13.07.2024, 12:45 ✶
Zmokła kura - teraz to mnie prześladowało. Stałem tak w progu domku, przygarbiony, jakby zmoknięty, ale całkiem suchy. To wstrętne uczucie wilgoci wciskającej się w każdy możliwy skrawek odzienia, a później również skóry, nie potrafiło mnie jakoś opuścić, mimo że już nie padało, już na powrót było lato. Nawet zadrżałem, jakby było mi zimno, choć zimno mi nie było. Nie mogło już być. Co najwyżej ciepło, kiedy piłem krew. Trzymałem się tych ludzkich reakcji, jakby były czymś normalnym, a już dla mnie nie były... niczym. Może jedną z ostatnich kotwic, które łączyły mnie z człowieczeństwem.
Wparowałem do środka, zanim cokolwiek powiedziałem. Dosłownie tak, jakbym chciał zwiać tej ulewie, której już nie było i której na dobrą sprawę wcale nie było. Naiwne i głupie odruchy, ale odetchnąłem z ulgą. Względnie, bo w domu, poza tym psiskiem, co na mnie łypało złowrogo, kompletnie cicho było. Na tym pustkowiu siedział kompletnie sam. Aż się prosił o tarapaty.
- Wybacz, ale wpadłem tu od razu..., kiedy tylko przeczytałem ten głupi artykuł do wczorajszej gazety. Zastanawiałem się właśnie, czy jesteś w jednym kawałku, czy w kawałkach stu - odparłem ze znaczną ironią w głosie. Może to nie było gościnne, ale odruchowo zacząłem robić rekonesans po domu. Zboczenie rodowe. Yaxleyowie nigdy nie schodzili z polowania. A jeszcze mieliśmy sytuację, w której zaraz mogli nam tu zacząć wbijać czarnoksiężnicy. Na takie ścierwo to ja jeszcze nie polowałem. Ściągnąłem zaklętą kuszę z pleców, a różdżkę wcisnąłem do spodni. Ubrany na polowanie, choć nie zabrałem ze sobą wszystkiego. Właściwie to wciągnąłem jedynie spodnie na tyłek i ciężkie buciory na stopy, a w tej koszulce to właściwie spałem jeszcze parę godzin temu.
- Dobry wieczór - dodałem, reflektując się w czas. Odłożyłem kuszę na stolik (?) w przedpokoju. Powróciłem wzrokiem do Laurenta. Minę mogłem mieć taką, jakbym chciał mu przywalić, ale oczy z kolei wyrażały olbrzymią troskę. - Życie ci niemiłe?! Zdajesz sobie sprawę, że to pchanie się w trumnę?! A na domiar złego wbijam tu w środku nocy, a ty sobie siedzisz sam z psem, a na zewnątrz panuje kompletna cisza... Czarująca, co prawda, ale za długo to ona potrwać wcale nie musi! - zauważyłem z wyrzutem. Chyba schodziły ze mnie emocje. Odkąd zostałem wampirem, to zrobiłem się wyczulony na głupotę bliskich mi osób. Sam robiłem błędy, a w przeszłości to już w ogóle byłem głupkiem, ale ile ja miałem lat...? A oni ile?! Nie powinienem im niańczyć, ale najwyraźniej musiałem.
- Czemu nie masz obstawy? I co to za miejsce?! - podjąłem po chwili, bo tak właśnie do mnie dotarło, że ten domek to kompletnie mi do Laurenta nie pasował. To również była jakaś iluzja... czy jak?
Wparowałem do środka, zanim cokolwiek powiedziałem. Dosłownie tak, jakbym chciał zwiać tej ulewie, której już nie było i której na dobrą sprawę wcale nie było. Naiwne i głupie odruchy, ale odetchnąłem z ulgą. Względnie, bo w domu, poza tym psiskiem, co na mnie łypało złowrogo, kompletnie cicho było. Na tym pustkowiu siedział kompletnie sam. Aż się prosił o tarapaty.
- Wybacz, ale wpadłem tu od razu..., kiedy tylko przeczytałem ten głupi artykuł do wczorajszej gazety. Zastanawiałem się właśnie, czy jesteś w jednym kawałku, czy w kawałkach stu - odparłem ze znaczną ironią w głosie. Może to nie było gościnne, ale odruchowo zacząłem robić rekonesans po domu. Zboczenie rodowe. Yaxleyowie nigdy nie schodzili z polowania. A jeszcze mieliśmy sytuację, w której zaraz mogli nam tu zacząć wbijać czarnoksiężnicy. Na takie ścierwo to ja jeszcze nie polowałem. Ściągnąłem zaklętą kuszę z pleców, a różdżkę wcisnąłem do spodni. Ubrany na polowanie, choć nie zabrałem ze sobą wszystkiego. Właściwie to wciągnąłem jedynie spodnie na tyłek i ciężkie buciory na stopy, a w tej koszulce to właściwie spałem jeszcze parę godzin temu.
- Dobry wieczór - dodałem, reflektując się w czas. Odłożyłem kuszę na stolik (?) w przedpokoju. Powróciłem wzrokiem do Laurenta. Minę mogłem mieć taką, jakbym chciał mu przywalić, ale oczy z kolei wyrażały olbrzymią troskę. - Życie ci niemiłe?! Zdajesz sobie sprawę, że to pchanie się w trumnę?! A na domiar złego wbijam tu w środku nocy, a ty sobie siedzisz sam z psem, a na zewnątrz panuje kompletna cisza... Czarująca, co prawda, ale za długo to ona potrwać wcale nie musi! - zauważyłem z wyrzutem. Chyba schodziły ze mnie emocje. Odkąd zostałem wampirem, to zrobiłem się wyczulony na głupotę bliskich mi osób. Sam robiłem błędy, a w przeszłości to już w ogóle byłem głupkiem, ale ile ja miałem lat...? A oni ile?! Nie powinienem im niańczyć, ale najwyraźniej musiałem.
- Czemu nie masz obstawy? I co to za miejsce?! - podjąłem po chwili, bo tak właśnie do mnie dotarło, że ten domek to kompletnie mi do Laurenta nie pasował. To również była jakaś iluzja... czy jak?