14.07.2024, 00:14 ✶
- Zrób mi tę herbatę, proszę... Będę miał czym zająć dłonie! W innym wypadku poprzestawiam ci wszystko, co będę miał w zasięgu ręki... i poza jej obrębem również - zaśmiałem się, znowu uciekając gdzieś spojrzeniem. Zdawało mi się, że moje słowa za bardzo Laurent wziął sobie do serca, bo widziałem tę gwałtowną zmianę w jego spojrzeniu, zarejestrowałem kątem oka dłonie zaciśnięte na blacie. Nie było to moim zamiarem by nim wstrząsać. Stało się inaczej i za bardzo nie mogłem temu zaradzić, bo byłem martwy. Pełne otuchy ciepłe przytulaski nie pod tym adresem. Świetny ten pan książę, co jeszcze bardziej mroził serce księżniczki swoimi opowiastkami i dotykiem...
Ale! Jeśli o te moje tańcujące dłonie chodziło, właśnie uderzyłem, może nieco za głośno, w blat, chcąc zagłuszyć tę ciszę, zrobić wyraźny przecinek w naszej dyskusji, może nieco zresetować nastroje. Dumie z pewnością się to nie spodobało, ale wróciłem uśmiechnięty teraz również spojrzeniem do Laurenta. Były w nich również te niegrzeczne błyski, te niegrzeczne iskierki, których obiecałem sobie nie powracać za nieżycia, ale... ten słodki flirt sam pchał się na usta. Jak ja mogłem go powstrzymywać, szczególnie że księżniczce z pewnością miał się spodobać...?! Nie było opcji by tę falę powstrzymać. Zresztą, Duma była w pogotowiu.
- Oczywiście, że lepsi są ludzie z całą kolekcją! - odparłem nader pewny siebie, opierając się łokciami o blat, a jeden ze swoich policzków leniwie na złożonych w koszyczek dłoniach. Wpatrywałem się w Laurenta, zastanawiając się, co też mógłbym zrobić, żeby uratować tę księżniczkę.
- A do Dumy wolę się nie zbliżać, a ona też niech się do mnie nie zbliża. Też gryzę! - zaśmiałem się znowu, z własnego wampiryzmu, tak. To naprawdę się działo! To była zdecydowanie jedna z tych lepszych nocy, chociaż działo się tak zapewne z powodu gorszej nocy Laurenta. Nie, nie czerpałem satysfakcji z tego, że cierpiał. Po prostu chciałem swoją beztroską zarazić jego, odegnać te jesienne chmury, pozostawić spokojną letnią noc. Ciepłą, przede wszystkim! Lato było moją ulubioną porą roku, bo było pełne życia, radości, beztroski, miłości, zabawy. I niestety krótszych nocy...
- A do książąt i koni... Coś tam jeżdżę, ale zapewne daleko mi od profesjonalnego jeźdźcy, więc mogłoby się okazać, że księżniczka musiałaby ratować księcia - podjąłem ponownie poprzedni temat, zamierzając dalej rozciągać tę bajkę o kolejne wątki. Jeśli chciał mnie przy najbliższej okazji wsadzać na abraksana, to zamierzałem podziękować. Jeśli chodziło o latanie, to ufałem jedynie miotle, a na konia też wsiadałem tylko jednego zaufanego. - Skoro księżniczki zawsze jest przed czym ratować, to poproszę bardziej szczegółowe instrukcje. Potrzebujesz pomocy z przeprowadzką? Może... pozagrabiać te jesienne liście? - zapytałem niepewnie tam pod koniec wypowiedzi, bo nie spieszyło mi się do powrotu i zakończenia tego spotkania, a z tym metaforycznym zagrabianiem liści... Nie chciałem być nachalny, ale byłem gotów okazać nieco współczucia, może nawet sporo. Wsparcia, przede wszystkim. Tego, czego potrzebował. Tyle że... nie byłem mistrzem uczuć i emocji. Te umiejętności miałem na poziomie jazdy konnej. Niby stabilnie, ale na grząskim gruncie.
Ale! Jeśli o te moje tańcujące dłonie chodziło, właśnie uderzyłem, może nieco za głośno, w blat, chcąc zagłuszyć tę ciszę, zrobić wyraźny przecinek w naszej dyskusji, może nieco zresetować nastroje. Dumie z pewnością się to nie spodobało, ale wróciłem uśmiechnięty teraz również spojrzeniem do Laurenta. Były w nich również te niegrzeczne błyski, te niegrzeczne iskierki, których obiecałem sobie nie powracać za nieżycia, ale... ten słodki flirt sam pchał się na usta. Jak ja mogłem go powstrzymywać, szczególnie że księżniczce z pewnością miał się spodobać...?! Nie było opcji by tę falę powstrzymać. Zresztą, Duma była w pogotowiu.
- Oczywiście, że lepsi są ludzie z całą kolekcją! - odparłem nader pewny siebie, opierając się łokciami o blat, a jeden ze swoich policzków leniwie na złożonych w koszyczek dłoniach. Wpatrywałem się w Laurenta, zastanawiając się, co też mógłbym zrobić, żeby uratować tę księżniczkę.
- A do Dumy wolę się nie zbliżać, a ona też niech się do mnie nie zbliża. Też gryzę! - zaśmiałem się znowu, z własnego wampiryzmu, tak. To naprawdę się działo! To była zdecydowanie jedna z tych lepszych nocy, chociaż działo się tak zapewne z powodu gorszej nocy Laurenta. Nie, nie czerpałem satysfakcji z tego, że cierpiał. Po prostu chciałem swoją beztroską zarazić jego, odegnać te jesienne chmury, pozostawić spokojną letnią noc. Ciepłą, przede wszystkim! Lato było moją ulubioną porą roku, bo było pełne życia, radości, beztroski, miłości, zabawy. I niestety krótszych nocy...
- A do książąt i koni... Coś tam jeżdżę, ale zapewne daleko mi od profesjonalnego jeźdźcy, więc mogłoby się okazać, że księżniczka musiałaby ratować księcia - podjąłem ponownie poprzedni temat, zamierzając dalej rozciągać tę bajkę o kolejne wątki. Jeśli chciał mnie przy najbliższej okazji wsadzać na abraksana, to zamierzałem podziękować. Jeśli chodziło o latanie, to ufałem jedynie miotle, a na konia też wsiadałem tylko jednego zaufanego. - Skoro księżniczki zawsze jest przed czym ratować, to poproszę bardziej szczegółowe instrukcje. Potrzebujesz pomocy z przeprowadzką? Może... pozagrabiać te jesienne liście? - zapytałem niepewnie tam pod koniec wypowiedzi, bo nie spieszyło mi się do powrotu i zakończenia tego spotkania, a z tym metaforycznym zagrabianiem liści... Nie chciałem być nachalny, ale byłem gotów okazać nieco współczucia, może nawet sporo. Wsparcia, przede wszystkim. Tego, czego potrzebował. Tyle że... nie byłem mistrzem uczuć i emocji. Te umiejętności miałem na poziomie jazdy konnej. Niby stabilnie, ale na grząskim gruncie.