12.07.2024, 11:41 ✶
Musiała przyznać, że czuła się nieco niezręcznie w towarzystwie Desmonda - ona, która zdawała się nie zwracać uwagi na konwenanse, żyć chwilą i mieć odpowiedź na wszystko, nagle nie wiedziała, jak powinna się przy nim zachować. Dotychczas jawił jej się jako przyjaciel Oleandra, równie infantylny (zupełnie tak, jakby ona była niby dojrzała) i młodzieńczo impulsywny co jej brat, ale też, będąc zupełnie szczerym, nie miała okazji, by obcować z nim częściej, poza przelotnymi spotkaniami i nigdy lub prawie nigdy tête-à-tête. Przecież kiedy przyszedł do niej pierwszy raz, założyła, że trapiącym go problemem były te, które mieli zazwyczaj chłopcy w jego wieku. W które mógłby wplątać się Oleander.... w część z nich przynajmniej...
Tymczasem Desmond okazał się inny i nie miała pojęcia, czy ta odmienność była czymś dobrym. Na ten moment na pewno byłq czymś nowym i odświeżającym i sama Severine nie mogła zaprzeczyć, że była chłopaka zwyczajnie ciekawa.
— Obawiam się, że on myśli inaczej — pokręciła głową w zamyśleniu, przypominając sobie załącznik do jego ostatniego listu. W co właściwie Desmond w nią pogrywał i skąd wzięło mu się to porównywanie jej do Oleandra? Czy to był jakiś wyrafinowany żart tej dwójki? Kolejny wymierzony w nią cios? — Ale to nie
Chciała tylko wrócić do sypialni, przebrać się w coś wystarczająco eleganckiego na wizytę w restauracji i jednocześnie wygodnego, napełnić żołądek, który coraz bardziej domagał się posiłku, a potem... potem wróciłaby do tego samotnego mieszkania i poszła spać. Może odurzyłaby się wcześniej szklaneczką laudanum lub dwiema. Jeśli nie będą rozmawiać o Oleandrze, być może będzie to całkiem przyjemny wieczór.
Ale wtedy Desmond chwycił ją za szyję i nie pozwolił jej odejść. Właściwie, to Severine nigdzie się nie ruszała - nie wiedziała dokąd ma uciec, ani co powiedzieć. Nigdy w życiu nie wyobrażała sobie nawet, że znajdzie się w takiej sytuacji, dlatego pozwoliła mu dokończyć. Kiedy jednak przełożył jej sukienkę przez głowę, pośpieszne chwyciła materiał i przycisnęła go do piersi. Byle tylko nie zobaczył blizny. Jeszcze nie czas, żeby świat się o niej dowiedział.
— Dziękuję — rzuciła ostro, z wyrzutem wybrzmiewającym w jej vibrato — Dalej poradzę sobie sama.
Tymczasem Desmond okazał się inny i nie miała pojęcia, czy ta odmienność była czymś dobrym. Na ten moment na pewno byłq czymś nowym i odświeżającym i sama Severine nie mogła zaprzeczyć, że była chłopaka zwyczajnie ciekawa.
— Obawiam się, że on myśli inaczej — pokręciła głową w zamyśleniu, przypominając sobie załącznik do jego ostatniego listu. W co właściwie Desmond w nią pogrywał i skąd wzięło mu się to porównywanie jej do Oleandra? Czy to był jakiś wyrafinowany żart tej dwójki? Kolejny wymierzony w nią cios? — Ale to nie
Chciała tylko wrócić do sypialni, przebrać się w coś wystarczająco eleganckiego na wizytę w restauracji i jednocześnie wygodnego, napełnić żołądek, który coraz bardziej domagał się posiłku, a potem... potem wróciłaby do tego samotnego mieszkania i poszła spać. Może odurzyłaby się wcześniej szklaneczką laudanum lub dwiema. Jeśli nie będą rozmawiać o Oleandrze, być może będzie to całkiem przyjemny wieczór.
Ale wtedy Desmond chwycił ją za szyję i nie pozwolił jej odejść. Właściwie, to Severine nigdzie się nie ruszała - nie wiedziała dokąd ma uciec, ani co powiedzieć. Nigdy w życiu nie wyobrażała sobie nawet, że znajdzie się w takiej sytuacji, dlatego pozwoliła mu dokończyć. Kiedy jednak przełożył jej sukienkę przez głowę, pośpieszne chwyciła materiał i przycisnęła go do piersi. Byle tylko nie zobaczył blizny. Jeszcze nie czas, żeby świat się o niej dowiedział.
— Dziękuję — rzuciła ostro, z wyrzutem wybrzmiewającym w jej vibrato — Dalej poradzę sobie sama.