Esmé domyślił się, że jej brat jest wampirem. Cóż, będzie musiała mu to później wyjaśnić, teraz nie było na to czasu, nie opowiadała mu zbyt wiele o swoich problemach, a jednak brat-wampir trochę nie pasował do łowczej rodziny, mógł wzbudzać kontrowersje, więc wolałaby się upewnić, że wie co się z nim stało. Zresztą zazwyczaj się tak nie zachowywał, nie atakował rodziny, czy przyjaciół, tutaj musiało się wydarzyć coś przez tę trytonkę. Była tego pewna. Najwyraźniej potrafiła omamić każdego.
- Co za kurwisko. - Powiedziała Geraldine kiedy nie udało jej się oderwać Adrii głowy, może i zaklęcie ją trafiło jednak nie zadziałało dokładnie tak jak chciała. Była zła, okropnie wkurwiona na tę rybę, przez którą działo się to całe zamieszanie. Nie sądziła, że tak trudno się będzie jej pozbyć.
Panna Yaxley jednak nie miała w zwyczaju się poddawać, nigdy. Zacisnęła zęby, może powinna to jednak zrobić najprostszym na świecie sposobem, tak jak Merlin przykazał. Magią jej się nie udało jej załatwić, to może uda się przy pomocy siły i jej pięknego, srebrnego błyszczącego sztyletu.
Nie obawiała się tego, że może ją skrzywdzić, zbyt wiele osób było w niebezpieczeństwie, aby przejmowała się tym, że może jej się stać krzywda. Nie należała do szczególnie rozsądnych osób, szczególnie w sytuacji zagrożenia.
- Jebać to. - Rzuciła w eter. Zacisnęła mocniej sztylet w lewej dłoni, najpierw jednak spróbowała się uchronić przed atakiem trytonki, a później odwdzięczyć jej się tym samym - chciała wbić jej sztylet w łeb.
Sukces!
Sukces!