15.07.2024, 15:08 ✶
Kiedy bucik Milly znalazł się tam gdzie powinien, Isaac wstał z klęczek i spojrzał na mężczyznę, który postanowił przerwać im randkę. Wątpił, że Moody go znała, lub że jest gotowa nagle rzucić się w jego objęcia, ponieważ okazał jej zainteresowanie.
-Obawiam się, że pomylił mnie pan z kimś z obsługi.- Zwrócił się do mężczyzny, ściągając z twarzy maskę królika.
-A teraz podziękujemy za towarzystwo, moja żona musi chwilę odpocząć.- Nie chciał się awanturować ani spławiać nieznajomego w nieprzyjemny sposób. Nie chciał psuć tego wieczoru leśnej księżniczce ani sobie.
-Chcesz się przespacerować, czy dalej tańczyć?-Zapytał cicho, zerkając na Milly z góry. Stanął tyłem do Azjaty, żeby mową ciała zakomunikować mu, że rozmowa się zakończyła.
Isaac musiał przyznać, że Mildred Moody była dzisiaj bajecznie piękna. Miał wrażenie, że jest właśnie świadkiem cudu - dziewczyna, która tak długo była zamknięta w skorupie własnej melancholii, teraz wyglądała na prawdziwie szczęśliwą. To była Milly, na którą chciałby patrzeć zawsze. Wydawała się jeszcze bardziej promienna niż kiedykolwiek wcześniej i gdyby ktoś mógł spełnić jedno jego życzenie, to życzyłby sobie, żeby została już taka na zawsze.
-Chyba...- Zaczął, marszcząc lekko brwi i kładąc dłoń na ramieniu dziewczyny. Schylił się i dotknął palcami jej policzka.-Tym razem trafię.-Uśmiechnął się, a jego granatowe oczy rozbłysły. Pocałował dziewczynę delikatnie prosto w usta, nie przejmując się czy ktoś na nich patrzył. Muzyka grała w najlepsze, ale Isaac słyszał jedynie głośne bicie swojego serca.
-Obawiam się, że pomylił mnie pan z kimś z obsługi.- Zwrócił się do mężczyzny, ściągając z twarzy maskę królika.
-A teraz podziękujemy za towarzystwo, moja żona musi chwilę odpocząć.- Nie chciał się awanturować ani spławiać nieznajomego w nieprzyjemny sposób. Nie chciał psuć tego wieczoru leśnej księżniczce ani sobie.
-Chcesz się przespacerować, czy dalej tańczyć?-Zapytał cicho, zerkając na Milly z góry. Stanął tyłem do Azjaty, żeby mową ciała zakomunikować mu, że rozmowa się zakończyła.
Isaac musiał przyznać, że Mildred Moody była dzisiaj bajecznie piękna. Miał wrażenie, że jest właśnie świadkiem cudu - dziewczyna, która tak długo była zamknięta w skorupie własnej melancholii, teraz wyglądała na prawdziwie szczęśliwą. To była Milly, na którą chciałby patrzeć zawsze. Wydawała się jeszcze bardziej promienna niż kiedykolwiek wcześniej i gdyby ktoś mógł spełnić jedno jego życzenie, to życzyłby sobie, żeby została już taka na zawsze.
-Chyba...- Zaczął, marszcząc lekko brwi i kładąc dłoń na ramieniu dziewczyny. Schylił się i dotknął palcami jej policzka.-Tym razem trafię.-Uśmiechnął się, a jego granatowe oczy rozbłysły. Pocałował dziewczynę delikatnie prosto w usta, nie przejmując się czy ktoś na nich patrzył. Muzyka grała w najlepsze, ale Isaac słyszał jedynie głośne bicie swojego serca.