Victorio,
Fuego nie był jedynym przypadkiem - nieszczęścia nawiedzały New Forest dalej. Teraz wiem, kto był za to odpowiedzialny. Ponieważ miałem przyjemność poznać Geraldine, jego siostrę, przekazuje to między nami. Nie chciałbym tworzyć jej problemów z rozpowszechnioną wiedzą na temat tego, jakie wybryki robi jej brat. Thoran Yaxley. Być może coś mówi ci to imię i nazwisko, a być może nie. Na razie sytuacja się uspokoiła (całe szczęście, bo planowałem krótki wyjazd za biznesem). Napisałem do Geraldine - być może ona sprawę rozwiązała, a może zwyczajnie Thoran się znudził.
Uspokoję cię - nikt nie ucierpiał. Ani nic. Przynajmniej na dłuższą metę. Próbował zabawić się z Dumą, ale go pogonił. Za drugim razem coś na nim namalował, czy narysował - sam nie wiem, szybko się zmyło. Dorwał się do koni i gdyby nie szybka interwencja weterynarza musiałbym ukrócić ich cierpienie. Najbardziej ucierpiały końcowo hipogryfy, które w wyniku jego psot się podziobały... Biedne młodziaki nie wiedziały, co się dzieje - pozakładał im opaski na oczy, wyobrażasz sobie? Te nie-przygody, które on uznawał za żarty zostawiając przezabawne karteczki po sobie na szczęście, jak napisałem, nie miały żadnego dramatycznego finishu. Nie uwierzysz, ale jego zwieńczeniem tego poranka było zastawienie na mnie sideł w lesie. I nie - znów nic się nie stało. Jedyna realna strata moje nerwy - do tego jednak już się przyzwyczaiłem.
Zanim zapytasz - nie mam pojęcia, jak tego wszystkiego dokonał. I nikt niczego w zasadzie nie widział.