13.07.2024, 21:56 ✶
Nawet Brenna, która bywała chaotyczna, cierpiała w archiwum BUM, bo wbrew pozorom gdy szło o pracę miała swój system. Robiła listy, kolekcjonowała rzeczy w segregatorach, zapas jej notatników zdawał się nie mieć końca, do list dołączała załączniki, i listy załączników… Dla postronnego mogło to wszystko być mało uporządkowane, ale ona umiała błyskawicznie znaleźć to, czego chciała. W archiwach BUM, niestety, to nie było takie łatwe.
– Biorąc pod uwagę, że to paskudna nekromancja… lepiej o tym za bardzo nie opowiadać ludziom – mruknęła, dość oględnie, bo na tym etapie nie było już sensu prosić go o zachowanie dyskrecji. Brenna rzadko ufała ludziom – pewien paradoks przy tym, jak bardzo większość lubiła – ale byłaby skłonna zaufać, że akurat Prewett zamknąłby buzię na kłódkę, gdyby o to poprosiła. Tyle że na to zdawało się już za późno.
– Hm, tu skończyłeś pod ziemią, ja w mrocznym lesie, więc sama nie wiem, czy można mówić o braku pecha. Jakby co nie obrażę się, jeśli na sam mój widok będziesz rzucał się biegiem w drugą str…
Urwała, odruchowo wyciągając ręce, ale nie poruszyła się dość szybko, aby go złapać. Mogła tylko podeprzeć Basiliusa i pomóc mu dźwignąć się z trawy. Obrzuciła uzdrowiciela uważnym spojrzeniem, upewniając się, że jest cały i zdrowy, a kiedy nie dostrzegła żadnych poważnych obrażeń, uśmiechnęła się mimowolnie.
– Tym razem to ty padasz mi do stóp – skomentowała z zawadiackim uśmiechem, zanim go puściła i pozwoliła, aby udał się w kierunku domków. Może miał rację. Może naprawdę byli przeklęci. I może nie powinno jej to do pewnego stopnia bawić, a jednak bawiło, bo chyba nie wierzyła, że to tak, że gdyby nie druga strona, to żadne z nich nie wpakowałoby się w kłopoty.
A potem znów położyła się na trawie. Kazał jej w końcu odpocząć, a parę minut takiego leżenia to był najlepszy odpoczynek, na jaki mogła sobie pozwolić.
– Biorąc pod uwagę, że to paskudna nekromancja… lepiej o tym za bardzo nie opowiadać ludziom – mruknęła, dość oględnie, bo na tym etapie nie było już sensu prosić go o zachowanie dyskrecji. Brenna rzadko ufała ludziom – pewien paradoks przy tym, jak bardzo większość lubiła – ale byłaby skłonna zaufać, że akurat Prewett zamknąłby buzię na kłódkę, gdyby o to poprosiła. Tyle że na to zdawało się już za późno.
– Hm, tu skończyłeś pod ziemią, ja w mrocznym lesie, więc sama nie wiem, czy można mówić o braku pecha. Jakby co nie obrażę się, jeśli na sam mój widok będziesz rzucał się biegiem w drugą str…
Urwała, odruchowo wyciągając ręce, ale nie poruszyła się dość szybko, aby go złapać. Mogła tylko podeprzeć Basiliusa i pomóc mu dźwignąć się z trawy. Obrzuciła uzdrowiciela uważnym spojrzeniem, upewniając się, że jest cały i zdrowy, a kiedy nie dostrzegła żadnych poważnych obrażeń, uśmiechnęła się mimowolnie.
– Tym razem to ty padasz mi do stóp – skomentowała z zawadiackim uśmiechem, zanim go puściła i pozwoliła, aby udał się w kierunku domków. Może miał rację. Może naprawdę byli przeklęci. I może nie powinno jej to do pewnego stopnia bawić, a jednak bawiło, bo chyba nie wierzyła, że to tak, że gdyby nie druga strona, to żadne z nich nie wpakowałoby się w kłopoty.
A potem znów położyła się na trawie. Kazał jej w końcu odpocząć, a parę minut takiego leżenia to był najlepszy odpoczynek, na jaki mogła sobie pozwolić.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.