13.07.2024, 22:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.07.2024, 22:45 przez Jonathan Selwyn.)
Stoisko Potterów, rozmawiam z Brenną, dalej jestem osierocony przez Anthony'ego
– To znaczy, aby nie było. Może przeprosiny nie będą wymagane, wtedy perfumy skończą jako zwykły prezent – uściślił, aby nie wyszło na to, że jechał do Mediolanu już z zamiarem podpadnięcia Charlotte. – Hm... Zobaczmy. – Opisać Lottie, to trochę tak, jakby opisać lecący w ciebie meteoryt. – Jakby to powiedzieć. Wyobraź sobie, że idziesz szczęśliwa polną drogą, pełną najpiękniejszych kwiatów jakie kiedykolwiek w życiu widziałaś, a na błękitnym niebie słońce świeci tak jasno, jak nigdy i wtedy z tych pięknych kwiatów, rozjaśnionych jasnym słońcem na tej polnej drodze, wyłania się żmija. Ale nie byle jaka żmija, bo taka która zasługuje na podziw jednocześnie ze względu na swoją niespotykaną jadowitość, jak i hipnotyzujący wygląd. I co więcej, ta żmija naprawdę cię lubi i toleruje – powiedział w końcu uśmiechając się nieco.
Chociaż Brenna zdecydowanie potrafiła robić każdemu reklamę, to jednak żadna z jej poprzednich propozycji nie przypadła mu do gustu i trochę żałował, że Anthony go porzucił na rzecz innej znajomej, bo by się tutaj przydał. Nie, że kompozycje nie brzmiały dobrze, po prostu nie miały w sobie tego czegoś, co potrzebował dla tej konkretnej osoby, aż wreszcie usłyszał hasło dla kobiet, które lubią zapadać w pamięć.
– Tak. To będzie zdecydowanie to. Idealnie. Dziękuję Brenno – powiedział z szerokim uśmiechem, a potem zerknął za odchodzącym już do innego stoiska czarodziejem. – Dobrze, że twoja matka tego nie słyszała.
– To znaczy, aby nie było. Może przeprosiny nie będą wymagane, wtedy perfumy skończą jako zwykły prezent – uściślił, aby nie wyszło na to, że jechał do Mediolanu już z zamiarem podpadnięcia Charlotte. – Hm... Zobaczmy. – Opisać Lottie, to trochę tak, jakby opisać lecący w ciebie meteoryt. – Jakby to powiedzieć. Wyobraź sobie, że idziesz szczęśliwa polną drogą, pełną najpiękniejszych kwiatów jakie kiedykolwiek w życiu widziałaś, a na błękitnym niebie słońce świeci tak jasno, jak nigdy i wtedy z tych pięknych kwiatów, rozjaśnionych jasnym słońcem na tej polnej drodze, wyłania się żmija. Ale nie byle jaka żmija, bo taka która zasługuje na podziw jednocześnie ze względu na swoją niespotykaną jadowitość, jak i hipnotyzujący wygląd. I co więcej, ta żmija naprawdę cię lubi i toleruje – powiedział w końcu uśmiechając się nieco.
Chociaż Brenna zdecydowanie potrafiła robić każdemu reklamę, to jednak żadna z jej poprzednich propozycji nie przypadła mu do gustu i trochę żałował, że Anthony go porzucił na rzecz innej znajomej, bo by się tutaj przydał. Nie, że kompozycje nie brzmiały dobrze, po prostu nie miały w sobie tego czegoś, co potrzebował dla tej konkretnej osoby, aż wreszcie usłyszał hasło dla kobiet, które lubią zapadać w pamięć.
– Tak. To będzie zdecydowanie to. Idealnie. Dziękuję Brenno – powiedział z szerokim uśmiechem, a potem zerknął za odchodzącym już do innego stoiska czarodziejem. – Dobrze, że twoja matka tego nie słyszała.