16.07.2024, 11:20 ✶
Camille roześmiała się. Głośno, dźwięcznie i szczerze. Głównie dlatego, że czuła, że mimo iż przy stole nie były same, to jednak mogła dać sobie na luz, nie musieć aż tak kontrolować mimiki i nie być aż tak spiętą. Czuła się, jakby była u siebie, a przynajmniej częściowo.
- Z tą różnicą, że komplementy ode mnie są szczere i nie mają drugiego dna - mrugnęła do kobiety z rozbawieniem, a potem jej wzrok powędrował na ruletkę. - Nie wiem, ciociu. Być może moje serce zostało skradzione dawno temu i po prostu teraz znalazłam złodzieja?
Odpowiedziała półszeptem. Wyprostowała się jednak i kiwnęła na jedną z dziewczyn, wolną ręką unosząc kieliszek. Szampana nie zamierzała pić, nie trafiał w jej kubki smakowe, ale wino... Wino to było życie. Odpowiednio słodkie, by rozluźniać, a jednocześnie odpowiednio cierpkie, by język wysłał wiadomość do mózgu, że trzeba trzymać fason.
- To prawda - odpowiedziała Richardowi-Robertowi, posyłając mu lekki uśmiech, przerwany pojawieniem się dziewczyny, która wymieniła jej kieliszek na pełny. - Jednak nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego było tam tyle zwierząt... Ponoć też drinki i jedzenie zostały czymś doprawione. Ach... Panie Mulciber, proszę sobie wyobrazić, że był tam też cyrk. Zupełnie jakby to miała być wisienka na torcie publicznego upokorzenia wśród rodów czystej krwi.
Kiwnęła głową, nie mogąc ukryć grymasu, który pojawił się na jej twarzy. Nie widziała występów cyrkowców i nie żałowała, zwłaszcza że słyszała co nieco o osobach, które występowały. Ale to nie było potwierdzone, więc po prostu przemilczała jeden fakt. Albo i dwa.
- Nie macie czego żałować - odezwała się tym razem do Lorien, na nią przenosząc spojrzenie. Uniosła nieco kieliszek w geście nie przejmujcie się, oszczędziliście sobie potężnej dawki dziwactw. - Lecz jeżeli zaproszenie w ogóle do was nie dotarło... Cóż, młody Perseus wydawał się być pod mocnym urokiem swojej uroczej małżonki. Z kolei Vespera wydaje się dbać do przesady o dobre wrażenie, co - jak widać - nie do końca jej wychodzi. Robert ma rację, organizowanie czegokolwiek przez tak młodych ludzi wiąże się ze skandalami na różnym poziomie.
Nie miała pojęcia, czemu zaproszenie do Mulciberów nie dotarło, ale ona osobiście odczytałaby to jako potwarz. Policzek, skierowany w kierunku całej rodziny. I być może dodałaby coś jeszcze, ale Agnes rzuciła kolejne plotki. Te, o których nie wiedziała nic a nic. Spojrzała więc na ciotkę uważnie, z zainteresowaniem przekrzywiając głowę.
- Agnes, musisz powiedzieć więcej. Pierwsze słyszę, żeby Bulstrode miał narzeczoną. I to jeszcze odbitą na... Randce? - zmarszczyła brwi. O co chodziło z widowiskiem randkowym? To jakaś nowa forma parowania młodych czystokrwistych? Ach, Londyn... Dziwne mieli zwyczaje.
Spojrzała na ruletkę i na chwilę się zamyśliła. Daleko jej było do Lorien, która zdecydowanie wygrywała te starcia. Delacour obróciła jeden z żetonów w palcach. W końcu jednak zdecydowała. 5 żetonów na czerwone, 5 na 26, a kolejne 5 na 11. Nie przejmowała się tym, że może żetony przegrać - zawsze mogła wziąć ich więcej, ale noc była jeszcze młoda. Przecież nie planowała siedzieć przy ruletce całego wieczoru.
- Z tą różnicą, że komplementy ode mnie są szczere i nie mają drugiego dna - mrugnęła do kobiety z rozbawieniem, a potem jej wzrok powędrował na ruletkę. - Nie wiem, ciociu. Być może moje serce zostało skradzione dawno temu i po prostu teraz znalazłam złodzieja?
Odpowiedziała półszeptem. Wyprostowała się jednak i kiwnęła na jedną z dziewczyn, wolną ręką unosząc kieliszek. Szampana nie zamierzała pić, nie trafiał w jej kubki smakowe, ale wino... Wino to było życie. Odpowiednio słodkie, by rozluźniać, a jednocześnie odpowiednio cierpkie, by język wysłał wiadomość do mózgu, że trzeba trzymać fason.
- To prawda - odpowiedziała Richardowi-Robertowi, posyłając mu lekki uśmiech, przerwany pojawieniem się dziewczyny, która wymieniła jej kieliszek na pełny. - Jednak nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego było tam tyle zwierząt... Ponoć też drinki i jedzenie zostały czymś doprawione. Ach... Panie Mulciber, proszę sobie wyobrazić, że był tam też cyrk. Zupełnie jakby to miała być wisienka na torcie publicznego upokorzenia wśród rodów czystej krwi.
Kiwnęła głową, nie mogąc ukryć grymasu, który pojawił się na jej twarzy. Nie widziała występów cyrkowców i nie żałowała, zwłaszcza że słyszała co nieco o osobach, które występowały. Ale to nie było potwierdzone, więc po prostu przemilczała jeden fakt. Albo i dwa.
- Nie macie czego żałować - odezwała się tym razem do Lorien, na nią przenosząc spojrzenie. Uniosła nieco kieliszek w geście nie przejmujcie się, oszczędziliście sobie potężnej dawki dziwactw. - Lecz jeżeli zaproszenie w ogóle do was nie dotarło... Cóż, młody Perseus wydawał się być pod mocnym urokiem swojej uroczej małżonki. Z kolei Vespera wydaje się dbać do przesady o dobre wrażenie, co - jak widać - nie do końca jej wychodzi. Robert ma rację, organizowanie czegokolwiek przez tak młodych ludzi wiąże się ze skandalami na różnym poziomie.
Nie miała pojęcia, czemu zaproszenie do Mulciberów nie dotarło, ale ona osobiście odczytałaby to jako potwarz. Policzek, skierowany w kierunku całej rodziny. I być może dodałaby coś jeszcze, ale Agnes rzuciła kolejne plotki. Te, o których nie wiedziała nic a nic. Spojrzała więc na ciotkę uważnie, z zainteresowaniem przekrzywiając głowę.
- Agnes, musisz powiedzieć więcej. Pierwsze słyszę, żeby Bulstrode miał narzeczoną. I to jeszcze odbitą na... Randce? - zmarszczyła brwi. O co chodziło z widowiskiem randkowym? To jakaś nowa forma parowania młodych czystokrwistych? Ach, Londyn... Dziwne mieli zwyczaje.
Spojrzała na ruletkę i na chwilę się zamyśliła. Daleko jej było do Lorien, która zdecydowanie wygrywała te starcia. Delacour obróciła jeden z żetonów w palcach. W końcu jednak zdecydowała. 5 żetonów na czerwone, 5 na 26, a kolejne 5 na 11. Nie przejmowała się tym, że może żetony przegrać - zawsze mogła wziąć ich więcej, ale noc była jeszcze młoda. Przecież nie planowała siedzieć przy ruletce całego wieczoru.