to podejrzeń. Podeszła lekkim krokiem do lady i nacisnęła dzwonek.
- Mam nadzieję, że brak powitania oznacza, że właśnie kończy ostatnie poprawki mojej sukni - powiedziała cicho, przebierając palcami po solidnym drewnie.