13.07.2024, 10:32 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.07.2024, 10:41 przez Florence Bulstrode.)
Z Patrickiem, przy zaklętej wodzie przy skałach
– Zgrabna odpowiedź – stwierdziła Florence, uśmiechając się do niego lekko. Swoboda faktycznie nie była czymś, co ją definiowało: i nigdy nawet nie przyszłoby jej na myśl obrazić się, gdyby ktoś jej to zarzucał (czy kiedy ktoś to zarzucał, bo zdarzyło się parę razy). Może wynikało to z wrodzonego charakteru, może z podświadomej, ale obecnej w niej od małego chęci stworzenia przeciwwagi wobec uroczej, ale nazbyt beztroskiej matki, może z traktowania bardzo poważnie roli starszej siostry, może z tego, że jeden z jej braci i niemal wszyscy kuzyni byli aż tak chętni do swawoli… ale ona zawsze próbowała być odpowiedzialna. – Serwują tu amortencję? Bogowie, podawali ją na weselu Blacków, wyobrażasz to sobie? Jeśli słyszałeś, że mój brat pobił kogoś na parkiecie… doprowadziły do tego właśnie przeklęte drinki… – mruknęła, obracając się odruchowo w stronę miejsca, gdzie podawano drinki. Te tutaj w istocie były dużo mniej szalone niż te serwowane u Blacków, ale Florence właśnie zdecydowała, że chyba nie będzie po nie sięgała: w końcu nie wiedziała, jakie mogą mieć skutki. – Patricku, obawiam się, że gdybyś oświadczył się tutaj, mój brat postanowiłby od razu znaleźć kapłana, jeszcze nim zdążyłbyś otrzeźwieć, więc strzeż się. Z jakichś powodów Atreusowi chyba mocno zależy, aby mnie wyswatać. Nie jestem pewna, czy chce odwrócić w ten sposób uwagę rodziców od siebie, czy od swoich ostatnich wybryków.
Obie wersje były równie prawdopodobne. Wprawdzie rodzice powinni najbardziej chcieć znaleźć partnerkę dla starszego, odpowiedzialnego Oriona, ale ich matka potrafiła ze wszystkiego zrobić zakład, i jak Percival uważał, że to Orion pierwszy stanie na ślubnym kobiercu (i gdyby nie to, że Florence nie pochwalała takiego zakładu, obstawiłaby jak ojciec), tak Enida obstawiała Atreusa. W tej chwili jednak bardzo możliwe, że chodziło o jego ostatnie wyczyny, które zaczęły już martwić chyba nawet bardzo beztroską i patrzącą na wszystko przez palce panią Bulstrode.
Florence nawet zdążyła już załatwić w szpitalu parę fiolek i dla Patricka, po liście od brata – nie zdążyła mu jedynie jeszcze ich przesłać. Chłód ciał Patricka i Atreusa był dla niej nieustannie zauważalny, przypomnienie, że coś jest nie tak: że człowiek nie powinien być tak zimny. Ale byli jej zbyt bliscy, aby po tych pierwszych razach, gdy miała okazję dotknąć zimnej skóry, wzdrygała się pod ich dotykiem.
– Rozumiem. Byłam tylko… trochę zdziwiona. Prędzej… chociaż nie, Ori jest bardzo przywiązany do zasad – mruknęła z zastanowieniem, w pierwszej chwili chcąc powiedzieć, że prędzej spodziewałaby się tutaj Oriona. Ale po chwili rozważenia: ten służył wiernie Ministerstwu, z kolei Atri… nie widziała go poświęcającego się tylko dla dobra sprawy, ale ten chłopak zawsze lubił ryzyko i kłopoty. Żaden z nich jednak nie był dla niej materiałem do ruchu oporu. Nie bez dobrych powodów. Sama nim nie była: jeden powodów szedł obok niej, drugi właśnie pobiegł na plażę, a trzecim byli ci wszyscy ranni podczas Beltane. – Hm… – powiedziała jeszcze, bo gdy obróciła się za Atreusem, miała okazję zaobserwować z dala scenkę na plaży. Ale dzielili ich teraz wszyscy inni bawiący się, Basilius wstał sam, a chociaż zmarszczka, która pojawiła się na czole Florence świadczyła o niezadowoleniu, to nie miała zamiaru obsztorcować dwóch dorosłych mężczyzn przy ludziach, przyjaciołach i obcych. Florence nie urządzała scen, nie rzuciła się więc biegiem przez całą plażę.
A parę pytań odłożyła na potem. Bo miała wielką ochotę je zadać: magiczna muszelka tylko potęgowała jej irytację.
– Zdaje się, że jest zaklęta? – spytała więc jedynie, też spoglądając na wodę, mieniącą się pośród skał.
!magicznawoda
– Zgrabna odpowiedź – stwierdziła Florence, uśmiechając się do niego lekko. Swoboda faktycznie nie była czymś, co ją definiowało: i nigdy nawet nie przyszłoby jej na myśl obrazić się, gdyby ktoś jej to zarzucał (czy kiedy ktoś to zarzucał, bo zdarzyło się parę razy). Może wynikało to z wrodzonego charakteru, może z podświadomej, ale obecnej w niej od małego chęci stworzenia przeciwwagi wobec uroczej, ale nazbyt beztroskiej matki, może z traktowania bardzo poważnie roli starszej siostry, może z tego, że jeden z jej braci i niemal wszyscy kuzyni byli aż tak chętni do swawoli… ale ona zawsze próbowała być odpowiedzialna. – Serwują tu amortencję? Bogowie, podawali ją na weselu Blacków, wyobrażasz to sobie? Jeśli słyszałeś, że mój brat pobił kogoś na parkiecie… doprowadziły do tego właśnie przeklęte drinki… – mruknęła, obracając się odruchowo w stronę miejsca, gdzie podawano drinki. Te tutaj w istocie były dużo mniej szalone niż te serwowane u Blacków, ale Florence właśnie zdecydowała, że chyba nie będzie po nie sięgała: w końcu nie wiedziała, jakie mogą mieć skutki. – Patricku, obawiam się, że gdybyś oświadczył się tutaj, mój brat postanowiłby od razu znaleźć kapłana, jeszcze nim zdążyłbyś otrzeźwieć, więc strzeż się. Z jakichś powodów Atreusowi chyba mocno zależy, aby mnie wyswatać. Nie jestem pewna, czy chce odwrócić w ten sposób uwagę rodziców od siebie, czy od swoich ostatnich wybryków.
Obie wersje były równie prawdopodobne. Wprawdzie rodzice powinni najbardziej chcieć znaleźć partnerkę dla starszego, odpowiedzialnego Oriona, ale ich matka potrafiła ze wszystkiego zrobić zakład, i jak Percival uważał, że to Orion pierwszy stanie na ślubnym kobiercu (i gdyby nie to, że Florence nie pochwalała takiego zakładu, obstawiłaby jak ojciec), tak Enida obstawiała Atreusa. W tej chwili jednak bardzo możliwe, że chodziło o jego ostatnie wyczyny, które zaczęły już martwić chyba nawet bardzo beztroską i patrzącą na wszystko przez palce panią Bulstrode.
Florence nawet zdążyła już załatwić w szpitalu parę fiolek i dla Patricka, po liście od brata – nie zdążyła mu jedynie jeszcze ich przesłać. Chłód ciał Patricka i Atreusa był dla niej nieustannie zauważalny, przypomnienie, że coś jest nie tak: że człowiek nie powinien być tak zimny. Ale byli jej zbyt bliscy, aby po tych pierwszych razach, gdy miała okazję dotknąć zimnej skóry, wzdrygała się pod ich dotykiem.
– Rozumiem. Byłam tylko… trochę zdziwiona. Prędzej… chociaż nie, Ori jest bardzo przywiązany do zasad – mruknęła z zastanowieniem, w pierwszej chwili chcąc powiedzieć, że prędzej spodziewałaby się tutaj Oriona. Ale po chwili rozważenia: ten służył wiernie Ministerstwu, z kolei Atri… nie widziała go poświęcającego się tylko dla dobra sprawy, ale ten chłopak zawsze lubił ryzyko i kłopoty. Żaden z nich jednak nie był dla niej materiałem do ruchu oporu. Nie bez dobrych powodów. Sama nim nie była: jeden powodów szedł obok niej, drugi właśnie pobiegł na plażę, a trzecim byli ci wszyscy ranni podczas Beltane. – Hm… – powiedziała jeszcze, bo gdy obróciła się za Atreusem, miała okazję zaobserwować z dala scenkę na plaży. Ale dzielili ich teraz wszyscy inni bawiący się, Basilius wstał sam, a chociaż zmarszczka, która pojawiła się na czole Florence świadczyła o niezadowoleniu, to nie miała zamiaru obsztorcować dwóch dorosłych mężczyzn przy ludziach, przyjaciołach i obcych. Florence nie urządzała scen, nie rzuciła się więc biegiem przez całą plażę.
A parę pytań odłożyła na potem. Bo miała wielką ochotę je zadać: magiczna muszelka tylko potęgowała jej irytację.
– Zdaje się, że jest zaklęta? – spytała więc jedynie, też spoglądając na wodę, mieniącą się pośród skał.
!magicznawoda