10.07.2024, 23:00 ✶
Na wzmiankę o dementorach przez plecy Severine przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Wyprostowała się nagle i spojrzała na Desmonda z trwogą odbijającą się w błękicie spojrzenia. Trwało to jednak krótko, bowiem zaraz uśmiechnęła się do niego pobłażliwie, ale nie zmieniło to faktu, że zaniepokoiło ją to jego zainteresowanie mugolskimi torturami i nie sądziła, aby był to jedynie efekt propagandy czystej krwi. Czy o to pokłócili się z Oleandrem...? Nie, na pewno nie o to.
— No wiesz co? — pokręciła głową z udawanym oburzeniem. Nie wiedziała jak z nim rozmawiać na te tematy. Nie chciała z nim rozmawiać na takie tematy, jakby podświadomie wyczuwała drzemiący w jego duszy mrok. Coś obrzydliwego, lepkiego, czego bała się dotknąć. A może to wypite wcześniej wino zaszumiało w jej głowie, do tego stopnia, że znieczuliło ją na pewne sprawy, uczyniło ją bardziej skłonną do frywolności.
— Niby to ja jestem papugą, a jednak to Oleander mnie naśladuje — zachichotała, nie spodziewając się, że Desmond zrozumie jej grę słów. Uzna najwyżej, że wyraźnie podpita, szalona samotna prawniczka, mówi coś od rzeczy - to przecież nie pierwszy raz, gdy papla coś bez ładu i składu i wcale nie zachowywała się tak, jakby miała być to dla niej katastrofa.
W tamtej chwili największą trudnością był zepsuty suwak. Nie sprawa, nad którą powinna pracować, nie Atticus, ani znienawidzony ojciec. Tylko ta przeklęta sukienka. Poczuła szarpnięcie, a potem chłód na plecach i już miała się odwrócić do chłopaka z podziękowaniem, kiedy poczuła, jak materiał unosi się w górę i nie wiedziała, co powinna zrobić, więc w pierwszej chwili stanęła w bezruchu. Co chciał zrobić? Zdjąć jej sukienkę, żeby zobaczyć, jak niekształtne ciało skrywa pod ubraniem? Bliznę....?
Och nie, tylko nie bliznę. Odsunęła się od niego gwałtownie.
— Nie jestem tak pijana — rzuciła drżącym głosem.
— No wiesz co? — pokręciła głową z udawanym oburzeniem. Nie wiedziała jak z nim rozmawiać na te tematy. Nie chciała z nim rozmawiać na takie tematy, jakby podświadomie wyczuwała drzemiący w jego duszy mrok. Coś obrzydliwego, lepkiego, czego bała się dotknąć. A może to wypite wcześniej wino zaszumiało w jej głowie, do tego stopnia, że znieczuliło ją na pewne sprawy, uczyniło ją bardziej skłonną do frywolności.
— Niby to ja jestem papugą, a jednak to Oleander mnie naśladuje — zachichotała, nie spodziewając się, że Desmond zrozumie jej grę słów. Uzna najwyżej, że wyraźnie podpita, szalona samotna prawniczka, mówi coś od rzeczy - to przecież nie pierwszy raz, gdy papla coś bez ładu i składu i wcale nie zachowywała się tak, jakby miała być to dla niej katastrofa.
W tamtej chwili największą trudnością był zepsuty suwak. Nie sprawa, nad którą powinna pracować, nie Atticus, ani znienawidzony ojciec. Tylko ta przeklęta sukienka. Poczuła szarpnięcie, a potem chłód na plecach i już miała się odwrócić do chłopaka z podziękowaniem, kiedy poczuła, jak materiał unosi się w górę i nie wiedziała, co powinna zrobić, więc w pierwszej chwili stanęła w bezruchu. Co chciał zrobić? Zdjąć jej sukienkę, żeby zobaczyć, jak niekształtne ciało skrywa pod ubraniem? Bliznę....?
Och nie, tylko nie bliznę. Odsunęła się od niego gwałtownie.
— Nie jestem tak pijana — rzuciła drżącym głosem.