15.07.2024, 12:39 ✶
Przy ognisku z Eden, Alastorem, Bertim i Alexandrem.
Z przejęcia moja uważność nie wychodzi poza ten krąg.
Z przejęcia moja uważność nie wychodzi poza ten krąg.
Uścisk brata zawsze był dla niej kojącą przystanią. Nawet jak ją pojebało do reszty, nawet jak w bezsenne noce przychodził tylko ból, tęsknota, której sposoby ukojenia kształtowały się w bardzo dziwne sposoby raniące ich oboje... Nawet wtedy, czuła spokój gdy silne ramiona zamykały ją przed światem. Gdy na ten krótki moment mogła poczuć się zauważona. Gdy mogła rozluźnić się, opuścić gardę, zapaść i...
... i koniec. I tyle. Rzeczywistość i konieczność rozmawiania. Umiejętność rozmawiania. To było trudne.
– Tak? Byłaś...? – Alastor sprzedał jej informację i nagle w całości uwaga Millie skierowała się znów na Eden, tak jakby ta zbyt długo spoglądała w ciemność, a ciemność postanowiła odpowiedzieć jej zainteresowanym spojrzeniem pary złocistych oczu osadzonych w pociągłej twarzy o ostro zakończonej brodzie. Oczach lśniących zaskoczeniem i nadzieją, która równie jak prędko się pojawiła, tak szybko zgasła. – Dlaczego nie odwiedziłaś mnie potem, gdy już byłam przytomna...?
A potem uścisk brata, jej uścisk, prywatne niebo, zostało ofiarowane komu innemu. Kropki się nie łączyły, stała nieco skołowana, inny plan był na ten wieczór, inne rozmowy miały się odbyć, inne słowa miały paść. Ale przecież było dobrze, było najlepiej na świecie.
– Nie jestem głodna. – Nawet nie kłamała, to w ciele Alastora znajdował się jej żołądek, ona była go pozbawiona, układ pokarmowy przyjmował tylko kawę i wódę, chociaż w obecnym rozrachunku przyjmował kawę i magipsychotropy.
– Hej Alex, miło mi Cię poznać. Skąd się znacie z Brenną? – spróbowała się skupić na rozmowie, normnalnej rozmowie i na byciu siostrą, normalną siostrą Alka, chociaż cały czas zezowała na rozmawiającą parę, ale najbardziej na twarz kogoś, kogo znała jak własną kieszeń, nawet taką w której pół roku temu rozpuściła się czekolada, a puste opakowanie po gumkach było mieszkaniem dla spinacza, złamanego paznokcia i dwóch knutów. Muszla koiła uczucia, szumiała spokojnym śpiewem mówiąc o tym, że wszystko jest pięknie. Twarze. Uśmiechnięte twarze otulone tęsknotą. – .. bo my się znamy z pracy, ale teraz w sumie mam wolne. Chorobowe w sensie. Tyle co na Lammas cośtam powywijałam na scenie. Było śmiesznie poobijać Morfinę. I Bertie Twoja mina była bezcenna. Alik widziałeś jak Morfina się słaniał jak mu przyjebałam? Jestem ciekawa czy wciąż ma brokat we włosach – próbowała dalej.