11.07.2024, 21:00 ✶
Wymiana uczniów była czymś za czym nie przepadał, zarówno jak był w młodszych klasach, jak i starszych. Nowi ludzie w otoczeniu, nowy stres, co jeśli go podsiądą? Co jeśli go zaczepią na korytarzu? Co jeśli będą chcieli mu coś zabrać? Nigdy nie był ich pewien i dlatego ich unikał. Teraz była kolejna porcja nowych twarzy, do tego jedna z nich do niego zagadała i wtedy uznał, że jego pokłady odwagi się całkowicie skończyły. Uciekł, co tu mówić więcej, jak wystraszona fretka oblana wodą.
Ogrody były wybawieniem, zawsze tu pięknie pachniało, zawsze był w stanie znaleźć kąt dla siebie, czy to pod wierzbą czy to w innych zaroślach, tym razem jednak wybrał labirynt. Znał go, rozrysował go podczas chodzenia po nim i dzięki widokom z okiem wyższych pięter. Plan poznał niemal na pamięć, chociaż gdyby zamknął oczy i zakręcił się kilka razy dookoła siebie, to i jemu chwilę by zajęło rozeznanie się, nawet pomimo posiadania trasy w notesie.
Poprawił torbę na ramieniu, aby leżała mu bardziej na biodrze. Niby mówili, żeby nie zrywać tutaj roślin, ale magiczny żywopłot ma tyle listków że nikt tego nie policzy i tak. Szedł więc, wyłapywał wzrokiem co ładniejsze listki, schylał się co chwila do kwiatów, które wyskakiwały to tu to tam uciekając ze swoich typowych miejsc, próbując podbić nowe tereny.
W pewnym jednak momencie stanął jak wryty, widząc jedną z nowych twarzy. Wbił w chłopaka spłoszone spojrzenie. Rozpoznawał go, kilka razy mijali się na korytarzu, ale nigdy nie rozmawiali, Neil zawsze chętnie skręcał w najbliższy korytarz. Tym razem jednak byli tutaj razem, na swój sposób uwięzieni.
- To mój labirynt. - wyrwały mu się słowa zanim zdążył pomyśleć o tym co mówi. Szybko się zaczerwienił na twarzy, głupek, kretyn, takie rzeczy gadać! Normalnie by uciekł, ale w środku czuł przymus by zostać, w końcu nie mógł go zostawić tu samego sobie. Co jeśli umrze z głodu i będzie na niego, że nowemu nie pomógł?
Ogrody były wybawieniem, zawsze tu pięknie pachniało, zawsze był w stanie znaleźć kąt dla siebie, czy to pod wierzbą czy to w innych zaroślach, tym razem jednak wybrał labirynt. Znał go, rozrysował go podczas chodzenia po nim i dzięki widokom z okiem wyższych pięter. Plan poznał niemal na pamięć, chociaż gdyby zamknął oczy i zakręcił się kilka razy dookoła siebie, to i jemu chwilę by zajęło rozeznanie się, nawet pomimo posiadania trasy w notesie.
Poprawił torbę na ramieniu, aby leżała mu bardziej na biodrze. Niby mówili, żeby nie zrywać tutaj roślin, ale magiczny żywopłot ma tyle listków że nikt tego nie policzy i tak. Szedł więc, wyłapywał wzrokiem co ładniejsze listki, schylał się co chwila do kwiatów, które wyskakiwały to tu to tam uciekając ze swoich typowych miejsc, próbując podbić nowe tereny.
W pewnym jednak momencie stanął jak wryty, widząc jedną z nowych twarzy. Wbił w chłopaka spłoszone spojrzenie. Rozpoznawał go, kilka razy mijali się na korytarzu, ale nigdy nie rozmawiali, Neil zawsze chętnie skręcał w najbliższy korytarz. Tym razem jednak byli tutaj razem, na swój sposób uwięzieni.
- To mój labirynt. - wyrwały mu się słowa zanim zdążył pomyśleć o tym co mówi. Szybko się zaczerwienił na twarzy, głupek, kretyn, takie rzeczy gadać! Normalnie by uciekł, ale w środku czuł przymus by zostać, w końcu nie mógł go zostawić tu samego sobie. Co jeśli umrze z głodu i będzie na niego, że nowemu nie pomógł?