11.07.2024, 21:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.07.2024, 21:26 przez Brenna Longbottom.)
Stragan Potterów, Brenna wciska perfumy Jonathanowi, pomocnik Elisy Tedy odpowiada Neilowi
Jonathan, Anthony
Trochę strzelała, trochę polegała na tym, co mówiła o swoich recepturach matka, trochę po doświadczeniach z wybieraniem prezentów dla bliskich, a trochę chodziło o własne obserwacje. Shafiq i Selwyn byli oboje artystycznymi duszami, ale każda na swój własny sposób. Brenna miewała skłonności do analizowania - i analizując tutaj sądziła, że Anthony światu chciał pokazywać się jako mężczyzna szykowany, ale i stonowany, osoba może skłonna do odrobiny ekstrawagancji, przede wszystkim jedna będąca poważnym, właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.
Jonathan miał w sobie więcej szaleństwa, a przynajmniej on chciał, by świat to dostrzegał. Lubił błyszczeć, lubił zwracać na siebie uwagę, lubił zaskakiwać i wyróżniać się na tle innych. Dlatego Anthonyemu podsuwała zapachy luksusowe, może odrobinę nietypowe, ale stonowane - Jonathanowi te, które określano jako odważniejsze, kompozycje mocniejsze, rzecz jasna nie wpadające w żadną przesadę, niegodną Potterów.
- Takich klientów lubimy, panie Shafiq - odparła wesoło. - Tedy, zapakuj proszę dla pana Shafiqa buteleczkę Zieleni Potterów i Cedrowy sen - poprosiła Tedy'ego Morgana, pomocnika i ucznia matki przy okazji. - Doskonały wybór, mam nadzieję, że będzie pan zadowolony – dorzuciła jeszcze, nim Tedy podał mu opakowania w eleganckiej, wygodnej do noszenia torbie.
– Jestem w końcu w połowie Potterówną, panie Selwyn – dodała, uśmiechając się nieco figlarnie do Jonathana i czym prędzej podsunęła mu próbkę zapachu. – Na przeprosiny, tak? Polecić coś uniwersalnego, czy może jakieś konkretne zapachy? Albo w jakiś sposób ją pan opisze? Tutaj mamy na przykład kwiatowo – drzewny zapach, bardzo świeży, idealny na przeprosiny, cytrus, jaśmin i drzewo bursztynowe – wyliczyła, wyciągając próbownik jednej z droższych kompozycji zapachowych, ale takiej, która była zdaniem Brenny stosunkowo „bezpieczna”: nie jakoś ogromnie ekstrawagancka, nie słaba, ale też nie nazbyt ciężka. Dobrać perfumy wiedząc tylko, że miałyby być na przeprosiny (nie pytała nawet dlaczego Jonathan zakładał, że będzie przepraszał, to w końcu Jonathan) stanowiło jednak duże wyzwanie. – Ewentualnie ulubiony produkt większości naszych klientek, Panna Potter, świeża kompozycja, owoce orientalne czyli pomarańcza, grejpfrut i bergamotka, do tego paczula, wanilia, jaśmin i wetwier… ale ja nie będę kręcić, Johny, zawsze uważałam, że to pachnie jak sok owocowy – powiedziała Brenna, przy ostatnich słowach zniżając głos do konspiracyjnego szeptu. Te perfumy sprzedawały się doskonale, ale Brenna nie pojmowała ich popularności. – Hm… to czym spryskała mnie matka chyba będzie za delikatne na przeprosiny – dodała, sięgając po kolejny tester. – Dla wielbicielek mocniejszych zapachów mamy tutaj nieco cięższe perfumy, idealne dla kobiet, które lubią zapadać w pamięć, bogata kompozycja, w jej skład wchodzą między innymi ambra, piżma, irysy oraz cedr…
Urwała, kiedy podszedł kolejny klient i uśmiechnęła z pewnym rozbawieniem na komentarz.
– Tedy, zajmiesz się panem?
Neil
Do Neila podszedł więc Tedy, pomocnik pani Potter, młody chłopak z Doliny. Zdawał się trochę oburzony samą insynuacją, że mogliby sprzedawać felerne produkty, ale skrywał to całkiem nieźle. Ach, dobrze, że nie usłyszała tego pani Potter! Wszak sprzedawali kosmetyki z wyższej półki, tanich rzeczy tu nie było, co najwyżej te przystępne cenowo!
– Efekty uboczne mogą się pojawić tylko w przypadku reakcji alergicznej – wyjaśnił uprzejmie, biorąc jedną buteleczkę szamponu i obracając ją, aby pokazać klientowi etykietę. – Wszystkie potencjalne alergeny można znaleźć tutaj, w dolnej części etykiety z tyłu opakowania. Jeżeli produkt ma działanie magiczne, jest ono wyraźnie opisane o tutaj, większymi literami.
Jonathan, Anthony
Trochę strzelała, trochę polegała na tym, co mówiła o swoich recepturach matka, trochę po doświadczeniach z wybieraniem prezentów dla bliskich, a trochę chodziło o własne obserwacje. Shafiq i Selwyn byli oboje artystycznymi duszami, ale każda na swój własny sposób. Brenna miewała skłonności do analizowania - i analizując tutaj sądziła, że Anthony światu chciał pokazywać się jako mężczyzna szykowany, ale i stonowany, osoba może skłonna do odrobiny ekstrawagancji, przede wszystkim jedna będąca poważnym, właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.
Jonathan miał w sobie więcej szaleństwa, a przynajmniej on chciał, by świat to dostrzegał. Lubił błyszczeć, lubił zwracać na siebie uwagę, lubił zaskakiwać i wyróżniać się na tle innych. Dlatego Anthonyemu podsuwała zapachy luksusowe, może odrobinę nietypowe, ale stonowane - Jonathanowi te, które określano jako odważniejsze, kompozycje mocniejsze, rzecz jasna nie wpadające w żadną przesadę, niegodną Potterów.
- Takich klientów lubimy, panie Shafiq - odparła wesoło. - Tedy, zapakuj proszę dla pana Shafiqa buteleczkę Zieleni Potterów i Cedrowy sen - poprosiła Tedy'ego Morgana, pomocnika i ucznia matki przy okazji. - Doskonały wybór, mam nadzieję, że będzie pan zadowolony – dorzuciła jeszcze, nim Tedy podał mu opakowania w eleganckiej, wygodnej do noszenia torbie.
– Jestem w końcu w połowie Potterówną, panie Selwyn – dodała, uśmiechając się nieco figlarnie do Jonathana i czym prędzej podsunęła mu próbkę zapachu. – Na przeprosiny, tak? Polecić coś uniwersalnego, czy może jakieś konkretne zapachy? Albo w jakiś sposób ją pan opisze? Tutaj mamy na przykład kwiatowo – drzewny zapach, bardzo świeży, idealny na przeprosiny, cytrus, jaśmin i drzewo bursztynowe – wyliczyła, wyciągając próbownik jednej z droższych kompozycji zapachowych, ale takiej, która była zdaniem Brenny stosunkowo „bezpieczna”: nie jakoś ogromnie ekstrawagancka, nie słaba, ale też nie nazbyt ciężka. Dobrać perfumy wiedząc tylko, że miałyby być na przeprosiny (nie pytała nawet dlaczego Jonathan zakładał, że będzie przepraszał, to w końcu Jonathan) stanowiło jednak duże wyzwanie. – Ewentualnie ulubiony produkt większości naszych klientek, Panna Potter, świeża kompozycja, owoce orientalne czyli pomarańcza, grejpfrut i bergamotka, do tego paczula, wanilia, jaśmin i wetwier… ale ja nie będę kręcić, Johny, zawsze uważałam, że to pachnie jak sok owocowy – powiedziała Brenna, przy ostatnich słowach zniżając głos do konspiracyjnego szeptu. Te perfumy sprzedawały się doskonale, ale Brenna nie pojmowała ich popularności. – Hm… to czym spryskała mnie matka chyba będzie za delikatne na przeprosiny – dodała, sięgając po kolejny tester. – Dla wielbicielek mocniejszych zapachów mamy tutaj nieco cięższe perfumy, idealne dla kobiet, które lubią zapadać w pamięć, bogata kompozycja, w jej skład wchodzą między innymi ambra, piżma, irysy oraz cedr…
Urwała, kiedy podszedł kolejny klient i uśmiechnęła z pewnym rozbawieniem na komentarz.
– Tedy, zajmiesz się panem?
Neil
Do Neila podszedł więc Tedy, pomocnik pani Potter, młody chłopak z Doliny. Zdawał się trochę oburzony samą insynuacją, że mogliby sprzedawać felerne produkty, ale skrywał to całkiem nieźle. Ach, dobrze, że nie usłyszała tego pani Potter! Wszak sprzedawali kosmetyki z wyższej półki, tanich rzeczy tu nie było, co najwyżej te przystępne cenowo!
– Efekty uboczne mogą się pojawić tylko w przypadku reakcji alergicznej – wyjaśnił uprzejmie, biorąc jedną buteleczkę szamponu i obracając ją, aby pokazać klientowi etykietę. – Wszystkie potencjalne alergeny można znaleźć tutaj, w dolnej części etykiety z tyłu opakowania. Jeżeli produkt ma działanie magiczne, jest ono wyraźnie opisane o tutaj, większymi literami.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.