09.07.2024, 14:53 ✶
Mulciber moonshine
Unosząc lekko brew, wziął od brata kartę i przyjrzał się wyszczerzonej podobiźnie w kanciastej ramce. Być może gdyby wychowywali się w Anglii, okazywałby nieco więcej zainteresowania tego typu pierdółkami. Była to w gruncie rzeczy całkiem dobra metoda doedukowywania młodych czarodziejów poprzez jakąś formę zabawy w kolekcjonowanie. Na pewno ciekawsza, niż przysypianie na historii magii w szkole.
- Oh, nie zakładałbym się o to - rzucił luźno po komentarzu Charliego, jakoby Sophie miała nie znaleźć małżonka. - Są przecież jeszcze Weasleye?
Kącik ust drgnął mu na myśl o reakcji ich rodziny na potencjalny związek między ich rodem, a rodem najbardziej dyskusyjnych czystokrwistych. Jeśli coś takiego kiedykolwiek by przeszło, przeszłyby i świeczki w kształcie przyrodzenia. A skoro o nich mowa...
- Poważnie, Charlie. Przestań tym majtać. Teraz nawet ja czuję się nieco niezręcznie - znacząco spojrzał na trzymanego przez niego fallusa. - Nadal sądzę w każdym razie, że za bardzo się przejmujesz. Nie odetną cię za jeden, skandaliczny wyskok.
Całe szczęście zaczął już jakiś czas temu myśleć o wyniesieniu się na swoje, dlatego nieszczególnie martwił się wywaleniem z domu za coś równie bzdurnego. Dzielenie domu między trzech mężczyzn wyglądało mimo wszystko zupełnie inaczej, niż dzielenie go z pięcioma innymi członkami rodziny. To nie było dla niego. Zdecydowanie brakowało w tym wszystkim prywatności. Poza tym, ile jeszcze miał być uzależniony od innych w swoim otoczeniu?
- ...Myślałem nad kupnem domu. - odezwał się, jeszcze zanim w pobliżu pojawiła się ciotka Lorien. Leonard spojrzał w jej stronę, nieco zdziwiony, że nie towarzyszyła dalej Robertowi. Przecież sama tak bardzo nalegała, żeby nie wracał do domu.
Unosząc lekko brew, wziął od brata kartę i przyjrzał się wyszczerzonej podobiźnie w kanciastej ramce. Być może gdyby wychowywali się w Anglii, okazywałby nieco więcej zainteresowania tego typu pierdółkami. Była to w gruncie rzeczy całkiem dobra metoda doedukowywania młodych czarodziejów poprzez jakąś formę zabawy w kolekcjonowanie. Na pewno ciekawsza, niż przysypianie na historii magii w szkole.
- Oh, nie zakładałbym się o to - rzucił luźno po komentarzu Charliego, jakoby Sophie miała nie znaleźć małżonka. - Są przecież jeszcze Weasleye?
Kącik ust drgnął mu na myśl o reakcji ich rodziny na potencjalny związek między ich rodem, a rodem najbardziej dyskusyjnych czystokrwistych. Jeśli coś takiego kiedykolwiek by przeszło, przeszłyby i świeczki w kształcie przyrodzenia. A skoro o nich mowa...
- Poważnie, Charlie. Przestań tym majtać. Teraz nawet ja czuję się nieco niezręcznie - znacząco spojrzał na trzymanego przez niego fallusa. - Nadal sądzę w każdym razie, że za bardzo się przejmujesz. Nie odetną cię za jeden, skandaliczny wyskok.
Całe szczęście zaczął już jakiś czas temu myśleć o wyniesieniu się na swoje, dlatego nieszczególnie martwił się wywaleniem z domu za coś równie bzdurnego. Dzielenie domu między trzech mężczyzn wyglądało mimo wszystko zupełnie inaczej, niż dzielenie go z pięcioma innymi członkami rodziny. To nie było dla niego. Zdecydowanie brakowało w tym wszystkim prywatności. Poza tym, ile jeszcze miał być uzależniony od innych w swoim otoczeniu?
- ...Myślałem nad kupnem domu. - odezwał się, jeszcze zanim w pobliżu pojawiła się ciotka Lorien. Leonard spojrzał w jej stronę, nieco zdziwiony, że nie towarzyszyła dalej Robertowi. Przecież sama tak bardzo nalegała, żeby nie wracał do domu.