10.07.2024, 08:50 ✶
Gdyby mogła czytać w jego myślach, z pewnością obruszyłaby się na nazwanie mugolskich wynalazków prymitywnymi. Och, wręcz przeciwnie; Severine wychodziła z założenia, że mugole od jakiegoś czasu byli kilka(dziesiąt) kroków przed czarodziejami, którzy rozleniwili się dzięki magii. Oni się rozwijali, szukali odpowiedzi, podczas gdy... Och, zresztą nie miało to żadnego znaczenia.
Wstrzymała oddech zaskoczona jego propozycją. Nikt nigdy nie zapraszał jej do restauracji w sprawach innych niż biznes - a przecież ich biznes zaraz miał dojść do skutku, wystarczyło aby sięgnęła do jednej z szuflad i wyciagnęła eliksiry. Nie było żadnych warunków, które trzeba było omówić nad tatarem i lampką wina.
— Zgoda, ale na pizzę i tak poczekam. Już za późno, nie ma odwrotu, jeśli jej nie odbiorę, pójdę do mugolskiego więzienia — powiedziała niezwykle poważnie, choć w jej oczach tliła się iskierka rozbawienia. Zgasła jednak natychmiast pod wpływem kolejnych słów Desmonda, a sama Severine zamarła w bezruchu.
— Aha — odparła równie sucho, nie mając pojęcia, czy był to komplement, czy może obraza. W końcu uśmiechnęła się niezgrabnie, wyjęła ze szkatułki na biżuterię kolczyki - dwie wiszące na złocie perełki - i sprawnie je założyła — A więc nie jestem kukułczym jajem, jak mawiają.
Nie wiedziała, czy ta myśl jest bardziej pokrzepiająca, czy sprawiła jej przykrość, dlatego odwróciła się do Desmonda plecami.
— Rozepnij mi zamek. Coś podeszło i się zaciął — poprosiła, nie widząc w tym nic zdrożnego. Sama sobie nie poradzi - nie bez uszkodzenia sukienki, albo różdżki, którą zgubiła gdzieś w tym chaosie.
Wstrzymała oddech zaskoczona jego propozycją. Nikt nigdy nie zapraszał jej do restauracji w sprawach innych niż biznes - a przecież ich biznes zaraz miał dojść do skutku, wystarczyło aby sięgnęła do jednej z szuflad i wyciagnęła eliksiry. Nie było żadnych warunków, które trzeba było omówić nad tatarem i lampką wina.
— Zgoda, ale na pizzę i tak poczekam. Już za późno, nie ma odwrotu, jeśli jej nie odbiorę, pójdę do mugolskiego więzienia — powiedziała niezwykle poważnie, choć w jej oczach tliła się iskierka rozbawienia. Zgasła jednak natychmiast pod wpływem kolejnych słów Desmonda, a sama Severine zamarła w bezruchu.
— Aha — odparła równie sucho, nie mając pojęcia, czy był to komplement, czy może obraza. W końcu uśmiechnęła się niezgrabnie, wyjęła ze szkatułki na biżuterię kolczyki - dwie wiszące na złocie perełki - i sprawnie je założyła — A więc nie jestem kukułczym jajem, jak mawiają.
Nie wiedziała, czy ta myśl jest bardziej pokrzepiająca, czy sprawiła jej przykrość, dlatego odwróciła się do Desmonda plecami.
— Rozepnij mi zamek. Coś podeszło i się zaciął — poprosiła, nie widząc w tym nic zdrożnego. Sama sobie nie poradzi - nie bez uszkodzenia sukienki, albo różdżki, którą zgubiła gdzieś w tym chaosie.