15.07.2024, 15:38 ✶
Dzieci były przyszłością narodu. Sam Anthony nie zamierzał nigdy takowych posiadać, ale wielkim zainteresowaniem obdarzał istoty ludzkie produkowane przez ludzi z jego otoczenia. Richard Mulciber jeszcze nie był "jego otoczeniem", ale Shafiq liczył, że z czasem to ziarno wykiełkuje w przyjemną znajomość czerpiącą obopólne korzyści ze swojego istnienia.
Tymczasem chłopcy zdawali się być pełni życia i potencjału, choć wiadomo, że w przypadku trzylatka tak entuzjastycznie wołającego ojca ciężko jeszcze wyczuć co ów potencjałem będzie. Mulciber - to nazwisko zobowiązywało, cała ślizgońska rodzina wysycona była zielenią ambicji, ale oni być może inaczej wytyczą swoje szlaki, gdy wychowywali się w oderwaniu od ciążeń oczekiwań, zwłaszcza głowy rodziny pozostającej hen daleko na wyspach. Anthony zakładał, że Richard raczej będzie ich prowadził w podobnym tonie, z drugiej strony miał niepowtarzalną szansę zadbać o swoją własną gałąź rodziny tak jak on by sobie tego życzył, a nie jak tego od niego oczekiwano. Shafiq, który sam miał dość specyficzną relację z ojcem, był szalenie ciekaw tego eksperymentu.
– Bardzo miło mi poznać szanowną małżonkę. Słyszałem wiele dobrego. Nowe mieszkanie? – Nie przerwała w spotkaniu, ale rozumiał niepokój. Zgodnie z prośbą przeszedł też na angielski. – Jeśli będę znów w okolicy, mógłbym podrzucić kilka książek. Język angielski to jednak taki, który obok francuskiego zdaje się niezbędnym narzędziem w wielkim świecie. Chcielibyście podróżować chłopcy? – zagadnął zaciekawiony, bo podróże były jego wielką pasją. Podobnie jak teatr i muzyka, dlatego też domyślał się, że cokolwiek mu powiedzą o swoich dziecięcych marzeniach i tak pewnie rychło zostanie zweryfikowane przez ojca i los, który dość bezwzględnie przycinał gałęzie rozwoju. Z drugiej strony już teraz w głowie zanotował, by spakować do Norwegii następnym razem Verne'a i może coś z tych śmiesznych książek podróżniczych, które kupował mu jego przyjaciel w formie żartu, chyba tylko po to by słuchać niekończące się utyskiwania na brak odpowiedniej bibliografii w czymś, co w domyśle miałoby być tylko rozrywką i to nie najwyższych lotów. Książki awanturnicze jednak doskonale sprawdzały się dla takich młokosów, zachęcały do lektury szczególnie jeśli to był raczej taki dom, w którym od maleńkości nie rozwijano dzieci tłumaczeniami greki i łaciny. Był czas, że Anthony myślał, że każdy tak ma. Potem odkrył, że nie, wraz z tym że nie każdy mieszka nad biblioteką, czy jak mawiali złośliwi - w bibliotece.
Tymczasem chłopcy zdawali się być pełni życia i potencjału, choć wiadomo, że w przypadku trzylatka tak entuzjastycznie wołającego ojca ciężko jeszcze wyczuć co ów potencjałem będzie. Mulciber - to nazwisko zobowiązywało, cała ślizgońska rodzina wysycona była zielenią ambicji, ale oni być może inaczej wytyczą swoje szlaki, gdy wychowywali się w oderwaniu od ciążeń oczekiwań, zwłaszcza głowy rodziny pozostającej hen daleko na wyspach. Anthony zakładał, że Richard raczej będzie ich prowadził w podobnym tonie, z drugiej strony miał niepowtarzalną szansę zadbać o swoją własną gałąź rodziny tak jak on by sobie tego życzył, a nie jak tego od niego oczekiwano. Shafiq, który sam miał dość specyficzną relację z ojcem, był szalenie ciekaw tego eksperymentu.
– Bardzo miło mi poznać szanowną małżonkę. Słyszałem wiele dobrego. Nowe mieszkanie? – Nie przerwała w spotkaniu, ale rozumiał niepokój. Zgodnie z prośbą przeszedł też na angielski. – Jeśli będę znów w okolicy, mógłbym podrzucić kilka książek. Język angielski to jednak taki, który obok francuskiego zdaje się niezbędnym narzędziem w wielkim świecie. Chcielibyście podróżować chłopcy? – zagadnął zaciekawiony, bo podróże były jego wielką pasją. Podobnie jak teatr i muzyka, dlatego też domyślał się, że cokolwiek mu powiedzą o swoich dziecięcych marzeniach i tak pewnie rychło zostanie zweryfikowane przez ojca i los, który dość bezwzględnie przycinał gałęzie rozwoju. Z drugiej strony już teraz w głowie zanotował, by spakować do Norwegii następnym razem Verne'a i może coś z tych śmiesznych książek podróżniczych, które kupował mu jego przyjaciel w formie żartu, chyba tylko po to by słuchać niekończące się utyskiwania na brak odpowiedniej bibliografii w czymś, co w domyśle miałoby być tylko rozrywką i to nie najwyższych lotów. Książki awanturnicze jednak doskonale sprawdzały się dla takich młokosów, zachęcały do lektury szczególnie jeśli to był raczej taki dom, w którym od maleńkości nie rozwijano dzieci tłumaczeniami greki i łaciny. Był czas, że Anthony myślał, że każdy tak ma. Potem odkrył, że nie, wraz z tym że nie każdy mieszka nad biblioteką, czy jak mawiali złośliwi - w bibliotece.