10.07.2024, 18:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.07.2024, 19:17 przez Millie Moody.)
Przychodzi super spóźniona z Eden.
Przechadza się wzdłuż przestrzeni obok STOŁU Z ŻARCIEM finalnie stając przy OGNISKO obok swojego Alastora i Alexandra, którego totalnie ignoruje (no offence)
To wszystko było nie tak.
To wszystko było kurewsko nie tak.
Cały ten miesiąc był popierdolony, w zupełnie inny sposób niż poprzednie dwa. Biel została zalana tęczą doświadczeń, feerią doświadczeń, pełnym spektrum emocji nakładających się swoim rodzajem i intensywnością na siebie. Była otoczona przez bliskich i przyjaciół, była otoczona przez ludzi, którzy życzyli jej jak najlepiej i każdego dnia musiała zmagać się z dojmującym przeświadczeniem, że jest dla nich niegasnącym rozczarowaniem. Dzień za dniem, noc za nocą, udawanie kogoś normalnego przychodziło jej z trudem, miała wrażenie, że to wszystko wisi w powietrzu, że zaraz jebnie i wybuchnie jej i im w twarz.
I jeszcze gdzieś w tym wszystkim zakopała się w przeszłości. Jedna akwarela, przypadkowe spotkanie na pierdolonym czarnym ślubie, jedne urodziny więcej na liczniku słodkiej Eden. Trzeba było to w końcu przegadać. Trzeba było usłyszeć, dlaczego jest się na tyle zjebaną osobą, że to wszystko potoczyło się tak jak się potoczyło. Tak powinno być łatwiej. Pieprzona ewaluacja, żeby wiedzieć jak nie zjebać następnym razem. Tak to widziała.
Oczywiście oficjalnie to było "przejdźmy się", oficjalnie to było "musimy pogadać", ale za tym nigdy nie stały dobre rozmowy. Za tym nigdy nie stało nic dla niej dobrego. Ale umówiły się, zmierzyć z przeszłością, rozprawić z przeszłością, przejść się wzdłuż morza i spróbować wzajemnie zrozumieć co też wydarzyło się te dziesięć lat temu, sześć lat temu, niecały miesiąc temu... I szły z umówionego miejsca w ciężkim milczeniu tylko po to by dotrzeć... TU.
Ja pierdole
Zapomniała o tym. Nic dziwnego, że zaproponowała to miejsce, bo GDZIEŚ o nim słyszała. No kurwa oczywiście, że GDZIEŚ o nim słyszała, bo to tu miała być kolejna zakonniarska impreza. I to taka fajna impreza, na którą zabierało się swoich ulubionych ludzi. Zapomniała o tym, zapomniała na śmierć... Spojrzała niepewnie na Eden z którą miały porozmawiać, ale też przecież miały być może po raz ostatni szansę spędzić czas sam na sam. Już je zauważono, już zagadywano, były tam same znane twarze, czy to nie brzmiało jak totalna katastrofa?
Już je zauważono, już zagadywano, były tam same znane twarze, co mogło pójść nie tak? Przecież to był ich największy problem, że Eden została aurorem i odeszła z Brygady. Jeszcze kilka tygodni i świetnie by się oznalazła w ich ekipie, byłaby totalnie doskonała jako twarda pani detektyw. Millie spokojnie mogłaby też podejść do awansu, być jej parnerką, to byłoby takie śmieszne być krukiem krążącym wokół pani zawsze mam rację i teraz naślę na Was swojego herolda śmierci.
Wszyscy się znali, a okoliczności był takie piękne! Brenna jak zawsze przeszła samą siebie i nawet Miles która wracała do swojego stanu wagowego sprzed śpiączki (czyli bardzo za mało), poczuła napływającą ślinkę, gdy przechodziły obok stołów uginających się od jedzenia. Pomachała po drodze Morfinie i Jonathanowi, starszyzna jak widać w formie!
A wtedy zobaczyła swojego brata stojącego przy ognisku i zamachała do niego ręką zdecydowanie entuzjastyczniej, ciągnąc za sobą swoją dzisiejszą towarzyszkę. Z miejsca rzuciła się mu na szyję roześmiana.
– Alastor no kurwa nie uwierzysz TOTALNIE zapomniałam o tej imprezie, przepraszam, że się spóźniłam, ale patrz przyprowadziłam moją... ee... naszą przecież tak, naszą starą przyjaciółkę. – Odsunęła się od brata, odsłaniając panią Lestrange tak jakby miała ich znowu ze sobą przedstawić, chociaż absolutnie nie było to koniecznie. – Pewnie się nie widzieliście pizdyliard lat, co? Ile właściwie byliście partnerami? Trzy lata? Cztery? Prawie w ogóle w domu Cię wtedy nie było wtedy. Już myślałam, że kompletnie o mnie zapomniałeś. – Roześmiała się, jakby to była zabawna anegdotka, ale och tak, jak ona była kurewsko zazdrosna o Eden wtedy, dawno temu. Ale przecież to już przeszłość, teraz można było się cieszyć z tego reunionu. – Szkoda, że nigdy nie złożyło nam się razem pracować. – Pokręciła nosem, autentycznie mówiąc to, co miała na myśli. – Anyway, jakie są atrakcje przewidziane? Thomas zabrał ze sobą gitare? Będzie śpiewando?
!zaklętamuszla
Przechadza się wzdłuż przestrzeni obok STOŁU Z ŻARCIEM finalnie stając przy OGNISKO obok swojego Alastora i Alexandra, którego totalnie ignoruje (no offence)
To wszystko było nie tak.
To wszystko było kurewsko nie tak.
Cały ten miesiąc był popierdolony, w zupełnie inny sposób niż poprzednie dwa. Biel została zalana tęczą doświadczeń, feerią doświadczeń, pełnym spektrum emocji nakładających się swoim rodzajem i intensywnością na siebie. Była otoczona przez bliskich i przyjaciół, była otoczona przez ludzi, którzy życzyli jej jak najlepiej i każdego dnia musiała zmagać się z dojmującym przeświadczeniem, że jest dla nich niegasnącym rozczarowaniem. Dzień za dniem, noc za nocą, udawanie kogoś normalnego przychodziło jej z trudem, miała wrażenie, że to wszystko wisi w powietrzu, że zaraz jebnie i wybuchnie jej i im w twarz.
I jeszcze gdzieś w tym wszystkim zakopała się w przeszłości. Jedna akwarela, przypadkowe spotkanie na pierdolonym czarnym ślubie, jedne urodziny więcej na liczniku słodkiej Eden. Trzeba było to w końcu przegadać. Trzeba było usłyszeć, dlaczego jest się na tyle zjebaną osobą, że to wszystko potoczyło się tak jak się potoczyło. Tak powinno być łatwiej. Pieprzona ewaluacja, żeby wiedzieć jak nie zjebać następnym razem. Tak to widziała.
Oczywiście oficjalnie to było "przejdźmy się", oficjalnie to było "musimy pogadać", ale za tym nigdy nie stały dobre rozmowy. Za tym nigdy nie stało nic dla niej dobrego. Ale umówiły się, zmierzyć z przeszłością, rozprawić z przeszłością, przejść się wzdłuż morza i spróbować wzajemnie zrozumieć co też wydarzyło się te dziesięć lat temu, sześć lat temu, niecały miesiąc temu... I szły z umówionego miejsca w ciężkim milczeniu tylko po to by dotrzeć... TU.
Ja pierdole
Zapomniała o tym. Nic dziwnego, że zaproponowała to miejsce, bo GDZIEŚ o nim słyszała. No kurwa oczywiście, że GDZIEŚ o nim słyszała, bo to tu miała być kolejna zakonniarska impreza. I to taka fajna impreza, na którą zabierało się swoich ulubionych ludzi. Zapomniała o tym, zapomniała na śmierć... Spojrzała niepewnie na Eden z którą miały porozmawiać, ale też przecież miały być może po raz ostatni szansę spędzić czas sam na sam. Już je zauważono, już zagadywano, były tam same znane twarze, czy to nie brzmiało jak totalna katastrofa?
...a potem dostała mieniącą się barwami tęczy muszelkę na szyję i jej niepokój stracił głos...
...potem dostała mieniącą się barwami tęczy muszelkę i straciła swój ogon...
...dostała mieniącą się barwami tęczy muszelkę i mogła tańczyć i śpiewać jak inni...
...potem dostała mieniącą się barwami tęczy muszelkę i straciła swój ogon...
...dostała mieniącą się barwami tęczy muszelkę i mogła tańczyć i śpiewać jak inni...
Już je zauważono, już zagadywano, były tam same znane twarze, co mogło pójść nie tak? Przecież to był ich największy problem, że Eden została aurorem i odeszła z Brygady. Jeszcze kilka tygodni i świetnie by się oznalazła w ich ekipie, byłaby totalnie doskonała jako twarda pani detektyw. Millie spokojnie mogłaby też podejść do awansu, być jej parnerką, to byłoby takie śmieszne być krukiem krążącym wokół pani zawsze mam rację i teraz naślę na Was swojego herolda śmierci.
Wszyscy się znali, a okoliczności był takie piękne! Brenna jak zawsze przeszła samą siebie i nawet Miles która wracała do swojego stanu wagowego sprzed śpiączki (czyli bardzo za mało), poczuła napływającą ślinkę, gdy przechodziły obok stołów uginających się od jedzenia. Pomachała po drodze Morfinie i Jonathanowi, starszyzna jak widać w formie!
A wtedy zobaczyła swojego brata stojącego przy ognisku i zamachała do niego ręką zdecydowanie entuzjastyczniej, ciągnąc za sobą swoją dzisiejszą towarzyszkę. Z miejsca rzuciła się mu na szyję roześmiana.
– Alastor no kurwa nie uwierzysz TOTALNIE zapomniałam o tej imprezie, przepraszam, że się spóźniłam, ale patrz przyprowadziłam moją... ee... naszą przecież tak, naszą starą przyjaciółkę. – Odsunęła się od brata, odsłaniając panią Lestrange tak jakby miała ich znowu ze sobą przedstawić, chociaż absolutnie nie było to koniecznie. – Pewnie się nie widzieliście pizdyliard lat, co? Ile właściwie byliście partnerami? Trzy lata? Cztery? Prawie w ogóle w domu Cię wtedy nie było wtedy. Już myślałam, że kompletnie o mnie zapomniałeś. – Roześmiała się, jakby to była zabawna anegdotka, ale och tak, jak ona była kurewsko zazdrosna o Eden wtedy, dawno temu. Ale przecież to już przeszłość, teraz można było się cieszyć z tego reunionu. – Szkoda, że nigdy nie złożyło nam się razem pracować. – Pokręciła nosem, autentycznie mówiąc to, co miała na myśli. – Anyway, jakie są atrakcje przewidziane? Thomas zabrał ze sobą gitare? Będzie śpiewando?
!zaklętamuszla