16.07.2024, 00:23 ✶
— A już miałem nadzieję, że jesteś pierwszym czarodziejem w kraju, który jest wolny od grzechów — sarknął Sebastian. — Odrodzony święty, po prostu. Dobrze, że jednak masz z czego się spowiadać. W przeciwnym razie zacząłbym się poważnie martwić.
Nawet szanowane jednostki miały coś na sumieniu. Na przykład Brenna Longbottom, chociaż cechowała się ogromną zaradnością życiową i profesjonalizmem w pracy cierpiała na taką straszną przypadłość, jaką był grzech lekkomyślności i pośpiechu. Sebastian nie zazdrościł jej spowiednikowi. Sam pewnie ledwo powstrzymałby się przed udzieleniem jej reprymendy, gdyby w pewnym momencie zaczęła się mu tłumaczyć ze wszystkich swoich przewinień związanych z tą... zawadą.
Pokiwał głową, gdy kobieta zaczęła się z nimi żegnać.
— Niech Matka... Boska... cię ma w swojej opiece, dziecko — odparł w ramach pozdrowienia, przypominając sobie o Błogosławionej Maryi Dziewicy. Rychło w czas.
Skrzywił się z lekkim niesmakiem, gdy na ustach Bagshota zagościła fraza Właśnie tak się tworzy historię. Mimowolnie przypomniał sobie o ''pokojowych'' protestach charłaków, które przeszły przez magiczną dzielnicę Londynu parę lat temu, a skończyły się na zamieszkach pełnych chaosu, dezinformacji i pracowników Ministerstwa Magii latających nad głowami ludzi przebywających wówczas na ulicy. Niewiele to zmieniło w świadomości ludzi czy relacjach społeczności charłackiej z rządem.
Czy tutaj melodia miała skończyć się inaczej? Wątpił, aby zapięcie paru kłódek na prętach barierce mostu w parku miało cokolwiek zmienić. Jeśli faktycznie uda im się wypełnić obiekt ''dowodami uczucia'', to organizatorzy odtrąbią sukces. Goście festynu będą czuć się lepiej sami ze sobą. Eh, może przez ostatnie wydarzenia przemawiał przez niego cynizm? Bądź co bądź, nawet gesty były ważne.
— Nie nazwałbym naszej wizyty tutaj ''wzięciem udziału'' w czymkolwiek, a co najwyżej ''przejściem obok'' — zauważył skrzętnie, wzdychając głośno. — Gdyby nas nie zaczepiła, po prostu przeszlibyśmy obok, jak gdyby nigdy nic. Wybacz, jeśli burzę twój światopogląd.
Próbował się uśmiechnąć, ale wyszedł z tego grymas. Może gdyby zawodowo zajmował się jasnowidzeniem lub zerkaniem w przeszłość przy pomocy widmowidzenia, byłby w stanie powiedzieć Isaacowi nieco więcej na temat ciągów przyczynowo-skutkowych, efektach motyla czy tego, jak mały tudzież jak duży wpływ na całokształt tej linii czasu miały ludzkie wybory. Niestety, umiejętności takich Sebastian nie posiadał, toteż mógł polegać tylko na sobie.
— Niech ci będzie, bo jak na ciebie patrzę, to mam wrażenie, jakby każde moje ''nie'' zabijało jakiegoś szczeniaka psidwaka albo inne urocze stworzonko — zgodził się w końcu, wyciągając kłódkę spomiędzy palców Isaaca.
Oczywiście, nie zamierzał bawić się w dodanie własnego imienia i dorysowanie jakiegoś serduszka. Szanujmy się, Sebastian był poważnym egzorcystą i kapłanem. A z Isaaciem łączyła go w najgorszym razem relacja zawodowa, a w najlepszym nowa znajomość, która miała szansę ewoluować w przyjaźń. Tyle i aż tyle. Macmillan zdecydował się więc na wygrawerowanie po drugiej stronie kłódki swoich inicjałów ''SAM'' od Sebastian Arterius Macmillan, po czym oddał kłódkę Isaacowi.
Nawet szanowane jednostki miały coś na sumieniu. Na przykład Brenna Longbottom, chociaż cechowała się ogromną zaradnością życiową i profesjonalizmem w pracy cierpiała na taką straszną przypadłość, jaką był grzech lekkomyślności i pośpiechu. Sebastian nie zazdrościł jej spowiednikowi. Sam pewnie ledwo powstrzymałby się przed udzieleniem jej reprymendy, gdyby w pewnym momencie zaczęła się mu tłumaczyć ze wszystkich swoich przewinień związanych z tą... zawadą.
Pokiwał głową, gdy kobieta zaczęła się z nimi żegnać.
— Niech Matka... Boska... cię ma w swojej opiece, dziecko — odparł w ramach pozdrowienia, przypominając sobie o Błogosławionej Maryi Dziewicy. Rychło w czas.
Skrzywił się z lekkim niesmakiem, gdy na ustach Bagshota zagościła fraza Właśnie tak się tworzy historię. Mimowolnie przypomniał sobie o ''pokojowych'' protestach charłaków, które przeszły przez magiczną dzielnicę Londynu parę lat temu, a skończyły się na zamieszkach pełnych chaosu, dezinformacji i pracowników Ministerstwa Magii latających nad głowami ludzi przebywających wówczas na ulicy. Niewiele to zmieniło w świadomości ludzi czy relacjach społeczności charłackiej z rządem.
Czy tutaj melodia miała skończyć się inaczej? Wątpił, aby zapięcie paru kłódek na prętach barierce mostu w parku miało cokolwiek zmienić. Jeśli faktycznie uda im się wypełnić obiekt ''dowodami uczucia'', to organizatorzy odtrąbią sukces. Goście festynu będą czuć się lepiej sami ze sobą. Eh, może przez ostatnie wydarzenia przemawiał przez niego cynizm? Bądź co bądź, nawet gesty były ważne.
— Nie nazwałbym naszej wizyty tutaj ''wzięciem udziału'' w czymkolwiek, a co najwyżej ''przejściem obok'' — zauważył skrzętnie, wzdychając głośno. — Gdyby nas nie zaczepiła, po prostu przeszlibyśmy obok, jak gdyby nigdy nic. Wybacz, jeśli burzę twój światopogląd.
Próbował się uśmiechnąć, ale wyszedł z tego grymas. Może gdyby zawodowo zajmował się jasnowidzeniem lub zerkaniem w przeszłość przy pomocy widmowidzenia, byłby w stanie powiedzieć Isaacowi nieco więcej na temat ciągów przyczynowo-skutkowych, efektach motyla czy tego, jak mały tudzież jak duży wpływ na całokształt tej linii czasu miały ludzkie wybory. Niestety, umiejętności takich Sebastian nie posiadał, toteż mógł polegać tylko na sobie.
— Niech ci będzie, bo jak na ciebie patrzę, to mam wrażenie, jakby każde moje ''nie'' zabijało jakiegoś szczeniaka psidwaka albo inne urocze stworzonko — zgodził się w końcu, wyciągając kłódkę spomiędzy palców Isaaca.
Oczywiście, nie zamierzał bawić się w dodanie własnego imienia i dorysowanie jakiegoś serduszka. Szanujmy się, Sebastian był poważnym egzorcystą i kapłanem. A z Isaaciem łączyła go w najgorszym razem relacja zawodowa, a w najlepszym nowa znajomość, która miała szansę ewoluować w przyjaźń. Tyle i aż tyle. Macmillan zdecydował się więc na wygrawerowanie po drugiej stronie kłódki swoich inicjałów ''SAM'' od Sebastian Arterius Macmillan, po czym oddał kłódkę Isaacowi.