09.07.2024, 20:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.07.2024, 20:44 przez Florence Bulstrode.)
Na plaży z Patrickiem, idą w stronę zaklętej wody
Stwierdzenie, że Florence miała pewne wątpliwości wobec uczestnictwa w imprezie na plaży, byłoby niedopowiedzeniem. Nie chodziło nawet o samą zabawę – nie należała do dusz najbardziej rozrywkowych, ale zdarzało się jej brać udział i w eleganckich przyjęciach, i czasem w wydarzeniach typu rodzinnych pikników. Nie chodziło i o towarzystwo – niektórych tu znała, innych nie, parę osób lubiła, reszta była jej obojętna, i miało być już tak, że będzie oscylowała na obrzeżu tej grupy, nie wchodząc w nią jednak w pełni, bo chciała być ich medykiem, nie towarzyszką broni.
Po prostu nie umiała pływać. Kilka miesięcy niewiele brakowało, a pochłonęłoby ją morze: parę dni temu zaledwie – i zabrałoby Geraldine. Przyszła jednak, głównie ze względu na Patricka, chociaż może też trochę z ciekawości, jakie znajome twarze zobaczy tutaj tym razem.
– Dziękuję – odparła gładko, bo i nie należała do osób mających problemy z przyjmowaniem komplementów. Nie stroiła się dzisiaj może jak na bal, ale Florence zawsze próbowała wyglądać elegancko, i na plażę wybrała jasną, długą tunikę, a włosy spięła, pewna, że inaczej morski wiatr doprowadzi ją do szału. Obróciła pomiędzy dłońmi muszelkę, trochę nieufna wobec czegoś, co miało manipulować nastrojem, ale zawsze mogła ją potem zdjąć: założyła więc ostatecznie ozdobę na szyję. – Klify Devon faktycznie są bardzo malownicze, nie miałam okazji wcześniej tutaj bywać.
Większość jej życia upłynęła w Londynie – jako dziecko odwiedzała regularnie Kensington i domek rodziców, ale żadne z tych miejsc nie przypominało Devon. Była jeszcze Szkocja, Hogwart i jego jeziora, i epizod zagranicznego stażu, ale w samej Dolinie Godryka Florence bywała rzadko, głównie przy okazji sabatów, i nigdy nie wyprawiała się poza nią, ku morzu i klifom.
– Możemy zacząć od spaceru. Czy zabrzmię jak pracoholiczka lub paranoiczka jeśli powiem, że wolę nie pić za wiele, bo może przydać się tutaj medyk?
Wielu ludzi, ognisko, grill i… och, jej brat siedzący na kocu, zatrzymała na nim spojrzenie na dłużej, tak, podwójnie, potencjalnie przyda się medyk… woda oraz alkohol, to mogła być mieszanka, w której łatwo o wypadek.
Florence ujęła Patricka pod ramię, gdy zbliżali się ku skałom (ku jej zadowoleniu, bo oddalało ich to nieco od wody), a potem nachyliła się lekko ku niemu, nie chcąc, by ktoś przypadkiem usłyszał.
– Po Beltane było jej bardzo wiele, ale teraz sytuacja wróciła już do względnej normy. Powiedz mi szczerze, Patricku, czy Atreus jest w to zaangażowany? Wiem o Vincencie, ale jego się tu nie spodziewałam – powiedziała cicho. Nie pytała o szczegóły, nie pytała, dlaczego potrzebowano pomocy jej i Nory w pewnym cichym domku nad brzegiem morza, nie pytała o nazwiska, ale tutaj nie mogła nie spytać. Nie pasowało jej to do niego – bo z pewnością nie popierał Voldemorta, skoro ojciec nim gardził, i zawsze wierzyła, że brat to dobry człowiek, jednak nie wyobrażała sobie, aby postanowił walczyć po godzinach pracy, gdy niczego nie mógł na tym ugrać, bez ważnych powodów. Kto jednak wie, co postanowił, skoro tak lubił ryzyko?
Chyba wolała, by trzymał się z daleka.
Prawda była jednak lepsza niż niewiedza, więc jeśli w tym tkwił... chciała to wiedzieć.
!zaklętamuszla
Stwierdzenie, że Florence miała pewne wątpliwości wobec uczestnictwa w imprezie na plaży, byłoby niedopowiedzeniem. Nie chodziło nawet o samą zabawę – nie należała do dusz najbardziej rozrywkowych, ale zdarzało się jej brać udział i w eleganckich przyjęciach, i czasem w wydarzeniach typu rodzinnych pikników. Nie chodziło i o towarzystwo – niektórych tu znała, innych nie, parę osób lubiła, reszta była jej obojętna, i miało być już tak, że będzie oscylowała na obrzeżu tej grupy, nie wchodząc w nią jednak w pełni, bo chciała być ich medykiem, nie towarzyszką broni.
Po prostu nie umiała pływać. Kilka miesięcy niewiele brakowało, a pochłonęłoby ją morze: parę dni temu zaledwie – i zabrałoby Geraldine. Przyszła jednak, głównie ze względu na Patricka, chociaż może też trochę z ciekawości, jakie znajome twarze zobaczy tutaj tym razem.
– Dziękuję – odparła gładko, bo i nie należała do osób mających problemy z przyjmowaniem komplementów. Nie stroiła się dzisiaj może jak na bal, ale Florence zawsze próbowała wyglądać elegancko, i na plażę wybrała jasną, długą tunikę, a włosy spięła, pewna, że inaczej morski wiatr doprowadzi ją do szału. Obróciła pomiędzy dłońmi muszelkę, trochę nieufna wobec czegoś, co miało manipulować nastrojem, ale zawsze mogła ją potem zdjąć: założyła więc ostatecznie ozdobę na szyję. – Klify Devon faktycznie są bardzo malownicze, nie miałam okazji wcześniej tutaj bywać.
Większość jej życia upłynęła w Londynie – jako dziecko odwiedzała regularnie Kensington i domek rodziców, ale żadne z tych miejsc nie przypominało Devon. Była jeszcze Szkocja, Hogwart i jego jeziora, i epizod zagranicznego stażu, ale w samej Dolinie Godryka Florence bywała rzadko, głównie przy okazji sabatów, i nigdy nie wyprawiała się poza nią, ku morzu i klifom.
– Możemy zacząć od spaceru. Czy zabrzmię jak pracoholiczka lub paranoiczka jeśli powiem, że wolę nie pić za wiele, bo może przydać się tutaj medyk?
Wielu ludzi, ognisko, grill i… och, jej brat siedzący na kocu, zatrzymała na nim spojrzenie na dłużej, tak, podwójnie, potencjalnie przyda się medyk… woda oraz alkohol, to mogła być mieszanka, w której łatwo o wypadek.
Florence ujęła Patricka pod ramię, gdy zbliżali się ku skałom (ku jej zadowoleniu, bo oddalało ich to nieco od wody), a potem nachyliła się lekko ku niemu, nie chcąc, by ktoś przypadkiem usłyszał.
– Po Beltane było jej bardzo wiele, ale teraz sytuacja wróciła już do względnej normy. Powiedz mi szczerze, Patricku, czy Atreus jest w to zaangażowany? Wiem o Vincencie, ale jego się tu nie spodziewałam – powiedziała cicho. Nie pytała o szczegóły, nie pytała, dlaczego potrzebowano pomocy jej i Nory w pewnym cichym domku nad brzegiem morza, nie pytała o nazwiska, ale tutaj nie mogła nie spytać. Nie pasowało jej to do niego – bo z pewnością nie popierał Voldemorta, skoro ojciec nim gardził, i zawsze wierzyła, że brat to dobry człowiek, jednak nie wyobrażała sobie, aby postanowił walczyć po godzinach pracy, gdy niczego nie mógł na tym ugrać, bez ważnych powodów. Kto jednak wie, co postanowił, skoro tak lubił ryzyko?
Chyba wolała, by trzymał się z daleka.
Prawda była jednak lepsza niż niewiedza, więc jeśli w tym tkwił... chciała to wiedzieć.
!zaklętamuszla