14.07.2024, 11:07 ✶
Stoisko rodziny Mulciber
To był żart. Głupi, chłopięcy wygłup, który miał na celu jedynie przynieść odrobinę radości samemu Charliemu i jego koledze, gdy wykorzystał umiejętności do stworzenia czegoś, w jego odczuciu, śmiesznego. Żałował, że nie wszyscy podzielali ten pogląd. Ojciec zaś poruszył ważną kwestię.
- Sądzisz, że... powinienem to dalej produkować? - Podpytał, odbierając słowa Richarda w nieco opaczny sposób. - To miało być jednorazowe, ale jest popyt, więc... może rzeczywiście ludzie będą chcieli to kupować? Jak myślisz, ojcze? To przyniesie pieniądze. Mógłbym się może z tego sam utrzymać?- Popatrzył na ojca, który, choć nie powinien, rozpalił w Charliem chęć rozwinięcia biznesu świeczkowego. Własnego, opartego na seksualności! Na postępie! - Nie wiem, czy będę to dalej robił, ani gdzie. Ale na pewno nie u wuja. Dość się przez to wycierpiał, a ja nigdy nie chciałem, żeby tak wyszło. - Podkreślał po raz kolejny. Wiedział, że to jego wina, ale czy do końca? To nie on pokazał Robertowi fallusa! - Wszystko, co dzisiaj zarobiłem na tych świeczkach, będzie dla wuja. To marna osłoda, ale może... może dzięki temu wuj będzie mniej zły? Nie wiem, jak go przepraszać za to, że to wymknęło się spod kontroli. Ty też nie bądź już na mnie zły, proszę, tato... Rozumiem, co źle zrobiłem.
Dłoń ojca na głowie była jak zbawienie dla grzesznika. Oto ojciec nie był już tak zły! Wybaczył! Charlie uśmiechnął się lekko.
- Mam problem z tą angielską kulturą, ale jeśli będę czegoś potrzebował, przyjdę do ciebie. Dzięki, tato.
A jednak się nie mylił! Chociaż początkowo Richard był rozczarowany i zły, to był jednak tym samym tatą, którego Charlie tak obserwował, podziwiał i starał się naśladować. Gdyby miał dziesięć lat mniej, pewnie przytuliłby się do ojca, pokazując mu w ten sposób wszystko, co czuł. Nie był jednak już dzieckiem, a mężczyzną. Uczucia musiał trzymać na wodzy.
- Kiermasz ma trwać do wieczora. I mamy jeszcze mieć warsztaty, ale jeśli wolisz je odwołać, to w porządku. Nie musisz tu ze mną siedzieć, tato. - Zauważył, poprawiając włosy po wcześniejszych czułościach. - Martwisz się o wuja, więc może wolisz wrócić do domu? Nie mam już żadnych niegrzecznych wyrobów, nie martw się. Został tylko asortyment sklepu. Leo na pewno mi pomoże.
To był żart. Głupi, chłopięcy wygłup, który miał na celu jedynie przynieść odrobinę radości samemu Charliemu i jego koledze, gdy wykorzystał umiejętności do stworzenia czegoś, w jego odczuciu, śmiesznego. Żałował, że nie wszyscy podzielali ten pogląd. Ojciec zaś poruszył ważną kwestię.
- Sądzisz, że... powinienem to dalej produkować? - Podpytał, odbierając słowa Richarda w nieco opaczny sposób. - To miało być jednorazowe, ale jest popyt, więc... może rzeczywiście ludzie będą chcieli to kupować? Jak myślisz, ojcze? To przyniesie pieniądze. Mógłbym się może z tego sam utrzymać?- Popatrzył na ojca, który, choć nie powinien, rozpalił w Charliem chęć rozwinięcia biznesu świeczkowego. Własnego, opartego na seksualności! Na postępie! - Nie wiem, czy będę to dalej robił, ani gdzie. Ale na pewno nie u wuja. Dość się przez to wycierpiał, a ja nigdy nie chciałem, żeby tak wyszło. - Podkreślał po raz kolejny. Wiedział, że to jego wina, ale czy do końca? To nie on pokazał Robertowi fallusa! - Wszystko, co dzisiaj zarobiłem na tych świeczkach, będzie dla wuja. To marna osłoda, ale może... może dzięki temu wuj będzie mniej zły? Nie wiem, jak go przepraszać za to, że to wymknęło się spod kontroli. Ty też nie bądź już na mnie zły, proszę, tato... Rozumiem, co źle zrobiłem.
Dłoń ojca na głowie była jak zbawienie dla grzesznika. Oto ojciec nie był już tak zły! Wybaczył! Charlie uśmiechnął się lekko.
- Mam problem z tą angielską kulturą, ale jeśli będę czegoś potrzebował, przyjdę do ciebie. Dzięki, tato.
A jednak się nie mylił! Chociaż początkowo Richard był rozczarowany i zły, to był jednak tym samym tatą, którego Charlie tak obserwował, podziwiał i starał się naśladować. Gdyby miał dziesięć lat mniej, pewnie przytuliłby się do ojca, pokazując mu w ten sposób wszystko, co czuł. Nie był jednak już dzieckiem, a mężczyzną. Uczucia musiał trzymać na wodzy.
- Kiermasz ma trwać do wieczora. I mamy jeszcze mieć warsztaty, ale jeśli wolisz je odwołać, to w porządku. Nie musisz tu ze mną siedzieć, tato. - Zauważył, poprawiając włosy po wcześniejszych czułościach. - Martwisz się o wuja, więc może wolisz wrócić do domu? Nie mam już żadnych niegrzecznych wyrobów, nie martw się. Został tylko asortyment sklepu. Leo na pewno mi pomoże.