— Tak, powiedz mi o tym coś więcej — westchnął i wziął duży łyk alkoholu. — Kiedyś chodziłem do Departamentu Tajemnic i czasami zastanawiałem się, który artefakt, strącony łokciem, mnie zabije lub pozbawi zdrowych zmysłów. Teraz zastanawia mnie to również w kontekście moich współpracowników. Byłem na weselu Blacków i myślałem, że jest wysokie prawdopodobieństwo, że rozmawiam z kimś, kto zamordował mi brata. Wiesz... — zamilkł na chwilę, przyodziewając swoje milczenie w wagę wyroków Wizegamotu, w szatę powagi typową dla wyznań w mroku, poza zasięgiem uszu wszelkich postronnych, tylko on i druga połowa jego duszy.
— Pamiętasz, jak przed wyjazdem do Grecji, byłem taki nieznośny? Wiedziałem, że Derwin coś ukrywa i byłem niesamowicie zły, że nie ufają mi dostatecznie, aby mi powiedzieć? Stałem się częścią tego, pod koniec lipca. Bardziej nielegalne, niż twoje czy nasze kombinacje. Podziemna bojówka.
Powiedział to i mu ulżyło. Nienawidził kryć niczego przed Antoniuszem, drażniło to go, jak źle przeszyta nitka w ubraniu, jak kamyk w bucie. Dało się z tym żyć, ale dużo lepiej gdy ten nacisk nie istnieje. Anthony zaś był prawdziwie jego przyjacielem, jego bratnią duszą, duszą z jego duszy, biblijnie stworzeni z tego samego żebra. Jego umysł strzegły baszty magii, takie same jak dookoła Warowni, gładkie ściany z marmuru, przez które nie da się przedostać. Na dodatek wiedział, gdzie leży jego serce. Piękna stałość. Czasami bliźniaczość leżała w podobieństwach, a czasami w różnicach. Anthony gasił w nim pożary.
— Nikt nie może wiedzieć, ani Charlie ani Jonathan — Na tym etapie nie wiedział jeszcze, że Jonathan należy do Zakonu Feniksa, a tylko członkowie wiedzieli o jego istnieniu. Anthony był pierwszą osobą spoza, która otrzymała powiedzenie, że jest ktoś, kto działa przeciwko Voldemortowi poza Ministerialną papierologią, poza kieratem raportów i literą prawa. I może gdyby Derwin nie umarł, sprawy miałyby się inaczej, jednakże jego brat zginął, nie tylko na służbie w Ministerstwie, ale jako aktywny członek Zakonu Feniksa.
— Derwin nie chciał, żebym był tego częścią, bo złamie mi to serce. A później ten stary pierdziel sam to zrobił, poświęcając się dla sprawy, jak ostatni idiota.