15.07.2024, 15:51 ✶
Stoisko pani Zamfir
Sama Florence ani myślała sięgać po kieliszek podejrzanego i prawdopodobnie mocnego alkoholu na sabacie. Na całe szczęście, nie dostrzegła, jak mocno ten zadziałał na jej brata – uwagę kobiety odwróciło bowiem pojawienie się kuzynostwa. Inaczej byłaby pewnie gotowa próbować go stąd wywlec, a on z kolei zapewne przeciwstawiałby się dla samej zasady…
– Basiliusie – przywitała się, obdarzając Prewetta lekkim uśmiechem. – Widziałam cię wcześniej w tłumie, ale… musiałam coś szybko sprawdzić.
Czy jej brat nie wykrwawia się po nieudanej aportacji, po której na festynie pozostał kawałek buta. Nie zamierzała jednak dyskutować o całej tej sytuacji tutaj, przy stoisku, podczas Lammas: będzie jeszcze okazja, aby wyjaśnić Prewettowi, co się stało, gdy nie będzie otaczał ich tłum ludzi.
– Witaj, moja droga, jak się bawisz? – Tym razem zwróciła się do Electry, mierząc ją uważnym spojrzeniem jasnych oczu. Jak zawsze, dziewczyna prezentowała się nieskazitelnie. Młodziutka kuzynka była jedną z tych, z którymi Florence miała nieco mniej do czynienia ze względu na różnicę wieku: i która napawała Florence pewną konsternacją, bo kariera pośród mugoli zdawała się jej mocno ryzykownym krokiem, zarówno ze względu na kodeks tajności, jak i Voldemorta. – Chcę jeszcze podejść do stoiska Shafiqa, i zerknąć na wina, a potem będę powoli się zbierać. Macie ochotę tam podejść ze mną? Atreusie… proszę, też nie chodź tutaj zbyt długo – mruknęła, zerkając krótko na brata. Starał się to ukryć, ale lekko utykał, a to oznaczało, że rozszczepienie jednak miało swoje konsekwencje. – I nie. Zdecydowanie, nie chcecie tych świeczek – dodała jeszcze, przymykając aż oczy. I pomyśleć, że sama je kupiła: jedynie z czystej przekory. Nie zamierzała jednak ich odpalać, a chociaż Electrze być może by się spodobały, to zdaniem Florence nie był to prezent właściwy dla młodziutkiej przedstawicielki rodu Prewettów.
Sama Florence ani myślała sięgać po kieliszek podejrzanego i prawdopodobnie mocnego alkoholu na sabacie. Na całe szczęście, nie dostrzegła, jak mocno ten zadziałał na jej brata – uwagę kobiety odwróciło bowiem pojawienie się kuzynostwa. Inaczej byłaby pewnie gotowa próbować go stąd wywlec, a on z kolei zapewne przeciwstawiałby się dla samej zasady…
– Basiliusie – przywitała się, obdarzając Prewetta lekkim uśmiechem. – Widziałam cię wcześniej w tłumie, ale… musiałam coś szybko sprawdzić.
Czy jej brat nie wykrwawia się po nieudanej aportacji, po której na festynie pozostał kawałek buta. Nie zamierzała jednak dyskutować o całej tej sytuacji tutaj, przy stoisku, podczas Lammas: będzie jeszcze okazja, aby wyjaśnić Prewettowi, co się stało, gdy nie będzie otaczał ich tłum ludzi.
– Witaj, moja droga, jak się bawisz? – Tym razem zwróciła się do Electry, mierząc ją uważnym spojrzeniem jasnych oczu. Jak zawsze, dziewczyna prezentowała się nieskazitelnie. Młodziutka kuzynka była jedną z tych, z którymi Florence miała nieco mniej do czynienia ze względu na różnicę wieku: i która napawała Florence pewną konsternacją, bo kariera pośród mugoli zdawała się jej mocno ryzykownym krokiem, zarówno ze względu na kodeks tajności, jak i Voldemorta. – Chcę jeszcze podejść do stoiska Shafiqa, i zerknąć na wina, a potem będę powoli się zbierać. Macie ochotę tam podejść ze mną? Atreusie… proszę, też nie chodź tutaj zbyt długo – mruknęła, zerkając krótko na brata. Starał się to ukryć, ale lekko utykał, a to oznaczało, że rozszczepienie jednak miało swoje konsekwencje. – I nie. Zdecydowanie, nie chcecie tych świeczek – dodała jeszcze, przymykając aż oczy. I pomyśleć, że sama je kupiła: jedynie z czystej przekory. Nie zamierzała jednak ich odpalać, a chociaż Electrze być może by się spodobały, to zdaniem Florence nie był to prezent właściwy dla młodziutkiej przedstawicielki rodu Prewettów.