13.07.2024, 21:31 ✶
Ojciec wydawał się rozczarowany i Charlie poczuł, jak w jego wnętrzu coś po raz kolejny pęka. Richard wiedział, że Charles się starał, ale to było zbyt mało. Zbyt mało, by ojciec chociaż był zadowolony. Gest, który wykonał, gdy pochylił się i przetarł twarz, jasno o tym świadczył.
- Przepraszam, ojcze. Sądziłem, że będzie dobrze, jeśli trochę oprzątnę w zakładzie... i wtedy rzuciły mi się w oczy. - Wyjaśnił, bo jego dobre chęci po raz kolejny przekładały się na same minusy, wszystko, co prowadziło do katastrofy! - Więcej tego nie zrobię. A jeśli będę chciał zrobić coś własnego, nie będę używał pracowni i składników wuja. - Obiecał. To było jedyne wyjście, skoro miał oddzielić swoje eksperymenty od biznesu rodziny. Miał wiele pomysłów i chciałby je zrealizować, lecz Mulciberowie nie wydawali się otwarci na zmiany. Zrozumiał, że pod skrzydłami Roberta może mieć problem z rozwojem oferty, jeśli tego chciałby. - Moje świeczki nie były z oferty sklepu, ale przyniosły trochę zysku? - Podkreślił, bo ojciec tego nie widział. Nie widział potencjału, jaki mogły przynieść niegrzeczne wyroby! W tym smutnym mieście, tego potrzebowali! - Nigdy nie miały być sygnowane nazwiskiem, ojcze. Przepraszam, masz rację. To nie powinno się tu znaleźć. Porozmawiam z Isaaciem i obiecuję ci, że to wszystko odwrócę. Tato... - Jęknął nieco uleglej i pochylił się w stronę mężczyzny, jakby spodziewając się, że będzie mógł cieszyć się choćby ręką na ramieniu. Choćby poklepaniem po głowie, jak psa, który rozszarpał poduszkę, ale przecież wciąż był ulubionym pupilem! - Nigdy więcej nie powtórzę nic takiego. Obiecuję ci to. Przepraszam, tato.
- Przepraszam, ojcze. Sądziłem, że będzie dobrze, jeśli trochę oprzątnę w zakładzie... i wtedy rzuciły mi się w oczy. - Wyjaśnił, bo jego dobre chęci po raz kolejny przekładały się na same minusy, wszystko, co prowadziło do katastrofy! - Więcej tego nie zrobię. A jeśli będę chciał zrobić coś własnego, nie będę używał pracowni i składników wuja. - Obiecał. To było jedyne wyjście, skoro miał oddzielić swoje eksperymenty od biznesu rodziny. Miał wiele pomysłów i chciałby je zrealizować, lecz Mulciberowie nie wydawali się otwarci na zmiany. Zrozumiał, że pod skrzydłami Roberta może mieć problem z rozwojem oferty, jeśli tego chciałby. - Moje świeczki nie były z oferty sklepu, ale przyniosły trochę zysku? - Podkreślił, bo ojciec tego nie widział. Nie widział potencjału, jaki mogły przynieść niegrzeczne wyroby! W tym smutnym mieście, tego potrzebowali! - Nigdy nie miały być sygnowane nazwiskiem, ojcze. Przepraszam, masz rację. To nie powinno się tu znaleźć. Porozmawiam z Isaaciem i obiecuję ci, że to wszystko odwrócę. Tato... - Jęknął nieco uleglej i pochylił się w stronę mężczyzny, jakby spodziewając się, że będzie mógł cieszyć się choćby ręką na ramieniu. Choćby poklepaniem po głowie, jak psa, który rozszarpał poduszkę, ale przecież wciąż był ulubionym pupilem! - Nigdy więcej nie powtórzę nic takiego. Obiecuję ci to. Przepraszam, tato.