14.07.2024, 17:15 ✶
Zapieczętowałem całkiem schludnie kocioł. Nie było żadnego dostępu do jego zwartości i dobrze. Na samą myśl, że mógłbym uczynić komuś z moich bliskich krzywdę, gdyż nie byłbym sobą, tylko pod wpływem trucizny, skręcało mnie w środku. Tak to określił tamten tryton... Powiedział, trucizna. Adria i trucizna. Miałem aby nadzieję, że to koniec, że nie będę miał po tej mazi żadnych skutków ubocznych... Nie chciałem zabijać Geraldine, chociaż musiałem przyznać, że podobało mi się to skupienie na jednym konkretnym celu, niemyślenie o jakichkolwiek własnych troskach, tylko o dobry Adrii. Nie, nie powinien do tego wracać. Już nigdy.
Adria została pokonana, ale ogromnym kosztem. Chciałem dotrzeć do Geraldine i jej pomóc. Możliwe, że opadała z sił przez tę szamotaninę pod wodą. Samo pływanie wymagało sporo wysiłku, a ona na domiar złego była ranna. Nawet ruszyłem w jej kierunku, ale wstrzymałem się jeszcze bardziej zestresowany, kiedy do moich warg dotarł delikatny smak krwi. No tak! Głupek! Woda wypełniała się ich krwią, ich słodką krwią.
Cofnąłem się, chcąc... stąd zwiać? Tyle że nie mogłem stąd wypłynąć. Musiałem dopilnować, żeby ktoś zajął się Geraldine, poza tym nie miałem pojęcia, czy nad wodą właśnie unosiło się słońce czy może jednak księżyc. Byłem w pułapce, więc ostatecznie zamierzałem czekać na pomocne dłonie. Z bezpiecznej oddali. Zakładałem, że ktoś mi pomoże. Czy to sama Geraldine, czy może Vicotoria... Tej drugiej zamierzałem zresztą pomóc, jeśli miałem być tu uziemiony (czy też uwodniony) do zachodu słońca. Mogłem swobodnie przebywać pod wodą, więc ograniczały mnie w działaniach jedynie promienie słońca. Mogłem wtedy działać jedynie na głębinach. Jeśli zaś był środek nocy, mogłem pomóc z wyciągnięciem tego kotła na brzeg albo z czymkolwiek. Raczej zależało mi na współpracy pomiędzy mną a Lestrange, co mogła zauważyć.
Adria została pokonana, ale ogromnym kosztem. Chciałem dotrzeć do Geraldine i jej pomóc. Możliwe, że opadała z sił przez tę szamotaninę pod wodą. Samo pływanie wymagało sporo wysiłku, a ona na domiar złego była ranna. Nawet ruszyłem w jej kierunku, ale wstrzymałem się jeszcze bardziej zestresowany, kiedy do moich warg dotarł delikatny smak krwi. No tak! Głupek! Woda wypełniała się ich krwią, ich słodką krwią.
Cofnąłem się, chcąc... stąd zwiać? Tyle że nie mogłem stąd wypłynąć. Musiałem dopilnować, żeby ktoś zajął się Geraldine, poza tym nie miałem pojęcia, czy nad wodą właśnie unosiło się słońce czy może jednak księżyc. Byłem w pułapce, więc ostatecznie zamierzałem czekać na pomocne dłonie. Z bezpiecznej oddali. Zakładałem, że ktoś mi pomoże. Czy to sama Geraldine, czy może Vicotoria... Tej drugiej zamierzałem zresztą pomóc, jeśli miałem być tu uziemiony (czy też uwodniony) do zachodu słońca. Mogłem swobodnie przebywać pod wodą, więc ograniczały mnie w działaniach jedynie promienie słońca. Mogłem wtedy działać jedynie na głębinach. Jeśli zaś był środek nocy, mogłem pomóc z wyciągnięciem tego kotła na brzeg albo z czymkolwiek. Raczej zależało mi na współpracy pomiędzy mną a Lestrange, co mogła zauważyć.