15.07.2024, 23:56 ✶
Elliott rozmawia chwilę z odczarowaną z kapibary Jagodą oraz Desmondem. Zostawia te dwójkę i ulatnia się w kierunku ogrodów, aby odetchnąć od tłumu.
Zaczęło mu się wydawać, że w pomieszczeniu ciągle przybywa ludzi. Prawdopodobnie dlatego, że pare ostatnich tygodni spędził w szkockiej samotnii, a z każdą godziną weselni, przyprawieni bąbelkowymi procentami weselni goście stawali się coraz głośniejsi.
W trakcie ich rozmowy w tle stało się tyle rzeczy, że Elliottowi trudno było skupić uwagę na rozmówcach. Prawdopodobnie dlatego na zmieniająca się w gryzonia Jagodę zareagował z opóźnieniem.
Gdy kobieta odzyskała znów swą ludzką postać, schował różdżkę w klapie jasnej marynarki. Posłał jej delikatny uśmiech, jedyny na jaki był w stanie się zdobyć. Wszystko zaczynało go znowu męczyć... Potrzebował się ulotnić.
- Całkiem w porządku, dziękuję, że pytasz, Desmondzie. - odpowiedział młodszemu mężczyźnie - Wybacz, że odpowiadam z pewnym opóźnieniem, ale sam rozumiesz, niegrzecznie zostawiać jedną z rozmówców w postaci niekoniecznie ludzkiej - zmusił się do uniesienia kącika ust do góry, aby podkreślić, że t cześć wypowiedzi miała być lekko humorystyczna.
- I tak, pomimo tiulu, myślę, że nie bawię się tak źle. Ty, natomiast, widzę całkiem dobrze czujesz się w rozmowie, więc nie będę miał wyrzutów jak zostawię was teraz samych sobie. Złapiemy się później. Życzę wam obydwojgu przyjemnej reszty wieczora - skinął lekko głową i w momencie, gdy goście delektowali się już tortem umknął na zewnątrz w stronę ogrodów.
Zaczęło mu się wydawać, że w pomieszczeniu ciągle przybywa ludzi. Prawdopodobnie dlatego, że pare ostatnich tygodni spędził w szkockiej samotnii, a z każdą godziną weselni, przyprawieni bąbelkowymi procentami weselni goście stawali się coraz głośniejsi.
W trakcie ich rozmowy w tle stało się tyle rzeczy, że Elliottowi trudno było skupić uwagę na rozmówcach. Prawdopodobnie dlatego na zmieniająca się w gryzonia Jagodę zareagował z opóźnieniem.
Gdy kobieta odzyskała znów swą ludzką postać, schował różdżkę w klapie jasnej marynarki. Posłał jej delikatny uśmiech, jedyny na jaki był w stanie się zdobyć. Wszystko zaczynało go znowu męczyć... Potrzebował się ulotnić.
- Całkiem w porządku, dziękuję, że pytasz, Desmondzie. - odpowiedział młodszemu mężczyźnie - Wybacz, że odpowiadam z pewnym opóźnieniem, ale sam rozumiesz, niegrzecznie zostawiać jedną z rozmówców w postaci niekoniecznie ludzkiej - zmusił się do uniesienia kącika ust do góry, aby podkreślić, że t cześć wypowiedzi miała być lekko humorystyczna.
- I tak, pomimo tiulu, myślę, że nie bawię się tak źle. Ty, natomiast, widzę całkiem dobrze czujesz się w rozmowie, więc nie będę miał wyrzutów jak zostawię was teraz samych sobie. Złapiemy się później. Życzę wam obydwojgu przyjemnej reszty wieczora - skinął lekko głową i w momencie, gdy goście delektowali się już tortem umknął na zewnątrz w stronę ogrodów.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦