16.07.2024, 17:56 ✶
Przy stolikach z Morpheusem i Woodym
– Oh, zdecydowanie będzie potrzebował mojej pomocy – powiedział skromnie. Zazwyczaj, gdy czytał nici, nie okazywał żadnych emocji, ale tutaj wyjątkowo, na krótką chwilę, zrobił tę dość charakterystyczną minę, jakby właśnie oglądał sztukę–komedię romantyczną, której bohaterowie byli tak blisko siebie, a jednocześnie tak daleko od siebie. Wziął do ust kawałek żeberka, tak by jak najmniej się przy tym ubrudzić. W każdym związku jakaś szansa zawsze była. Prawdę mówiąc to chyba nawet trochę kibicował Woody'emu. A może po prostu potrzebował pożyć cudzymi dramatami miłosnymi, gdy jego własne składały się z wampira o morderczych zamiarach?
– Ty i celibat? Chyba rzeczywiście wszyscy się starzejemy. Wiesz Morphy, jeśli też potrzebujesz porad sercowych, to chętnię... – dodał, ale nie powiedział nic więcej, bo oto właśnie podszedł do nich Szkaradny Wąs we własnej osobie.
– Oh tak, podobno chodzi wszędzie w tych swoich kapeluszach, a za nim ciągnie się płacz małych dzieci, które płaczą na ich widok – odpowiedział wesoło, a potem przysunął Woody'emu swoje, jeszcze nieotworzone piwo. Zasłużył.
Niestety nie przyszło mu długo patrzeć na Adonisa z Milo, bo oto Adonis z (jeszcze) Warownii zaczął się krztusić. Jonathan szybko zerwał się na równe nogi i zaczął klepać przyjaciela po plecach.