09.07.2024, 14:36 ✶
Znudzona poza zblazowanego arystokraty nie zdradzała nerwowości. Przyglądał się swoim kartom – wymienił na początek jedną, ignorując nienawistne spojrzenia Severine i zaczepne uśmiechy Isaaca – dopóki nie poczuł, jak ktoś łypie na niego spode łba jak na wesz żerującą na krwawicy społeczeństwa. Atreus Bulstrode, któż by inny. Alexander miał ochotę zetrzeć mu ten durny uśmieszek z twarzy. Zamknij mordę, skurwysynu, pomyślał z niechęcią. Większość ludzi przy stoliku i tak była przecież świadoma, że ma do czynienia z posiadaczem trzeciego oka. No, może poza czarnowłosą partnerką aurora.
– Mamy taką anegdotę wśród jasnowidzów. – Nie kierował swoich słów do nikogo w szczególności: pozwolił im unieść się ponad stołem jak wątłym smużkom dymu z odpalonych wcześniej papierosów. – Mówi o tym, jak amerykański mistyk, Edgar Cayce, przepowiedział pewnego dnia wielkie trzęsienie ziemi. Imponujące dokonanie, prawda? – Uśmiechnął się lekko, strzepując popiół. – Niestety, nie zdołał przewidzieć, że tego samego dnia – spiesząc na lunch – wdepnie w psie gówno.
Kiedy jego spojrzenie spoczęło na twarzy Atreusa, był już doskonale obojętny.
– Jesteś gównem rozsmarowanym u mojej podeszwy, Bulstrode – odpowiedział gładko. – Nie potrzeba trzeciego oka, by wiedzieć, że takie niskie prowokacje to twoja specjalność. W którym momencie dzisiejszego wieczora wyjmiesz swojego chuja i trzaśniesz nim kogoś po mordzie? Mamy stawiać zakłady?
Poczuł się rozczarowany. Wyobraził sobie, jak uderza twarzą Bulstrode'a w stół do pokera, raz po raz, rozrzucając żetony ubrudzone krwią. Zacisnął i rozluźnił pięść.
– Przepraszam panie za ten język. – Wcale nie było mu przykro. Wymienił trzy razy tę samą kartę, znudzony. – Wyrównuję. – Dołożył brakujące żetony do stojącego przed nim stosiku. Niebieskie oczy rozbłysły, kiedy spojrzał na czarnowłosą. Uśmiechnął się drapieżnie. – Gdybym użył swoich mocy, już znałbym pani imię.
– Mamy taką anegdotę wśród jasnowidzów. – Nie kierował swoich słów do nikogo w szczególności: pozwolił im unieść się ponad stołem jak wątłym smużkom dymu z odpalonych wcześniej papierosów. – Mówi o tym, jak amerykański mistyk, Edgar Cayce, przepowiedział pewnego dnia wielkie trzęsienie ziemi. Imponujące dokonanie, prawda? – Uśmiechnął się lekko, strzepując popiół. – Niestety, nie zdołał przewidzieć, że tego samego dnia – spiesząc na lunch – wdepnie w psie gówno.
Kiedy jego spojrzenie spoczęło na twarzy Atreusa, był już doskonale obojętny.
– Jesteś gównem rozsmarowanym u mojej podeszwy, Bulstrode – odpowiedział gładko. – Nie potrzeba trzeciego oka, by wiedzieć, że takie niskie prowokacje to twoja specjalność. W którym momencie dzisiejszego wieczora wyjmiesz swojego chuja i trzaśniesz nim kogoś po mordzie? Mamy stawiać zakłady?
Poczuł się rozczarowany. Wyobraził sobie, jak uderza twarzą Bulstrode'a w stół do pokera, raz po raz, rozrzucając żetony ubrudzone krwią. Zacisnął i rozluźnił pięść.
– Przepraszam panie za ten język. – Wcale nie było mu przykro. Wymienił trzy razy tę samą kartę, znudzony. – Wyrównuję. – Dołożył brakujące żetony do stojącego przed nim stosiku. Niebieskie oczy rozbłysły, kiedy spojrzał na czarnowłosą. Uśmiechnął się drapieżnie. – Gdybym użył swoich mocy, już znałbym pani imię.
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat