Salon zaczynał świecić pustkami. Goście rozeszli się, zajmując miejsca przy stolikach. Zaczynając swoją przygodę z kartami bądź ruletką. Widząc to, Celine zakończyła wreszcie swój występ. Wstała od fortepianu, zamierzając skorzystać z tej okazji i chwilę sobie odpocząć. W pierwszej kolejności podeszła do stołu z alkoholem, wybierając dla siebie lampkę czerwonego wina. Chwilę się zastanawiała. Ostatecznie zdecydowała się na pół słodkie Leroux. Wybór z rodzaju tych sprawdzonych. Pewnych. W drugiej chwili natomiast, widząc pozostawioną przez swojego rozmówce Urlett, postanowiła podejść do znajomej kobiety. To ona zaprosiła ją na te przyjęcie. Z tej też przyczyny, Delacour czuła się za blondynkę do pewnego stopnia odpowiedzialna. Niestety, z racji na swoją role, nie mogła jej poświęcić dotąd tyle uwagi, ile powinna. Wyglądało jednak na to, że nadszedł odpowiedni moment, żeby to wreszcie naprawić.
- Mam nadzieje, że nie bawisz się najgorzej? - zapytała, przystając zaraz obok kobiety. Coś jej mówiło, że tego rodzaju przyjęcia nie były w stylu panny Reykjavík. Zarazem jednak ta potrzebowała wyjść do ludzi. Odpowiednich ludzi po prostu poznać. W Londynie była wciąż nowa. Skupiona na pracy. O lepszą okazje zapewne byłoby trudno. Poza tym Celine nie chciała też w tym aspekcie zawieść swojego ojca. - Wiem, że one są... nie do końca typowe, ale na pewno nie będzie źle. - dodała, jakby chcąc ją trochę zachęcić? Pokazać, że na pewno można było się tutaj dobrze bawić. Bo przecież Celine sama dobrze wiedziała, iż dobrze bawić można było się zawsze. Do tego potrzebne były jedynie chęci. Choćby w tych minimalnych ilościach. - Powinnam przedstawić Ciebie cioci Agnes i kuzynce Camille. Ah. I jeszcze naszemu kochanemu Matthiasowi. Nie rozmawiałaś chwilę temu przypadkiem z panem Shafiqiem?
Nie do końca była ze wszystkim na bieżąco. Gra na fortepianie wymagała skupienia. Precyzji. Dokładności. Sprawiała, że Celine nie do końca ogarniała, co działo się dokoła. Wiele rzeczy jej musiało umknąć. Po prostu.