Na ten temat faktycznie można było prowadzić długie debaty, bo każdą cechę ktoś mógł odbierać zupełnie inaczej. W pewien sposób mogła być to cecha wspólna, charakteryzująca każdy z Domów Hogwartu, bo przecież najmocniejsze przyjaźnie nawiązywało się najczęściej z rówieśnikami z tego samego Domu. Matka Jessiego i jej "chłopcy" byli w sumie jednym z zapewne wielu wyjątków, ale te zawsze się pojawiały.
-Byłem Krukonem i nie nazwałbym się "ambitnym", więc tu zabrać głosu raczej nie powinienem - przyznał.
Jego siostra była ambitna. Wuj Anthony i wuj Morpheus? Z pewnością również. Ale on? Pod tym względem z pewnością wyróżniał się na tle swojego domu, bo w szkole wcale nie było mu tak spieszno do biblioteki, żeby zakuwać przed każdą lekcją. A może w jego przypadku ta "ambicja" przejawiała się nie w stosach przeczytanych książek i ilości punktów, które zdobył za dobrą odpowiedź, a w czasie, który poświęcił, by w praktyce doskonalić swoje umiejętności?
-Chociaż... - zamyślił się na chwilę. -Taka debata... Chyba bym się obawiał, że w pewnym momencie w czasie kłótni ktoś mógłby wkurzyć nie tego Puchona, którego powinien, i mogłoby się nagle okazać, że "Kreatywność" to jednak ich cecha. I nie mówie tego w dobrym znaczeniu.
Jeśli chodziło o same dzieci Domu Węża, Jessie zawsze uważał, że ich wewnętrzne relacje były... inne. Nie potrafił tego nazwać jednym, prostym słowem, które może mógłby znaleźć jakiś aurowidz albo inny mądry profesorek, ale to było coś, czego, zdaniem Jessiego, pozostałe Domy prawdopodobnie nie byłyby w stanie zapewnić swoim podopiecznym.
Może to właśnie ta "inność", którą zasadził Salazar jeszcze przed swoim odejściem, która kiełkowała przez laty, podlewana i nawożona przez przestarzałe nierzadko poglądy ojców, dziadków i pradziadków, coraz bardziej powiększając przepaść między Ślizgonami a pozostałymi Domami. Możliwe, że to właśnie ta "inność" spowodowała, że trzymali się głównie siebie nawzajem, nie szukając dobrych relacji ani wśród Kruków, ani Borsuków, a tym bardziej nie wśród Lwów. Trzymali się siebie, walczyli ze sobą i dla siebie nawzajem. Jasper nie był pewien, w jakim stopniu była to prawda, a ile jego umysł po prostu sobie dopowiedział, ale relacje między Ślizgonami zawsze wydawały mu się na zupełnie innym poziomie, niż te w pozostałych Domach. Może tym właśnie było to "braterstwo", w które wielu czarodziejów spoza Domu Węża nie chciało wierzyć?
-A co takiego słyszałaś? - spytał, unosząc jedną brew. -Do tej pory był całkiem fajnym facetem. Dobrze się z nim pracowało, ale teraz zaczął się strasznie indorzyć. Okazał się palantem.
Co do samego pseudonimu musiał się z Brenną zgodzić, bo oprócz tego, że paskudne, to jeszcze lamerski. Ciekawe, czy ten Pan faktycznie był Czarny?
-Więc myślisz, że sam mógłby być półkrwi albo mugolakiem? W takim razie, po co to wszystko? Co on niby próbuje osiągnąć?