10.07.2024, 08:53 ✶
– Wiem – odparła krótko. Przeszłości nie można było cofnąć i nawet zmieniacz czasu by tu nie pomógł. Zdawała sobie z tego doskonale: wiele razy już odebrała tę lekcję. Nie mogła przywrócić do życia chłopca, który upadł na oblodzony chodnik w pewną zimną, grudniową noc. Nie mogła zmienić przeznaczenia Derwina Longbottoma, który zamienił się w proch w świetle ogni Beltane. Nie mogła ocalić ludzi z Perły Morza, chłopca, który jako duch płakał w Kniei i nie mogła cofnąć się w czasie, by Jasona nie pochłonęło zielone światło.
Roberts był po prostu kolejnym na długiej liście strat.
– Dzięki, doceniam, ale tak naprawdę sama jestem tu raczej bezużyteczna – przyznała bez większych oporów. Nie chodziło nawet o to, że Basilius był cywilem, ale że po tej pierwszej godzinie czy dwóch gorączkowego ogarniania sytuacji nie było aż tak wiele pracy i dla niej. – Chętnie sprawdziłabym tę kryptę, ale pewnie zrobią to aurorzy. Potem większość pracy to będzie raczej… grzebanie w różnych archiwach, księgach i tak dalej. Praca Brygady w sumie bywa bardzo mało ekscytująca.
Jasne, zdarzało się jej przełazić z balkonu na balkon, obrywać klątwami albo uciekać przed smokami. Ale równie często grzebała w archiwach za dokumentami starych spraw, chodziła po aptekach, wypytując o dostawcę, który zapewne pozyskiwał składniki z nielegalnych źródeł czy siedziała godzinami obserwując jakąś lokację.
– Nic mu nie jest.
Nie uznała pytania za dziwne, nie pomyślałaby nawet, że może tkwić za nim jakieś drugie dno. Sama po powrocie do obozu biegała po nim gorączkowo, wypytując o ofiary i upewniając się, że ludzie, których znała, są sami i zdrowi.
– Och. To się nazywa… ironia losu. Ja przynajmniej trafiłam tutaj już z wezwania, nie mogę powiedzieć, że nie wiedziałam, na co się piszę – powiedziała Brenna, prostując nogi, wyciągając je na trawie.
Miłość do tego miejsca. Miłość do tych ludzi.
Wkurwiało ją to.
Wiedziała, że na logikę to była rozsądna cena: jedno życie za setki, tysiące innych. Za bezpieczeństwo tego miejsca. Gdyby usłyszała, hej, zginiesz za Zakon, to wszyscy będą bezpieczni, nie wahałaby się długo. Ale wkurwiało ją, w jaki sposób biskup wykorzystał tę dziewczynę: jak sprawił, że mu zaufała, jak się do niego przywiązała, i jak skazał ją na śmierć w męczarniach. Na stosie była pobita, a śmierć w płomieniach należała do jednej z najgorszych.
– Bo za naprawdę potężną magię trzeba zapłacić wysoką cenę, a to zawsze jest czarna magia – westchnęła. Wymagająca ofiary. Zaraz jednak te myśli pierzchły i Brenna zwróciła na Basiliusa spojrzenie. – Isaac? Wiedział pewnie od Sebastiana? – zapytała, bardzo lekko. – Wspomniał wam o tym pod ziemią?
Jeśli tak, było za późno na zadbanie o to, aby nikt nie dowiedział się, że w tych czaszkach da się uwięzić dusze, a umieszczając je w odpowiednich miejscach zdobyć więcej mocy. Wiedział też drugi Bagshot, Weasleyówna, a może i Peppa oraz kilka innych osób…
I pomyśleć, że martwiła się, że dowie się Vakel.
Brenna westchnęła i opadła po prostu na trawę.
– Sebastian powiedział, że źródło zaklęcia jest w lesie i że jest tam Patrick. Ruszyliśmy więc w las, żeby je usunąć. Okazało się, że niepotrzebnie, bo aurorzy dali sobie radę. Patrick i twój kuzyn. Po drodze natknęliśmy się na nieumarłego – zrelacjonowała, możliwie krótko. Zgodnie z prawdą, ale i nie zdradzając tych… problematycznych szczegółów.
Roberts był po prostu kolejnym na długiej liście strat.
– Dzięki, doceniam, ale tak naprawdę sama jestem tu raczej bezużyteczna – przyznała bez większych oporów. Nie chodziło nawet o to, że Basilius był cywilem, ale że po tej pierwszej godzinie czy dwóch gorączkowego ogarniania sytuacji nie było aż tak wiele pracy i dla niej. – Chętnie sprawdziłabym tę kryptę, ale pewnie zrobią to aurorzy. Potem większość pracy to będzie raczej… grzebanie w różnych archiwach, księgach i tak dalej. Praca Brygady w sumie bywa bardzo mało ekscytująca.
Jasne, zdarzało się jej przełazić z balkonu na balkon, obrywać klątwami albo uciekać przed smokami. Ale równie często grzebała w archiwach za dokumentami starych spraw, chodziła po aptekach, wypytując o dostawcę, który zapewne pozyskiwał składniki z nielegalnych źródeł czy siedziała godzinami obserwując jakąś lokację.
– Nic mu nie jest.
Nie uznała pytania za dziwne, nie pomyślałaby nawet, że może tkwić za nim jakieś drugie dno. Sama po powrocie do obozu biegała po nim gorączkowo, wypytując o ofiary i upewniając się, że ludzie, których znała, są sami i zdrowi.
– Och. To się nazywa… ironia losu. Ja przynajmniej trafiłam tutaj już z wezwania, nie mogę powiedzieć, że nie wiedziałam, na co się piszę – powiedziała Brenna, prostując nogi, wyciągając je na trawie.
Miłość do tego miejsca. Miłość do tych ludzi.
Wkurwiało ją to.
Wiedziała, że na logikę to była rozsądna cena: jedno życie za setki, tysiące innych. Za bezpieczeństwo tego miejsca. Gdyby usłyszała, hej, zginiesz za Zakon, to wszyscy będą bezpieczni, nie wahałaby się długo. Ale wkurwiało ją, w jaki sposób biskup wykorzystał tę dziewczynę: jak sprawił, że mu zaufała, jak się do niego przywiązała, i jak skazał ją na śmierć w męczarniach. Na stosie była pobita, a śmierć w płomieniach należała do jednej z najgorszych.
– Bo za naprawdę potężną magię trzeba zapłacić wysoką cenę, a to zawsze jest czarna magia – westchnęła. Wymagająca ofiary. Zaraz jednak te myśli pierzchły i Brenna zwróciła na Basiliusa spojrzenie. – Isaac? Wiedział pewnie od Sebastiana? – zapytała, bardzo lekko. – Wspomniał wam o tym pod ziemią?
Jeśli tak, było za późno na zadbanie o to, aby nikt nie dowiedział się, że w tych czaszkach da się uwięzić dusze, a umieszczając je w odpowiednich miejscach zdobyć więcej mocy. Wiedział też drugi Bagshot, Weasleyówna, a może i Peppa oraz kilka innych osób…
I pomyśleć, że martwiła się, że dowie się Vakel.
Brenna westchnęła i opadła po prostu na trawę.
– Sebastian powiedział, że źródło zaklęcia jest w lesie i że jest tam Patrick. Ruszyliśmy więc w las, żeby je usunąć. Okazało się, że niepotrzebnie, bo aurorzy dali sobie radę. Patrick i twój kuzyn. Po drodze natknęliśmy się na nieumarłego – zrelacjonowała, możliwie krótko. Zgodnie z prawdą, ale i nie zdradzając tych… problematycznych szczegółów.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.