15.07.2024, 17:12 ✶
Czasem to, jak zachowywała się Wood, było dla Dory zwyczajnie niezrozumiałe. Nie chodziło o to, że działała momentami jak Brenna. O nie, problem polegał w tym, że Brenną nie była. Crawley zdążyła się nauczyć, że Longbottom często się narażała, gnając za potrzebą serca, a nie rozsądkiem. Nie mogła jej oceniać, bo przecież sama robiła dokładnie to samo. Rozumiała jednak, że jeśli coś jej się stanie, to nie będzie w stanie pomóc innym. Heather natomiast, robiła dokładnie to - pakowała się w rzeczy głowa w przód, nie zastanawiając się nad tym w co się pakuje, mając chyba tylko szczerą nadzieję że nie będzie to nic, co zwali ją z nóg.
Kiedy Wood się przed nimi zatrzymała, jej młodsza koleżanka zmierzyła ją zmartwionym spojrzeniem. Nic jej nie było, przynajmniej na pierwszy rzut oka i to pozwalało Menodorze odetchnąć z ulgą.
- Coś mogło ci się stać - rzuciła z pewnym rozżaleniem, spuszczając wzrok gdzieś w dół, jakby wstydząc się przed samą sobą, że jej głos ochłodził się nieco. - Dlaczego zachowujesz się, jakby cię to w ogóle nie obchodziło? Nie jesteś Brenną... - urwała, cokolwiek co miało paść po tym, zostawiając dla siebie. Nie miała doświadczenia, które miała Longbottom. Zapomniała już, co stało się na Beltane? Ile czasu spędziła potem w szpitalu?
Wołanie Thomasa było idealną wymówką, by wyrwać się z tego niezręcznego momentu. By zrobić krok w bok, ale po chwili zastanowienia spojrzeć jeszcze na Erika, a potem kiwnąć głową i teleportować się do wnętrza posiadłości. Do przedpokoju, z którego potem kierowała się w stronę dalszych hałasów.
- Thomas? - rzuciła, przechodząc przez próg salonu. - Nic ci... oh? - było coś groteskowego w szkielecie, który został wprawiony w ruch magią. Zaklęcie wiązało ze sobą postać, która bez niego powinna się chyba rozpaść na kawałki. Mimowolnie i w pierwszym odruchu cofnęła się pół kroku, bo w żadnym stopniu nie przywykła do podobnego widoku. Zwłoki oglądała co najwyżej w książkach, albo w formie nieruchomej, spokojnie ułożone na stole egzaminacyjnym, kiedy pokazywano im na żywo efekty nieleczonych zaklęć lub eliksirów.
Kiedy Wood się przed nimi zatrzymała, jej młodsza koleżanka zmierzyła ją zmartwionym spojrzeniem. Nic jej nie było, przynajmniej na pierwszy rzut oka i to pozwalało Menodorze odetchnąć z ulgą.
- Coś mogło ci się stać - rzuciła z pewnym rozżaleniem, spuszczając wzrok gdzieś w dół, jakby wstydząc się przed samą sobą, że jej głos ochłodził się nieco. - Dlaczego zachowujesz się, jakby cię to w ogóle nie obchodziło? Nie jesteś Brenną... - urwała, cokolwiek co miało paść po tym, zostawiając dla siebie. Nie miała doświadczenia, które miała Longbottom. Zapomniała już, co stało się na Beltane? Ile czasu spędziła potem w szpitalu?
Wołanie Thomasa było idealną wymówką, by wyrwać się z tego niezręcznego momentu. By zrobić krok w bok, ale po chwili zastanowienia spojrzeć jeszcze na Erika, a potem kiwnąć głową i teleportować się do wnętrza posiadłości. Do przedpokoju, z którego potem kierowała się w stronę dalszych hałasów.
- Thomas? - rzuciła, przechodząc przez próg salonu. - Nic ci... oh? - było coś groteskowego w szkielecie, który został wprawiony w ruch magią. Zaklęcie wiązało ze sobą postać, która bez niego powinna się chyba rozpaść na kawałki. Mimowolnie i w pierwszym odruchu cofnęła się pół kroku, bo w żadnym stopniu nie przywykła do podobnego widoku. Zwłoki oglądała co najwyżej w książkach, albo w formie nieruchomej, spokojnie ułożone na stole egzaminacyjnym, kiedy pokazywano im na żywo efekty nieleczonych zaklęć lub eliksirów.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.