09.07.2024, 19:10 ✶
Nie mogła powstrzymać drobnego, acz głupiego uśmieszku, gdy Aryaman mówił o swoim bogu miłości. Może ostatnio za dużo przebywała w towarzystwie Alastora, może uczuciowe zawirowania namąciły jej we łbie na tyle, że nawet humor jej się zdegradował. Cokolwiek to było, nie mogło to zmienić faktu (a wręcz przeciwnie, nawet potwierdzało!), że próbowała się nie śmiać, bo uznała, że od Koli się w głowie pier... Przestań, zganiła się w myślach, wypuszczając powietrze nosem w rozbawieniu, a ramiona zawtórowały drgnięciem. Naprędce odchrząknęła i potarła nos, udając, że się jej jedynie w nim zakręciło.
- Chorych dzieci? - Uniosła brew, odbierając od krupiera przydzielone jej karty. - Z dwojga złego lepiej w tę stronę. Już się obawiałam, że zasugerujesz mi wpłatę na rzecz fundacji Donalda Mulcibera - oświadczyła tonem raczej poważnym, ale nie mogła pozbyć się widocznego rozbawienia z twarzy. Już wcześniejsza głupawa myśl wprawiła ją w szampański nastrój; teraz, gdy pomyślała, że miałaby wspierać rzekomo pokrzywdzonych czystokrwistych, już kompletnie nie mogła powstrzymać się od uśmiechu. Od młodości powtarzała Alexowi, że wygląda, jakby wspierała go jakaś fundacja, ale wtedy właśnie miała na myśli te chore, upośledzone dzieci. Nie sądziła, że skończy na czele pralni pieniędzy, na którą nadziewają się idioci.
Spojrzała wreszcie na swoją rękę. Karty nie wzbudziły w Eden większych emocji, bardziej wydawała się... znudzona. Poprosiła o wymianę jednej karty. Gdy nowe rozdanie trafiło do jej ręki, poprzekładała karty między sobą, nadal nie wyrażając żadnych głębszych emocji.
- Podbijam - oświadczyła, przesuwając kolejne żetony przed siebie. Wtedy spojrzała z powrotem na Anthony'ego, który przed chwilą wspomniał o napaści. - Anthony, jak można cię z kimś pomylić? Prędzej pokusiłabym się, że to kogoś pomylono z tobą. Przecież nie da się przejść ulicą Pokątną bez ujrzenia twojej twarzy - gdy Eden mówiła takie rzeczy, nie dało się odczytać, czy to komplement, czy obelga.
- Chorych dzieci? - Uniosła brew, odbierając od krupiera przydzielone jej karty. - Z dwojga złego lepiej w tę stronę. Już się obawiałam, że zasugerujesz mi wpłatę na rzecz fundacji Donalda Mulcibera - oświadczyła tonem raczej poważnym, ale nie mogła pozbyć się widocznego rozbawienia z twarzy. Już wcześniejsza głupawa myśl wprawiła ją w szampański nastrój; teraz, gdy pomyślała, że miałaby wspierać rzekomo pokrzywdzonych czystokrwistych, już kompletnie nie mogła powstrzymać się od uśmiechu. Od młodości powtarzała Alexowi, że wygląda, jakby wspierała go jakaś fundacja, ale wtedy właśnie miała na myśli te chore, upośledzone dzieci. Nie sądziła, że skończy na czele pralni pieniędzy, na którą nadziewają się idioci.
Spojrzała wreszcie na swoją rękę. Karty nie wzbudziły w Eden większych emocji, bardziej wydawała się... znudzona. Poprosiła o wymianę jednej karty. Gdy nowe rozdanie trafiło do jej ręki, poprzekładała karty między sobą, nadal nie wyrażając żadnych głębszych emocji.
- Podbijam - oświadczyła, przesuwając kolejne żetony przed siebie. Wtedy spojrzała z powrotem na Anthony'ego, który przed chwilą wspomniał o napaści. - Anthony, jak można cię z kimś pomylić? Prędzej pokusiłabym się, że to kogoś pomylono z tobą. Przecież nie da się przejść ulicą Pokątną bez ujrzenia twojej twarzy - gdy Eden mówiła takie rzeczy, nie dało się odczytać, czy to komplement, czy obelga.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~