10.07.2024, 16:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.07.2024, 16:50 przez Charles Mulciber.)
Mulciber Moonshine -> Świeczki i Kadzidła Mulciberów
Charlie nadstawił uszu, choć wcale nie musiał. Informacja, która do niego dotarła, trafiła prosto do mózgu, do którego ojciec przesłał wiadomość. Charles spojrzał w stronę stoiska Mulciberów.
- Już idę, tato!
Robert wrócił do domu. To mogło mieć znaczenie zarówno dobre, jak i złe. Czy wuj czuł się na tyle dobrze, że nie musiał odwiedzać szpitala? Czy na tyle źle, że pozostawił wszystko za sobą i oddalił się do domu, by odpocząć po ataku, którego doznał? Ojciec chciał rozmawiać, lecz tu Charlie nie miał żadnych złudzeń. To mogło być jedynie negatywne.
Czego jednak miał się spodziewać po swoim wybryku? Spojrzał na Leonarda i westchnął lekko.
- Wuj Robert wrócił do domu. - Poinformował Sophie, tak jak Richard prosił. Nie było tajemnicą, że Charles, tak jak jego ojciec, potrafił posługiwać się falami i mogli przekazywać sobie wiadomości na odległość. - Muszę iść porozmawiać z tatą. Zostaniesz z nią, Leo?
Podniósłszy się z miejsca, Charlie otrzepał spodnie, choć nie było na nich brudu. Przyjrzał się Atreusowi i Florence, którzy zawitali do stoiska, lecz nie odezwał się, pozostawiając sprzedaż Sophie. Jasnym było, że temat rozmowy z ojcem zestresował go na nowo. Brat mógł mówić, co uważał, lecz rzeczywistość mogła być inna. Młody Mulciber być może przesadzał, a być może przewidywał, co miało nadejść. Cokolwiek jednak miało się wydarzyć, wiedział o wadze swojego przewinienia. Penisowe świeczki nie każdemu przypadły do gustu.
- Możesz myśleć o zakupie domu, bo masz dobrą pracę... ja nie mam nic. - Zamarudził. Odrzucał większość prac, które dotąd miał, wierząc, że jeszcze znajdzie swoje miejsce na ziemi. U wuja pracowało się dobrze, ale... no właśnie! Mulciberowie nie pozwalali mu rozwijać swoich artystycznych skrzydeł! - Zresztą, sam wiesz. Pilnuj Sophie. Albo... albo przynieś może tacie kawę z jakiegoś gastronomicznego stoiska? - Zaproponował i klepnął Leo w ramię, a Sophie, po złości, potargał włosy raz jeszcze, i skierował się do ojca.
Do przejścia miał ledwie parę metrów, jednak każdy krok wydawał się dłuższy od poprzedniego. Nie patrzył bezpośrednio na Richarda, odważył się unieść oczy dopiero wtedy, gdy był już blisko.
- Jestem, tato. - Oznajmił. - Wołałeś.
Charlie nadstawił uszu, choć wcale nie musiał. Informacja, która do niego dotarła, trafiła prosto do mózgu, do którego ojciec przesłał wiadomość. Charles spojrzał w stronę stoiska Mulciberów.
- Już idę, tato!
Robert wrócił do domu. To mogło mieć znaczenie zarówno dobre, jak i złe. Czy wuj czuł się na tyle dobrze, że nie musiał odwiedzać szpitala? Czy na tyle źle, że pozostawił wszystko za sobą i oddalił się do domu, by odpocząć po ataku, którego doznał? Ojciec chciał rozmawiać, lecz tu Charlie nie miał żadnych złudzeń. To mogło być jedynie negatywne.
Czego jednak miał się spodziewać po swoim wybryku? Spojrzał na Leonarda i westchnął lekko.
- Wuj Robert wrócił do domu. - Poinformował Sophie, tak jak Richard prosił. Nie było tajemnicą, że Charles, tak jak jego ojciec, potrafił posługiwać się falami i mogli przekazywać sobie wiadomości na odległość. - Muszę iść porozmawiać z tatą. Zostaniesz z nią, Leo?
Podniósłszy się z miejsca, Charlie otrzepał spodnie, choć nie było na nich brudu. Przyjrzał się Atreusowi i Florence, którzy zawitali do stoiska, lecz nie odezwał się, pozostawiając sprzedaż Sophie. Jasnym było, że temat rozmowy z ojcem zestresował go na nowo. Brat mógł mówić, co uważał, lecz rzeczywistość mogła być inna. Młody Mulciber być może przesadzał, a być może przewidywał, co miało nadejść. Cokolwiek jednak miało się wydarzyć, wiedział o wadze swojego przewinienia. Penisowe świeczki nie każdemu przypadły do gustu.
- Możesz myśleć o zakupie domu, bo masz dobrą pracę... ja nie mam nic. - Zamarudził. Odrzucał większość prac, które dotąd miał, wierząc, że jeszcze znajdzie swoje miejsce na ziemi. U wuja pracowało się dobrze, ale... no właśnie! Mulciberowie nie pozwalali mu rozwijać swoich artystycznych skrzydeł! - Zresztą, sam wiesz. Pilnuj Sophie. Albo... albo przynieś może tacie kawę z jakiegoś gastronomicznego stoiska? - Zaproponował i klepnął Leo w ramię, a Sophie, po złości, potargał włosy raz jeszcze, i skierował się do ojca.
Do przejścia miał ledwie parę metrów, jednak każdy krok wydawał się dłuższy od poprzedniego. Nie patrzył bezpośrednio na Richarda, odważył się unieść oczy dopiero wtedy, gdy był już blisko.
- Jestem, tato. - Oznajmił. - Wołałeś.