Jako stały bywalec kasyn doskonale zdawał sobie z tego sprawę, że łatwo wydawało się pieniądze w postaci tych żetonów. Zawsze odczuwał stosowną ekscytację na widok pokaźnych stosików tych krążków, satysfakcję z każdej wygranej i prawdziwą gorycz porażki, jak tylko szczęście się od niego odwróciło. Nie bez powodu mówi się, że fortuna kołem się toczy. Z tego co widział to Sophie całkiem sprawnie odnalazła się w meandrach zasad ruletki.
— W takim razie rozmawiajmy. Miałaś możliwość być jednym z gości na tym weselu? — Zapytał szeptem. Z poruszanych przy tym stole zdołał dowiedzieć się, że to wesele było jednym z tych przyjęć na którym bawiła się cała śmietanka towarzyska świata czarodziejów. Nawet jak sami rodzice jego towarzyszki mogli nie zostać zaproszeni, to może ich córka miała znajomych wśród innych gości i otrzymała możliwość bycia osobą towarzyszącą.
— Tylko, gdy chcę się trochę rozerwać. Podoba ci się taki wieczorek? — Ze wszystkich dostępnych odpowiedzi wybrał właśnie tę, która dotykała jak najmniej kwestii uzależnienia od hazardu. Nie był to ani czas ani miejsce na tego typu rozmowę. Starał się podtrzymywać rozmowę, licząc że w tym momencie Sophie bardziej się otworzy w towarzystwie. W cztery oczy nie miała z tym problemów, co już zdążył zauważyć. Obecność rodziców zdecydowanie nie pomagała.
— Moim zdaniem to bardzo dobrze, że jako młodzież bierzemy sprawy w swoje ręce, jeśli chodzi o tak poważne kwestie jak organizowanie chociażby wesel. — Postanowił wyrazić swoje zdanie na temat. Zdołał powstrzymać się od przewrócenia oczami na typowe ględzenie starszego pana, najwyraźniej nie odnajdującego się w nowoczesnych czasach. Nawet, jak na razie nie wspomniał o tym, jak to było za jego czasów. Dopełniało to obrazu zaborczego ojca. W swoim mniemaniu trafnie wyciągnął ten właśnie wniosek na podstawie ich wcześniejszych interakcji. Camille wyrażając zbliżone zdanie do stanowiska pana Mulcibera teraz wydała mu się stosunkowo staroświecka.
— Elise, proszę o dwa kieliszki szampana. — Zwrócił się do odbierającej zamówienia dziewczyny. Niewykluczone, że Sophie nie będzie chciała się napić szampana, jednak w dobrym tonie poprosić o dodatkowy kieliszek zamiast poprosić wyłącznie dla siebie.
Po tym jak zakończyła się ta runda ruletki, nie padło na obstawione przez niego liczby, jednak dobrze obstawił kolor i zdobył parę żetonów, zwiększając tym samym swoją pulę. Dwanaście żetonów to jednak niewiele, w porównaniu z wygraną pani Mulciber. Zwrócił też uwagę na to, że Sophie straciła wszystkie swoje żetony. Z pomocą przyszła właśnie Agnès, do której uśmiechnął się z wdzięcznością. Spojrzał też na swoją towarzyszkę, nie zamierzając za nią zabierać głosu.
— I jak widać, tak właśnie jest. Sophie nie musi przejmować się finansami. — Postanowił nie odnosić się do tego, że ojciec jego towarzyszki nie wyposażył swojej córki w odpowiednią sumę pieniędzy, przez co było konieczne przekazanie młodej czarownicy dodatkowych żetonów przez niego i Agnès, a ostatecznie macochę Sophie. Jeśli będzie trzeba to nawet zdobędzie dodatkowe pieniądze na to aby się dobrze bawili.
— Ja obstawię za osiem żetonów czerwony kolor oraz po cztery... 16, 22 i 7. — Powiedział i zgodnie z tym co powiedział rozdysponował swoje żetony. Teraz sam będzie musiał zdobyć ich więcej. Wygrana byłaby bardzo dogodna pod tym względem. Było za wcześnie aby mógł spasować. Ryzykując mógł sporo zyskać. Mógł też dużo stracić, ale kto o tym myślał w obliczu zdobycia całej puli?
Przeznaczam: 8 żetonów na kolor czerwony oraz po żetony na: 16, 22 i 7
Stan: 0