10.07.2024, 09:09 ✶
Dla Brenny to nawet nie była maska – to była po prostu część jej samej, równie prawdziwa jak wszystkie pozostałe, objawiające się w różnych okolicznościach, i przy różnych osobach. Chociaż może i od czasu początków wojny kryła się w tym odrobina wyrachowania, bo to co kiedyś było po prostu naturalne, stało się wygodne. Nigdy nie chciała być aurorką, nie dążyła i do tego, by kiedyś w Brygadzie zająć miejsce wuja, a w pracy równie chętnie mieszała się w te bardziej skomplikowane śledztwa, jak i w drobne. I nie miała nic przeciwko, gdy ktoś inny zgarniał zasługi. Powodem, dla którego ostatecznie trafiła do Gryffindoru, nie Slytherinu, było chyba właśnie to: nie miała w sobie śladu ambicji. Nie chciała osiągać rzeczy wielkich. Pewnie ułatwiało takie podejście, że była uprzywilejowana z urodzenia - nie tylko miała pieniądze i wejście na salony, ale też rodzinę jak na czystokrwisty światek bardzo normalną, na wiele pozwalającą.
– To miło z jej strony – powiedziała, chociaż nie uważała, aby Victoria powinna tracić siły na martwienie się o nią, kiedy sama miała na głowie sprawę chłodu, przenikającego ciało, wyprowadzkę oraz cały ten galimatias z Saurielem Rookwoodem. – Tori wie doskonale, że w niektórych sprawach jestem równie uparta, jak ona, jestem pewna, że nie próbowałaby przywiązać mnie do łóżka. – Prawie się roześmiała na tę wizję szarpaniny ze swoją szkolną przyjaciółką. – Poza tym mam zamiar grzecznie się położyć, jak tylko wrócę… - …a potem porozmawiać z Dorą i zająć się Mabel… - …i ty też jesteś tutaj skoro świt, hm? Może to ciebie Victoria powinna wysłać spać?
Brenna początkowo nie zamierzała mieszać się w gorącą dyskusję, toczącą się tuż obok. Dopiero kiedy goblin zaczął krzyczeć coś o kradzieży i kopać, Brenna z westchnieniem ruszyła w tamtą stronę. Takie kłótnie lubiły ewoluować w wielkie bójki, a ona naprawdę nie chciała mieć tutaj zamieszek skoro świt…
– Panowie, spokojnie, proszę, jeśli ktoś tutaj chce złożyć zawiadomienie o kradzieży, bardzo chętnie je przyjmę…
– Te małe konusy twierdzą, że czarodzieje okradają je z ich wyrobów – oświadczył oburzony czarodziej. Rękę miał już przy kieszeni z różdżką, ale opuścił ją, gdy zdał sobie sprawę z tego, że wzbudzili zainteresowanie. – Odziedziczyłem ten pierścień po ojcu, który za niego uczciwie zapłacił, a one mówią, że kradnę! I wyobraźcie sobie, że Gryffindor ukradł im miecz! Uważasz, że Godryk Gryffindor był złodziejem? – wyrzucił z siebie, palcem celując w Rodolphusa.
– Ukradł miecz goblinowi – wycedził goblin, który wymierzył kopniak. – A teraz chcą nam ukraść nasz bank! Czarodzieje mieszają się w interes goblinów! Takie zawiadomienie też przyjmiesz? – warknął, zwracając się do Brenny.
– To miło z jej strony – powiedziała, chociaż nie uważała, aby Victoria powinna tracić siły na martwienie się o nią, kiedy sama miała na głowie sprawę chłodu, przenikającego ciało, wyprowadzkę oraz cały ten galimatias z Saurielem Rookwoodem. – Tori wie doskonale, że w niektórych sprawach jestem równie uparta, jak ona, jestem pewna, że nie próbowałaby przywiązać mnie do łóżka. – Prawie się roześmiała na tę wizję szarpaniny ze swoją szkolną przyjaciółką. – Poza tym mam zamiar grzecznie się położyć, jak tylko wrócę… - …a potem porozmawiać z Dorą i zająć się Mabel… - …i ty też jesteś tutaj skoro świt, hm? Może to ciebie Victoria powinna wysłać spać?
Brenna początkowo nie zamierzała mieszać się w gorącą dyskusję, toczącą się tuż obok. Dopiero kiedy goblin zaczął krzyczeć coś o kradzieży i kopać, Brenna z westchnieniem ruszyła w tamtą stronę. Takie kłótnie lubiły ewoluować w wielkie bójki, a ona naprawdę nie chciała mieć tutaj zamieszek skoro świt…
– Panowie, spokojnie, proszę, jeśli ktoś tutaj chce złożyć zawiadomienie o kradzieży, bardzo chętnie je przyjmę…
– Te małe konusy twierdzą, że czarodzieje okradają je z ich wyrobów – oświadczył oburzony czarodziej. Rękę miał już przy kieszeni z różdżką, ale opuścił ją, gdy zdał sobie sprawę z tego, że wzbudzili zainteresowanie. – Odziedziczyłem ten pierścień po ojcu, który za niego uczciwie zapłacił, a one mówią, że kradnę! I wyobraźcie sobie, że Gryffindor ukradł im miecz! Uważasz, że Godryk Gryffindor był złodziejem? – wyrzucił z siebie, palcem celując w Rodolphusa.
– Ukradł miecz goblinowi – wycedził goblin, który wymierzył kopniak. – A teraz chcą nam ukraść nasz bank! Czarodzieje mieszają się w interes goblinów! Takie zawiadomienie też przyjmiesz? – warknął, zwracając się do Brenny.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.