09.07.2024, 11:43 ✶
Mogłaby odpowiedzieć słodko, że ani trochę, to stała trasa brygadowego patrolu, i patrzeć, jak szybko się zwijają – bo teraz nie miała już żadnych wątpliwości, nie trafiła na jakichś tam śmierciożerców, a na trójkę pijanych idiotów, co odważni byli tylko gdy mieli poważną przewagę liczebną i pewność, że potencjalna ofiara nie ma żadnych pleców. Chłopak pociągnął ją jednak na bok, a tamci odpuścili, darowała sobie więc wszystkie uwagi. Niezbyt zależało jej by mieć ostatnie słowo, jak długo udało się uniknąć bójki.
Niestety, podejrzewała, że prędzej czy później ci trzej i tak się w taką wdadzą.
Z ust Brenny wyrwało się westchnienie, wypuściła ramię Jessiego i obejrzała się, chcąc zobaczyć, w którą stronę idą mężczyźni i czy przypadkiem nie usiłują zaczepić kogoś jeszcze. Ale jakieś dwie kobiety zeszły im szybko z drogi, a ci przystanęli przy wejściu do jednej z kamienic, i któryś klnąc głośno zaczął szukać klucza w kieszeniach.
Miała nadzieję, że te klucze zgubił i będą spali na wycieraczce.
– Jasne, panie Potter – zapewniła bez oporów i bez choćby śladu ironii w głosie. Zresztą istniała spora szansa, że mimo ich przewagi liczebnej dałby sobie radę, bo tylko jednej z trójki wyglądał na mocno zbudowanego, a gdyby sięgnęli po różdżki w takim stanie to cholera wie, czy nie wysadziliby tylko w powietrze sami siebie. Po prostu… nie chciała ryzykować. – Spotkanie w takim razie odwołane, a skoro przerwałam tak bezceremonialnie i zupełnie niepotrzebnie, proszę pozwolić się odprowadzić do domu w ramach zadośćuczynienia. Gdzieś w pobliżu? – spytała, obdarzając go uśmiechem. Nie wyglądał jak ułomek, ale był od niej trochę niższy i w oczach Brenny wpadał do kategorii „dzieciak”: na oko był mniej więcej tam w wieku Dory, a chociaż Brenna była perfekcyjnie świadoma, że ta dorosła i na magii zna się lepiej niż niejeden dużo starszy czarodziej, jakoś ciągle ją i je znajomych postrzegała przez pryzmat tego, że znała ich jako dzieci. Nie mieli szansy pamiętać się z Hogwartu, gdy on zaczynał szkołę, ona już opuściła jej mury. – Na ulicach ostatnio zrobiło się nerwowo – dodała.
Zwłaszcza dla mugolaków, pomyślała, bo nie kojarząc Jessiego uznała, że być może tamci mieli rację i miała do czynienia z kimś mugolskiego pochodzenia. A teraz chodzenie po ciemku, gdy byłeś mugolakiem, nie należało do bezpiecznych. Wkurwiało ją to okropnie, ale niewiele mogła poradzić.
Niestety, podejrzewała, że prędzej czy później ci trzej i tak się w taką wdadzą.
Z ust Brenny wyrwało się westchnienie, wypuściła ramię Jessiego i obejrzała się, chcąc zobaczyć, w którą stronę idą mężczyźni i czy przypadkiem nie usiłują zaczepić kogoś jeszcze. Ale jakieś dwie kobiety zeszły im szybko z drogi, a ci przystanęli przy wejściu do jednej z kamienic, i któryś klnąc głośno zaczął szukać klucza w kieszeniach.
Miała nadzieję, że te klucze zgubił i będą spali na wycieraczce.
– Jasne, panie Potter – zapewniła bez oporów i bez choćby śladu ironii w głosie. Zresztą istniała spora szansa, że mimo ich przewagi liczebnej dałby sobie radę, bo tylko jednej z trójki wyglądał na mocno zbudowanego, a gdyby sięgnęli po różdżki w takim stanie to cholera wie, czy nie wysadziliby tylko w powietrze sami siebie. Po prostu… nie chciała ryzykować. – Spotkanie w takim razie odwołane, a skoro przerwałam tak bezceremonialnie i zupełnie niepotrzebnie, proszę pozwolić się odprowadzić do domu w ramach zadośćuczynienia. Gdzieś w pobliżu? – spytała, obdarzając go uśmiechem. Nie wyglądał jak ułomek, ale był od niej trochę niższy i w oczach Brenny wpadał do kategorii „dzieciak”: na oko był mniej więcej tam w wieku Dory, a chociaż Brenna była perfekcyjnie świadoma, że ta dorosła i na magii zna się lepiej niż niejeden dużo starszy czarodziej, jakoś ciągle ją i je znajomych postrzegała przez pryzmat tego, że znała ich jako dzieci. Nie mieli szansy pamiętać się z Hogwartu, gdy on zaczynał szkołę, ona już opuściła jej mury. – Na ulicach ostatnio zrobiło się nerwowo – dodała.
Zwłaszcza dla mugolaków, pomyślała, bo nie kojarząc Jessiego uznała, że być może tamci mieli rację i miała do czynienia z kimś mugolskiego pochodzenia. A teraz chodzenie po ciemku, gdy byłeś mugolakiem, nie należało do bezpiecznych. Wkurwiało ją to okropnie, ale niewiele mogła poradzić.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.