15.07.2024, 12:20 ✶
Przy ognisku z Norą, na nikogo nie zwracam uwagi bo Nora jest całym moim światem UwU
Ach te muszelki, jak one mieszały w głowach, ale tak przyjemnie tak niezauważenie, bo przecież teraz kiedy Nora rozmawiała z nim, kiedy uśmiechała się do niego, kiedy dotykała go i trzymała za rękę, to w ogóle było nic z tego co się zadziało przy śniadaniu. Samuel czuł się nieswojo gdy otaczało go za dużo nieznajomych twarzy, ale teraz nie miał z tym problemu, bo przecież Nora była całym jego światem, wszystkim tym co potrzebował do szczęścia. Zakochanie rozsadzało mu zielone serce tak mocno, a jednocześnie czuł się spokojny jak nigdy chyba dotąd. Ani przez moment nie pomyślał nawet, że za dużo szczęścia mogłoby ściągnąć na zebranych katastrofę, że za duża euforia mogłaby przeorać piasek korzeniami. Och nie, on już wiedział co musi z tym zrobić, on ćwiczył, on przebudowywał całe swoje życie tylko po to, by jego słodka jak miód nimfa była zadowolona.
– Musiałem. Gdybym.. gdybym mógł to dałbym Ci gwiazdę z nieba. – Chciał bardzo zobaczyć ten uśmiech ten rumieniec, chciał tak bardzo jej się przypodobać. Ale też, umówmy się, chciał w samczej zaborczości pokazać Leosiowi, że ma się odpierdolić. Tego pierścionka tak łatwo nie zniszczy, tego podarunku tak łatwo nie zabierze. I mogło jej brakować słów, mógłby też chcieć żeby brakowało jej tchu (skłamałby stwierdzając, że nie lubi tych momentów), byle tylko nie zbrakło jej w oczach tej iskry, byle twarz nie przestała jaśnieć tak promieniście jak dziś. Wsunął jej na palec pierścionek, powoli, zapominając o oddychaniu. Tak było właściwie? Zaraz potem palcami sięgnął jej brody i uniósł ją ku sobie, bo skoro brakło jej słów to mogło i zbraknąć oddechu. Zupełnie tak, jakby już sobie przyrzekli, we właściwym miejscu tu, niedaleko Doliny, pod ciężkim baldachimem zieleni, w oddechu wody i ziemi, w ciepłym blasku ognia i powiewie wiatru szarpiącym jej skąpy strój. Objął ją mocno nie bacząc na nic, objął i przyciągnął do siebie tak jakby nie zamierzał nigdy więcej wypuścić jej z ramion.
Ach te muszelki, jak one mieszały w głowach, ale tak przyjemnie tak niezauważenie, bo przecież teraz kiedy Nora rozmawiała z nim, kiedy uśmiechała się do niego, kiedy dotykała go i trzymała za rękę, to w ogóle było nic z tego co się zadziało przy śniadaniu. Samuel czuł się nieswojo gdy otaczało go za dużo nieznajomych twarzy, ale teraz nie miał z tym problemu, bo przecież Nora była całym jego światem, wszystkim tym co potrzebował do szczęścia. Zakochanie rozsadzało mu zielone serce tak mocno, a jednocześnie czuł się spokojny jak nigdy chyba dotąd. Ani przez moment nie pomyślał nawet, że za dużo szczęścia mogłoby ściągnąć na zebranych katastrofę, że za duża euforia mogłaby przeorać piasek korzeniami. Och nie, on już wiedział co musi z tym zrobić, on ćwiczył, on przebudowywał całe swoje życie tylko po to, by jego słodka jak miód nimfa była zadowolona.
– Musiałem. Gdybym.. gdybym mógł to dałbym Ci gwiazdę z nieba. – Chciał bardzo zobaczyć ten uśmiech ten rumieniec, chciał tak bardzo jej się przypodobać. Ale też, umówmy się, chciał w samczej zaborczości pokazać Leosiowi, że ma się odpierdolić. Tego pierścionka tak łatwo nie zniszczy, tego podarunku tak łatwo nie zabierze. I mogło jej brakować słów, mógłby też chcieć żeby brakowało jej tchu (skłamałby stwierdzając, że nie lubi tych momentów), byle tylko nie zbrakło jej w oczach tej iskry, byle twarz nie przestała jaśnieć tak promieniście jak dziś. Wsunął jej na palec pierścionek, powoli, zapominając o oddychaniu. Tak było właściwie? Zaraz potem palcami sięgnął jej brody i uniósł ją ku sobie, bo skoro brakło jej słów to mogło i zbraknąć oddechu. Zupełnie tak, jakby już sobie przyrzekli, we właściwym miejscu tu, niedaleko Doliny, pod ciężkim baldachimem zieleni, w oddechu wody i ziemi, w ciepłym blasku ognia i powiewie wiatru szarpiącym jej skąpy strój. Objął ją mocno nie bacząc na nic, objął i przyciągnął do siebie tak jakby nie zamierzał nigdy więcej wypuścić jej z ramion.