11.07.2024, 14:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.07.2024, 14:45 przez Florence Bulstrode.)
Magiczne różności -> stoisko pani Zamfir
- Jeszcze po jednej butelce, proszę – powiedziała Florence, odliczyła zapłatę, a potem ostrożnie włożyła wręczone jej opakowanie do swojej pojemnej torebki. Ostatni raz przesunęła wzrokiem po wystawionych wyrobach, doceniając kunszt wykonania, ale że sama nie nosiła wiele ozdób, ostatecznie podziękowała właścicielom stoiska za obsługę i odeszła wraz z bratem dalej. – Wygląda na to, że przy winach jest spory tłum, chyba je podaruję – zdecydowała, bo i nie zależało jej na winach szczególnie mocno: zawsze mogła takie kupić na Pokątnej w innym terminie, nie była wielbicielką konkretnej marki. Ewentualnie podejdzie później, gdy obsługująca stoisko kobieta nie będzie zajęta.
Ruszyli powoli dalej, i nawet miała zaproponować zebranie się już do domu, gdy jej wzrok padł na jeszcze jedno ze stoisk.
– Zdawałeś się rozczarowany, że nie ma możliwości zakupu cytrynówki. Może to ci ją zastąpi? – zasugerowała, przystając przy straganie, na którym swoje wyroby wystawiała pani Zamfir i sięgając po jedną z butelek, aby pokazać ją bratu. Znów ani bułgarskie, mocne alkohole, ani barwne chusty, nie były do końca w gustach Florence, preferującej raczej wino i szampana, gdy szło o trunek, i bardziej stonowane barwy, gdy szło o ubiór, ale pomyślała, że rakija domowej produkcji z ziołem czy miodem może zainteresować Atreusa. On wprawdzie też chętnie popijał drogie wina, zapewne jeszcze chętniej drogą whisky czy brandy, ale choćby to, jak szybko sięgał po cytrynówkę, pokazywało, że przepadał za próbowaniem nowych rzeczy.
- Jeszcze po jednej butelce, proszę – powiedziała Florence, odliczyła zapłatę, a potem ostrożnie włożyła wręczone jej opakowanie do swojej pojemnej torebki. Ostatni raz przesunęła wzrokiem po wystawionych wyrobach, doceniając kunszt wykonania, ale że sama nie nosiła wiele ozdób, ostatecznie podziękowała właścicielom stoiska za obsługę i odeszła wraz z bratem dalej. – Wygląda na to, że przy winach jest spory tłum, chyba je podaruję – zdecydowała, bo i nie zależało jej na winach szczególnie mocno: zawsze mogła takie kupić na Pokątnej w innym terminie, nie była wielbicielką konkretnej marki. Ewentualnie podejdzie później, gdy obsługująca stoisko kobieta nie będzie zajęta.
Ruszyli powoli dalej, i nawet miała zaproponować zebranie się już do domu, gdy jej wzrok padł na jeszcze jedno ze stoisk.
– Zdawałeś się rozczarowany, że nie ma możliwości zakupu cytrynówki. Może to ci ją zastąpi? – zasugerowała, przystając przy straganie, na którym swoje wyroby wystawiała pani Zamfir i sięgając po jedną z butelek, aby pokazać ją bratu. Znów ani bułgarskie, mocne alkohole, ani barwne chusty, nie były do końca w gustach Florence, preferującej raczej wino i szampana, gdy szło o trunek, i bardziej stonowane barwy, gdy szło o ubiór, ale pomyślała, że rakija domowej produkcji z ziołem czy miodem może zainteresować Atreusa. On wprawdzie też chętnie popijał drogie wina, zapewne jeszcze chętniej drogą whisky czy brandy, ale choćby to, jak szybko sięgał po cytrynówkę, pokazywało, że przepadał za próbowaniem nowych rzeczy.