13.07.2024, 18:08 ✶
Basilius w pierwszej chwili otworzył usta, zamknął je, otworzył, a potem znowu zamknął. Nie spodziewał się dzisiaj takiej szczerości po bracie. Nie, inaczej, w ogóle nie spodziewał się takiej szczerości po bracie, a już na pewno nie w najbliższym czasie. Widział, że Icarus miał problem, widział, że trzeba mu pomóc, ale nie do końca potrafił dobrać tak słowa, by naprawdę coś zdziałały. No i był zmęczony. Zmęczony tym, że nie był w stanie być skutecznym wsparciem, bo komentarze odnośnie picia alkoholu, niestety nie wystarczały. Pozostawała też kwestia tego, że stan brata łączył się ze śmiercią ojca, a o nim z kolei to Basilius nie chciał rozmawiać.
– No dobrze – westchnął cicho, przerywając w końcu milczenie. Mówił trochę dziwnie przez uszkodzony nos i nigdzie w pobliżu nie miał chusteczki, aby wytrzeć krew, ale nie zwracał na to na razie uwagi. – Po pierwsze, bardzo wątpię, że mam złamany nos – Bolało jak cholera, ale czarownica chyba jedynie go mocno obiła. – Po drugie. – Zawahał się na chwilę po czym ostrożnie podszedł do brata i usiadł obok niego na podłodze, kładąc mu rekę na prawym ramieniu. – Jest ci ciężko. To normalne. Nie minęło tak dużo czasu. Jeśli chcesz możemy jutro usiąść i zastanowisz się co dalej? Może będzie ci łatwiej, jeśli powiesz to komuś na głos, ale... – Był zły. Zły na martwego ojca, że Icarus myślał, że bez niego sobie nie poradzi, nawet jeśli był lepszy od zmarłego pod każdym względem. Dedalus Prewett oczywiście nie zasługiwał na śmierć, ale w jego opini nie zasługiwal też, by jego odejście rzucało taki cień na jedynego syna, którego doceniał. – Ale cokolwiek zrobisz, jestem pewny, że poradzisz sobie też bez niego.
– No dobrze – westchnął cicho, przerywając w końcu milczenie. Mówił trochę dziwnie przez uszkodzony nos i nigdzie w pobliżu nie miał chusteczki, aby wytrzeć krew, ale nie zwracał na to na razie uwagi. – Po pierwsze, bardzo wątpię, że mam złamany nos – Bolało jak cholera, ale czarownica chyba jedynie go mocno obiła. – Po drugie. – Zawahał się na chwilę po czym ostrożnie podszedł do brata i usiadł obok niego na podłodze, kładąc mu rekę na prawym ramieniu. – Jest ci ciężko. To normalne. Nie minęło tak dużo czasu. Jeśli chcesz możemy jutro usiąść i zastanowisz się co dalej? Może będzie ci łatwiej, jeśli powiesz to komuś na głos, ale... – Był zły. Zły na martwego ojca, że Icarus myślał, że bez niego sobie nie poradzi, nawet jeśli był lepszy od zmarłego pod każdym względem. Dedalus Prewett oczywiście nie zasługiwał na śmierć, ale w jego opini nie zasługiwal też, by jego odejście rzucało taki cień na jedynego syna, którego doceniał. – Ale cokolwiek zrobisz, jestem pewny, że poradzisz sobie też bez niego.