13.07.2024, 21:41 ✶
Tego popołudnia, Basilius musiał dosłownie załatwić coś na chwilę na Pokątnej, a potem po prostu zamierzał wrócić do domu i zająć się swoimi sprawami, zwłaszcza że po ostatnim feralnyn locie na miotle wciąż był trochę poobijany, chociaż Florence poskładała go naprawdę sprawnie. Patrząc jednak na to, jak bardzo pechowy mógł być dla niego tamten upadek, to fakt, że Prewetta obecnie bolała jedynie kostka, gdy za długo chodził, a na czole dalej widniał mu spory siniak, to chyba i tak nie powinien szczególnie narzekać.
Akurat wychodził ze sklepu, w ktorym kupił kilka składników na potrzebne mu eliksiry, przy nieco bardziej opustoszałej części ulicy, gdy kilka metrów dalej zobaczył doskonale mu znaną jasną czuprynę.
Uśmiechnął się i ruszył w tamtym kierunku, ciesząc się, że w końcu widzi w te lato kuzyna w stanie innym niż ranny, lub umierający.
Prewett szybko jednak zobaczył też czemu przed sklepem było jakoś mniej ludzi – w pobliżu stała grupka starych czarodziejów, wszyscy ubrani w podobne czerwone szaty, które swoją barwą korespondowały z emocjami w okół toczącej się dyskusji. Zdecydowanie nie było ich tu jeszcze dziesięć minut temu. Prewett jeszcze nie do końca wiedział o czym dokładnie rozmawiali, ale udało mu się wychwycić nazwisko ich obecnej Ministry Magii i ozdobionych kilkoma obelgami.
Nie, nie będzie się w to angażował.
Szybko podszedł do kuzyna, próbując ignorować coraz to bardziej poirytowanych czarodziejów.
– Hej. Wszystko dobrze? – zadał to pytanie niemal odruchowo, chociaż przecież Laurent nie wyglądał, jakby miał zaraz umrzeć.
Akurat wychodził ze sklepu, w ktorym kupił kilka składników na potrzebne mu eliksiry, przy nieco bardziej opustoszałej części ulicy, gdy kilka metrów dalej zobaczył doskonale mu znaną jasną czuprynę.
Uśmiechnął się i ruszył w tamtym kierunku, ciesząc się, że w końcu widzi w te lato kuzyna w stanie innym niż ranny, lub umierający.
Prewett szybko jednak zobaczył też czemu przed sklepem było jakoś mniej ludzi – w pobliżu stała grupka starych czarodziejów, wszyscy ubrani w podobne czerwone szaty, które swoją barwą korespondowały z emocjami w okół toczącej się dyskusji. Zdecydowanie nie było ich tu jeszcze dziesięć minut temu. Prewett jeszcze nie do końca wiedział o czym dokładnie rozmawiali, ale udało mu się wychwycić nazwisko ich obecnej Ministry Magii i ozdobionych kilkoma obelgami.
Nie, nie będzie się w to angażował.
Szybko podszedł do kuzyna, próbując ignorować coraz to bardziej poirytowanych czarodziejów.
– Hej. Wszystko dobrze? – zadał to pytanie niemal odruchowo, chociaż przecież Laurent nie wyglądał, jakby miał zaraz umrzeć.