11.07.2024, 16:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.07.2024, 16:24 przez Brenna Longbottom.)
Biegnę nad wodę zobaczyć czy Basilius przeżył
Oczywiście, że to nie był tort weselny. Brenna oburzyłaby się na samą sugestię – gdyby kupiła im tort weselny, byłby na pewno dużo bardziej okazały. To był tylko skromny torcik zaręczonowy, czekoladowo – waniliowo – truskawkowy.
Trochę zrobiła dziwną minę na to wyszło niespodziewanie, bo plotki o ich zaręczynach krążyły od dobrych czterech miesięcy, ale przecież nie miała zamiaru się kłócić. Nawet by jej nie dziwiło, gdyby okazało się, że o tym, że się żenią, to wiedział cały świat, włącznie z Heather, a jeden biedny Cameron jakoś to przegapił. Grunt, że teraz wiedział i o, nawet łapał Woody za rękę – Brenna przecież nie wiedziała, że to ze strachu.
– Cieszę się i mam nadzieję, że wasz tort zaręczynowy będzie wam smakował – powiedziała, a potem podniosła się z koca, bo chyba poddenerwowała Camerona i uznała, że nie powinna tej dwójce teraz przeszkadzać.
Rozejrzała się i z pewnym zdziwieniem odnotowała, że na zabawę przybyła wreszcie Millie. To znaczy samo przybycie Millie nie było zaskoczeniem, i Brenna nawet już się szykowała, bo iść podetknąć jej coś do jedzenia, gdy ta już przywita się z Alastorem, co zrobi na pewno, ale trochę zdziwiła się, że ta przyprowadziła ze sobą Eden Lestrange. Nie miała zielonego pojęcia, że kobiety są ze sobą aż tak blisko.
Czy Eden zaszantażowała Miles?
Nie, zaraz.
Eden dobrowolnie przychodząca na imprezę na plażę, gdzie była słona woda, wiatr i piasek?
Czy Miles zaszantażowała Eden…?
Miała nawet już do nich podejść, kiedy oto wyłapała obrazek, jakiego nigdy by się nie spodziewała zobaczyć. Basilius Prewett, ten rozważny uzdrowiciel, a przynajmniej pozujący na rozważnego uzdrowiciela, wsiadł na miotłę i leciał w stronę wody. Leciał raczej nieporadnie, jak ktoś, kto nigdy nie odbył nawet pierwszej lekcji latania, i Brennie przyszło do głowy, że może faktycznie tej lekcji nie odbył, albo że był pijany. Może to drugie: dlaczego w innym wypadku leciałby w stronę wody…? O zakładzie na razie nie pomyślała, chociaż pewnie powinna, za to do głowy przyszło jej coś innego. O bogowie, muszla! Jakiś efekt był za mocny! Co ona narobiła!
I wtedy Basilius zleciał w piasek.
Brenna podbiegła do niego, za nic mając wszystkie gesty, świadczące o tym, że cierpieć to on może sobie w samotności.
– Cały jesteś? – upewniła się, pochylając się nad uzdrowicielem trochę podejrzliwie. Kończyny nie sterczały pod dziwnymi kątami, na głowie nie zauważyła żadnych guzów ani krwi, i chyba mokry piasek tuż przy brzegu zamortyzował upadek… Dlatego Brenna chwyciła po prostu za powieszoną na jego szyi muszelkę, chcąc ją obejrzeć a potem nieco szerzej otworzyła oczy, widząc jej kolor. – Hm, zaraz, nie, to nie muszla… – wymamrotała zdziwiona, bo biała przecież powinna tylko dodawać odrobiny energii… – Założyłeś się z Millie?
Nie, zaraz. Miles dopiero przyszła?
Oczywiście, że to nie był tort weselny. Brenna oburzyłaby się na samą sugestię – gdyby kupiła im tort weselny, byłby na pewno dużo bardziej okazały. To był tylko skromny torcik zaręczonowy, czekoladowo – waniliowo – truskawkowy.
Trochę zrobiła dziwną minę na to wyszło niespodziewanie, bo plotki o ich zaręczynach krążyły od dobrych czterech miesięcy, ale przecież nie miała zamiaru się kłócić. Nawet by jej nie dziwiło, gdyby okazało się, że o tym, że się żenią, to wiedział cały świat, włącznie z Heather, a jeden biedny Cameron jakoś to przegapił. Grunt, że teraz wiedział i o, nawet łapał Woody za rękę – Brenna przecież nie wiedziała, że to ze strachu.
– Cieszę się i mam nadzieję, że wasz tort zaręczynowy będzie wam smakował – powiedziała, a potem podniosła się z koca, bo chyba poddenerwowała Camerona i uznała, że nie powinna tej dwójce teraz przeszkadzać.
Rozejrzała się i z pewnym zdziwieniem odnotowała, że na zabawę przybyła wreszcie Millie. To znaczy samo przybycie Millie nie było zaskoczeniem, i Brenna nawet już się szykowała, bo iść podetknąć jej coś do jedzenia, gdy ta już przywita się z Alastorem, co zrobi na pewno, ale trochę zdziwiła się, że ta przyprowadziła ze sobą Eden Lestrange. Nie miała zielonego pojęcia, że kobiety są ze sobą aż tak blisko.
Czy Eden zaszantażowała Miles?
Nie, zaraz.
Eden dobrowolnie przychodząca na imprezę na plażę, gdzie była słona woda, wiatr i piasek?
Czy Miles zaszantażowała Eden…?
Miała nawet już do nich podejść, kiedy oto wyłapała obrazek, jakiego nigdy by się nie spodziewała zobaczyć. Basilius Prewett, ten rozważny uzdrowiciel, a przynajmniej pozujący na rozważnego uzdrowiciela, wsiadł na miotłę i leciał w stronę wody. Leciał raczej nieporadnie, jak ktoś, kto nigdy nie odbył nawet pierwszej lekcji latania, i Brennie przyszło do głowy, że może faktycznie tej lekcji nie odbył, albo że był pijany. Może to drugie: dlaczego w innym wypadku leciałby w stronę wody…? O zakładzie na razie nie pomyślała, chociaż pewnie powinna, za to do głowy przyszło jej coś innego. O bogowie, muszla! Jakiś efekt był za mocny! Co ona narobiła!
I wtedy Basilius zleciał w piasek.
Brenna podbiegła do niego, za nic mając wszystkie gesty, świadczące o tym, że cierpieć to on może sobie w samotności.
– Cały jesteś? – upewniła się, pochylając się nad uzdrowicielem trochę podejrzliwie. Kończyny nie sterczały pod dziwnymi kątami, na głowie nie zauważyła żadnych guzów ani krwi, i chyba mokry piasek tuż przy brzegu zamortyzował upadek… Dlatego Brenna chwyciła po prostu za powieszoną na jego szyi muszelkę, chcąc ją obejrzeć a potem nieco szerzej otworzyła oczy, widząc jej kolor. – Hm, zaraz, nie, to nie muszla… – wymamrotała zdziwiona, bo biała przecież powinna tylko dodawać odrobiny energii… – Założyłeś się z Millie?
Nie, zaraz. Miles dopiero przyszła?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.