16.07.2024, 18:42 ✶
Gdyby Florence miała opisać ostatnie tygodnie czy miesiące swojego życia, użyłaby wielu określeń, ale spokojne nie byłoby jednym z nich. Z pewnością w Anglii było wiele osób, dla których ten czas był znacznie bardziej szalony niż dla niej, Florence jednak zawsze była kobietą spokojną właśnie, przeżywanie przygód, ekscytujących romansów, wielkie odkrycia, pozostawiającą innym. Była szczęśliwa na wydziale, porządkując fiolki eliksirów w magazynie, a klątwy studiując poprzez badanie w gabinecie interesujących przypadków czy przeszukując dziesiątki ksiąg – nie musiała do tego jeździć gdzieś do starożytnego Egiptu.
Od Beltane jednak niewiele rzeczy w jej życiu było proste i uporządkowane jak kiedyś.
Sama była w Windermere, przez parę godzin zaledwie, i wyrzucała sobie, że gdy wszystko wskazywało na to, że alarm jest fałszywy, wróciła po prostu na szpitalny dyżur. I to była tylko jedna z dziwnych w sprawach w jej życiu. Bo tych było całkiem sporo, a pośród nich znalazła się na przykład informacja „Florence, czy wiedziałaś, że twojego kuzyna próbowały zamordować korzenie”?
Do domku rodziców przybyła niedługo przed Basiliusem. Akurat miała dość czasu, aby otworzyć okna, przewietrzyć i poprosić skrzata o przygotowanie przekąsek oraz lemoniady – i czystym przypadkiem wyszła na taras akurat chwilę przed tym, jak rozległ się trzask aportancji.
– Witaj, Basiliusie – powiedziała na jego widok, splatając odruchowo ręce na klatce piersiowej i mierząc go uważanym spojrzeniem. Nie był małym chłopcem. Od wielu lat był dorosłym mężczyzną, w dodatku jednym z niewielu – bodaj dwóch? – odpowiedzialnych w jej rodzinie. A jednak w tej chwili walczyła z przemożnym pragnieniem wytargania go za uszy. – Dziękuję, to miłe, że o mnie pomyślałeś – stwierdziła, ledwo rzucając okiem na puszkę z ciasteczkami oraz na zakładkę, bo zaraz spojrzenie jasnych oczu znów zogniskowało się na twarzy.
– Zastanawiam się, kiedy znalazłeś czas na kupowanie pamiątek, skoro z tego, co słyszałam, byłeś bardzo zajęty. Podobno urządziłeś sobie drobny spacer. Pod ziemią.
W jej tonie nie było potępienia czy złości, ale łatwo było odgadnąć, że raczej stara się te powściągnąć niż że naprawdę wcale ich nie odczuwa. Rozumiała, że Atreus brał udział w takich… dziwnych sprawach, ale nie spodziewałaby się tego po Basiliusie Prewettcie.
Od Beltane jednak niewiele rzeczy w jej życiu było proste i uporządkowane jak kiedyś.
Sama była w Windermere, przez parę godzin zaledwie, i wyrzucała sobie, że gdy wszystko wskazywało na to, że alarm jest fałszywy, wróciła po prostu na szpitalny dyżur. I to była tylko jedna z dziwnych w sprawach w jej życiu. Bo tych było całkiem sporo, a pośród nich znalazła się na przykład informacja „Florence, czy wiedziałaś, że twojego kuzyna próbowały zamordować korzenie”?
Do domku rodziców przybyła niedługo przed Basiliusem. Akurat miała dość czasu, aby otworzyć okna, przewietrzyć i poprosić skrzata o przygotowanie przekąsek oraz lemoniady – i czystym przypadkiem wyszła na taras akurat chwilę przed tym, jak rozległ się trzask aportancji.
– Witaj, Basiliusie – powiedziała na jego widok, splatając odruchowo ręce na klatce piersiowej i mierząc go uważanym spojrzeniem. Nie był małym chłopcem. Od wielu lat był dorosłym mężczyzną, w dodatku jednym z niewielu – bodaj dwóch? – odpowiedzialnych w jej rodzinie. A jednak w tej chwili walczyła z przemożnym pragnieniem wytargania go za uszy. – Dziękuję, to miłe, że o mnie pomyślałeś – stwierdziła, ledwo rzucając okiem na puszkę z ciasteczkami oraz na zakładkę, bo zaraz spojrzenie jasnych oczu znów zogniskowało się na twarzy.
– Zastanawiam się, kiedy znalazłeś czas na kupowanie pamiątek, skoro z tego, co słyszałam, byłeś bardzo zajęty. Podobno urządziłeś sobie drobny spacer. Pod ziemią.
W jej tonie nie było potępienia czy złości, ale łatwo było odgadnąć, że raczej stara się te powściągnąć niż że naprawdę wcale ich nie odczuwa. Rozumiała, że Atreus brał udział w takich… dziwnych sprawach, ale nie spodziewałaby się tego po Basiliusie Prewettcie.