15.07.2024, 21:40 ✶
Rozmawiam z Isaaciem. Obok są Dora i Teddy.
— Zazdrościsz? — powtórzył po Isaacu, marszcząc pytająco brwi. — Nie wiem, czy jest czego zazdrościć. To jest, tak obiektywnie. Pomaganie samo w sobie jest przyjemne, to prawda, ale jesteś też zdecydowanie bliżej tego wszystkiego. Widzisz, co działa, a co nie. Widzisz frustracje ludzi z zewnątrz, ale też tych w środku, kiedy źle się dzieje, a na dobrą sprawę nie można niczego zmienić.
Czy mógł zapobiec to, co wydarzyło się podczas Beltane? Czy gdyby wyjawił wszystko Bonesowi, to ten jednak zadbałby o to, aby festyn na Polanie Ognisk był lepiej obstawiony przez siły bezpieczeństwa? Czy gdyby poszedł w ślady Brenny i poświęcił Zakonowi więcej czasu, to udałoby im się zrekrutować więcej osób, co samo w sobie mogłoby im pomóc w starciu ze Śmierciożercami? Westchnął cicho, czując, jak w jego policzki uderzyło gorąco od podenerwowania niedawnymi wydarzeniami.
Podczas gdy Isaac chciał znaleźć się na jego miejscu, aby krzewić sprawiedliwość i pomoc innym ludziom, on sam nie raz nie dwa, zastanawiał się, czy nie żyło mu się lepiej, gdyby nie wiedział o starciach Ministerstwa Magii i Śmierciożerców aż tyle. Jak wyglądałoby jego życie, gdyby zwolennicy Czarnego Pana znani by mu byli jedynie z artykułów w Proroku Codziennych i na dobrą sprawę nie miałby żadnych powiązań z ludźmi, jakich dotknęły walki i porwania? Czyż nie byłoby prościej?
— A czasem mam wrażenie, że pomaganie, to obecnie przede wszystkim ryzykowanie za kogoś, nie wiedząc nawet, czy druga strona to doceni, czy raczej doprawi z kwitkiem, kiedy wykonasz swoją pracę — mruknął, wzdychając ciężko, pozwalając, aby przemówił przez niego cynizm.
Jeszcze trzy miesiące temu wydawało mu się, że atak na Beltane będzie punktem zapalnym, który sprawi, że konflikt ostatecznie się zaogni. Sądził, że osoby, które wówczas były na pierwszej linii frontu będą w stanie wpłynąć jakoś na Ministerstwo Magii i społeczeństwo. Dlatego też zgodził się wówczas na wywiad dla młodego Lockharta. Aby powiedzieć to, co musiało zostać w końcu wypowiedziane. Przyspieszyć nieuniknione i zderzyć ludzi z rzeczywistością, aby wzięli się do roboty. Czy faktycznie to coś dało?
— To dobre nauczycielki — stwierdził, mimowolnie przypominając sobie ćwiczenia z obiema kobietami. — Ger też całkiem nieźle radzi sobie z unikami. To znaczy, o ile akurat jest na odpowiednim gruncie. — Uśmiechnął się nieznacznie, aby zaraz sarknąć śmiechem, gdy przypomniał sobie ich niedawną walkę treningową.
— Zazdrościsz? — powtórzył po Isaacu, marszcząc pytająco brwi. — Nie wiem, czy jest czego zazdrościć. To jest, tak obiektywnie. Pomaganie samo w sobie jest przyjemne, to prawda, ale jesteś też zdecydowanie bliżej tego wszystkiego. Widzisz, co działa, a co nie. Widzisz frustracje ludzi z zewnątrz, ale też tych w środku, kiedy źle się dzieje, a na dobrą sprawę nie można niczego zmienić.
Czy mógł zapobiec to, co wydarzyło się podczas Beltane? Czy gdyby wyjawił wszystko Bonesowi, to ten jednak zadbałby o to, aby festyn na Polanie Ognisk był lepiej obstawiony przez siły bezpieczeństwa? Czy gdyby poszedł w ślady Brenny i poświęcił Zakonowi więcej czasu, to udałoby im się zrekrutować więcej osób, co samo w sobie mogłoby im pomóc w starciu ze Śmierciożercami? Westchnął cicho, czując, jak w jego policzki uderzyło gorąco od podenerwowania niedawnymi wydarzeniami.
Podczas gdy Isaac chciał znaleźć się na jego miejscu, aby krzewić sprawiedliwość i pomoc innym ludziom, on sam nie raz nie dwa, zastanawiał się, czy nie żyło mu się lepiej, gdyby nie wiedział o starciach Ministerstwa Magii i Śmierciożerców aż tyle. Jak wyglądałoby jego życie, gdyby zwolennicy Czarnego Pana znani by mu byli jedynie z artykułów w Proroku Codziennych i na dobrą sprawę nie miałby żadnych powiązań z ludźmi, jakich dotknęły walki i porwania? Czyż nie byłoby prościej?
— A czasem mam wrażenie, że pomaganie, to obecnie przede wszystkim ryzykowanie za kogoś, nie wiedząc nawet, czy druga strona to doceni, czy raczej doprawi z kwitkiem, kiedy wykonasz swoją pracę — mruknął, wzdychając ciężko, pozwalając, aby przemówił przez niego cynizm.
Jeszcze trzy miesiące temu wydawało mu się, że atak na Beltane będzie punktem zapalnym, który sprawi, że konflikt ostatecznie się zaogni. Sądził, że osoby, które wówczas były na pierwszej linii frontu będą w stanie wpłynąć jakoś na Ministerstwo Magii i społeczeństwo. Dlatego też zgodził się wówczas na wywiad dla młodego Lockharta. Aby powiedzieć to, co musiało zostać w końcu wypowiedziane. Przyspieszyć nieuniknione i zderzyć ludzi z rzeczywistością, aby wzięli się do roboty. Czy faktycznie to coś dało?
— To dobre nauczycielki — stwierdził, mimowolnie przypominając sobie ćwiczenia z obiema kobietami. — Ger też całkiem nieźle radzi sobie z unikami. To znaczy, o ile akurat jest na odpowiednim gruncie. — Uśmiechnął się nieznacznie, aby zaraz sarknąć śmiechem, gdy przypomniał sobie ich niedawną walkę treningową.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞