W świetle różdżki Brenny, Victoria stała całkowicie skonsternowana. Naprawdę już jej na głowę całkiem padło? Jednak była szalona? W którymś momencie pokręciła gwałtownie głową, jak pies, który chce się trochę wysuszyć. Rzecz jasna nic to nie pomogło, a w końcu bezradna spojrzała w sufit. Nie, to nie mogła być tylko ona, przecież na własne oczy widziała czarne jak smoła zęby Stanleya, widziała jak skończył feniks Laurenta i nie miała powodu nie wierzyć we wszystkie inne rzeczy, jakie jej napisał, plus Brenna też dołożyła do tego swoje. Nie była szalona.
– Nie wiem nawet kiedy miałby to rzucić… nie kojarzę żebym go nawet widziała na oczy. Wiem kto tu mieszka, bo zapytałam właściciela tamtego budynku – a nie dlatego, że widziała jak Thoran Yaxley włazi przez drzwi albo wygląda przez balkon.
Kiwnęła do Brenny, i grzecznie poczekała, aż ona jako wilczyca przepatrzy mieszkanie drugi raz, a w tym czasie Victoria zastanawiała się tym bardziej nad tym, co tu się w ogóle działo.
– Nie wiem czy to zaklęcie – powiedziała, kiedy Brenna już się odmieniła i oznajmiła jej, że nic tu nie ma. – Utrzymywałby się bardzo długo, bo to się dzieje odkąd się przeprowadziłam na stałe. Chyba że to jakieś jego dziwaczne moce? – zapatrzyła się na pusty salon jeszcze raz. – Wczesniej tego nie bylo… – dodała i głośniej wypuściła powietrze przez nos. – Taa… teraz to już wszystko jedno – i oczywiście że wolałaby wyjść drzwiami i schodami, a nie znowu paradować pomiędzy balkonami.
Rzuciła więc ostatnie spojrzenie na mieszkanie i za pomocą zaklęcia otworzyła drzwi wejściowe, a gdy wylazły na korytarz, to tak samo je zamknęła i udały się do wyjścia z budynku, by zaraz przemaszerować kawałek i tym razem otworzyć drzwi do kamienicy Victorii. Miały szczęście, że było tak późno i na nikogo się nie natknęły; pewnie by coś zmyśliły, ale przynajmniej nie musiały.
– Jak ten gnój to zrobił? – mruknęła pod nosem, kiedy już były na parterze i Victoria prowadziła je na piętro z powrotem do salonu, w którym zaczęły te całą szaleńczą przygodę, w której dwójka stróżów prawa włamuje się do mieszkania (wcale nie takiego) prawego obywatela. Luna od razu zamiauczała i podbiegła do nich, i teraz zaczęła się ocierać o nogi Victorii, nim ta nie wzięła jej na ręce, przytulając malca do siebie.
Perceprcja
Sukces!